statystyka
RSS
poniedziałek, 26 września 2016
Drobiazgi...

Popołudnie w słońcu. Rozczerwieniony zachodem horyzont, kobierzec ciemniejącego nieba, ósemki kreślone w powietrzu ptasimi skrzydłami. Kasztanowcom w alejach lśnią rudością grzywy i lecą z drzew pierwsze rozzłocone liście...

Jesień witaliśmy z M. w sobotę na złazie organizowanym przez stowarzyszenie, w którym działam. Złociście było i ciepło. Przyjemnie było wędrować polnymi ścieżkami, między łąkami, tonącymi jeszcze w zieleni. A potem było pieczenie kiełbasek, śpiewy i malowanie kredą na szkolnym placu :)

Wieczorny czas dzieliłam z M. i było nam zwyczajnie dobrze...

Nie wiedziałam, że zupa z dyni może być tak pyszna. Dziś smakowałam ją u koleżanki. A jaki piękny kolor miała...

Na jesień zakupiłam sobie trencz w pięknym malinowym kolorze. Byłam zaskoczona, że zdecydowałam się przymierzyć coś w innym kolorze niż czarny. I byłam zadowolona, że tak mi pasuje ten kolor. Jeszcze wisi w szafie, bo resztki lata fruwają w powietrzu i wciąż jest ciepło...

Czekam na przesyłkę w księgarni. Będzie w niej "Królowa" Cherezińskiej, "Akuszerka" Kettu, "Kiedy płaczą świerszcze" Martina i "Dom sióstr" Link. Mój zestaw na jesienne wieczory. Mam do tego swoje ulubione herbaty, kolory i zapachy świec, polarowy koc...

Teraz niebo w liliowej sukience, głos Anny Marii i blask pyzatej lampy...

wtorek, 20 września 2016
A tak...

Poranki w firankach z mgieł, popołudnia rozsłonecznione, wieczory liliowe i płomienne. W powietrzu zapach jeszcze nie wczesnej jesieni, ale późnego lata, tego z pastelowym słońcem, z płowiejącą zielenią. Wiem jednak, że jesień nadchodzi, a z nią tlą się tak nieśmiało jesienne subtelności. Lekkie wiatry plotą opadające liście w warkocze, herbacianą żółcią, rudościami i purpurą chryzantemy ożywiają pejzaże straganów. Spacery w ogrodzie mają już zupełnie inny zapach, korony drzew mienią się bursztynowymi refleksami słońca...

Weekendową wolność celebrowałam z M. w Toruniu. Byliśmy tam kilka lat temu i postanowiliśmy przypomnieć sobie miasto i tamten czas. I miasto wydało nam się jeszcze piękniejsze niż wtedy. Oczarowały nas odremontowane kamieniczki, wymuskane uliczki. Uroczo spacerowało się Starówką wieczorową porą. Światłocieniami jesiennych barw szurały nam liście, a my, przemierzając uliczki, mnożyliśmy dobre chwile :)

Dziś mam mniej lekcji, więc wybrałam się na cmentarz do rodziców, zawiozłam jesienne kwiaty, zapaliłam światło, podumałam, odwiedziłam dawną sąsiadkę. Teraz już dom. Piosenki z płyty "Pamiętajmy o Osieckiej". Stare piosenki w nowych wykonaniach i ponadczasowe słowa, więc tak sobie lirycznieję przy kawie...

I prawie minął wtorek...

Kiedy patrzę na zjawiskową Karolinę Gruszkę na okładce nowego "Zwierciadła", tęsknię za dawną rudością swoich włosów...

piątek, 09 września 2016
Wrześniowe drobiazgi...

Upalny wrzesień. Jest tak ciepło, że trudno wytrzymać w rozgrzanej klasie, uczniowie narzekają, że jest jak w saunie. Z pracy wracam zmęczona i w domu odgradzam się od tych wysokich temperatur i trochę od świata opuszczonymi roletami. A świat piękny jest. Liście zmieniają barwy, jeszcze tak nieśmiało, niespiesznie, ale już zauważa się odcienie żółci, refleksy pomarańczu, czerwienie, rudości...

Astry w przepychu barw, georginie i margerytki. Z takich kwiatów układam bukiet w wazonie. Zachwycam się zachodami słońca i niebem z flotą obłoków. I jeszcze jestem taka wakacyjna...

Zadowolona jestem z planu lekcji. Mam nawet przyzwoitą liczbę godzin, choć mogłabym mieć więcej. Uczę jedną pierwszą klasę w tym roku i próbuję jakoś okiełznać ich gadulstwo. Znam już wszystkich z imienia i nazwiska i nie mylę się, zwracając się do nich :)

Teraz jest czas kawy, szemrzących dźwięków z płyty Niny Simone i błogiej radości z piątku...

Codziennie spaceruję po parku, staram się chociaż 40 minut popedałować na stacjonarnym rowerze. Mogłoby to mieć zbawienny wpływ na mój kręgosłup, ale jakoś nie ma...

Wieczorami szydełkuję "kwadraty babci" na kolejną kapę. Czytam "Bękarta ze Stambułu" i znowu daję się zaczarować Safak...

piątek, 26 sierpnia 2016
Pożegnania...

Lekki wiatr kołysze firankę, mnie kołyszą dźwięki Anny Marii, które leciutko pachną jesienią. I ona jest już, choć wokół zieleni tyle. Liście klonów muśnięte czerwienią, złote listki brzóz, chłodne wieczory, ranki w batikach mgieł, zapach jabłek i śliwek, puste bocianie gniazdo, sejmiki ptaków gotowych do pożegnania- to wszystko zaświadcza o nieśmiałej jeszcze obecności Jesiennej Pani...

Żegnałam się z wakacjami nad morzem. Słońce było pastelowe, niebem płynęły floty białych obłoków, a morska woda raz była niebieska, raz w kolorze szampana, lekko wzburzona, w grzywach fal. I dobrze było iść brzegiem, stopy zanurzać w chłodnawej wodzie i piasku, mieć nad głową mewy, czuć wiatru powiew i nie myśleć. Nie było ludnie. I tak, zbierałam muszelki, przesypywałam piasek między palcami, wpatrywałam się w ten spokojny bezkres...

Dom już oddany. I choć najważniejszy był dla mnie ten z czerwonej cegły, w którym mieszkaliśmy z rodzicami, a potem musieliśmy się wyprowadzić już bez mamy i do którego wróciłam już sama, kiedy zaczęłam pracę w szkole, to jednak przez lata był domem taty, a ja bywałam tam i trochę mnie tam zostało. Od środy nowi mieszkańcy będą tam zapisywać swoją historię...

Dziś brat ze swoimi wraca do ich szwedzkiego domu. I zawsze kiedy się żegnamy, żal mi, że tak daleko jesteśmy do siebie...

Dziś rada. Ostatni rok pracy w takiej formie. Mnożą się pytania. Pojawia się lęk o przyszłość, bo lokalni politycy mają pomysłów bez liku...

Niby o tym nie chcę myśleć, ale czuję niepokój...

poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Drobiazgi...

Wiatr wróży już jesień. Chłodem smakuje powietrze. A wczoraj ściany deszczu i snujący się koniec wakacji...

Bociany jeszcze są, jeszcze uczą się odlatywania. Kołują nad moim blokiem, szybują wśród chmur. Ale za kilka dni opustoszeje gniazdo...

W piątek sprzedaliśmy mieszkanie po tacie. W środę, zanim oddamy klucze, będę tam ostatni raz. I trochę mi smutno...

Ostanie dni to dobre spotkania z bliskimi. To obcowanie z pięknie opowiedzianą historią w książce "Ritterowie". To mój nowy, wygodny i śliczny fotel-uszak. To zakup sukienki na koniec lata. To oswajanie zapachu nowych perfum...

Teraz aromat czerwonej herbaty, drobiny bursztynowego światła za oknem i nieziemsko urocze niebo w kolorach odchodzącego słońca...

Chwile jak ze złota :)

środa, 17 sierpnia 2016
Pocztówki...

Lato gaśnie. Inne są już poranki, inne wieczory, inne światło. Lubię sierpień, właśnie za ten spokój, za dojrzałą zieleń, za pastelowe barwy, odcienie malw, cynii i dalii, za wesela ptaków, zamglone słońce, aksamit pierwszych śliwek i drobne, prawie nieuchwytne jeszcze melancholie fruwające w powietrzu...

Kończą się wakacje. Ocalam wakacyjny czas, ocalam wspomnienia z wakacyjnego wyjazdu. Kaszuby. Jezioro Ostrzyckie raz szare, raz błękitne, zielone, granatowe, nakrapiane płynącymi żaglówkami, łódkami i rowerami wodnymi, błyszczące w słońcu. Spływ Radunią wartką, meandrującą, malowniczą, zieloną od odbijającej się w niej roślinności, od liści pochylonych drzew, tworzących mosty i przeszkody do pokonania. I ważki kobaltowoskrzydłe przysiadające na kadłubie kajaka, wianki kolorowych motyli, ptasie głosy mieszkańców trzcin i łabędzie z młodymi. Ścieżki leśne i polne, przecudne polne kwiatki, świerszczowe skrzypki w tle. Pokonywanie kilometrów i swojego marudzenia. Wieżyca i widziane z wieży widokowej krajobrazy w zieleniach i błękitach. I bajeczne chmury nad głową, i uroda szymbarskich wzgórz. Regionalne smaki, bursztynowe piwo. Cudowne miejsce: "Piec chlebowy", w którym można było się smakowicie posilić i cieszyć oczy jeziora urodą. Czas ze sobą, czas tak dobry, że żal było wracać...

A przecież jeszcze chciałam się spotkać z Kumą, bo odlatywała w niedzielę. I chciałam pobyć z rodziną brata, bo urlop im się kończy. I niby tyle jeszcze czasu, a jakoś za mało go na wszystko...

W powrotach lubię powitanie ze swoim domem. Owijam się dźwiękami ze swoich płyt, oddycham ciszą zaokienną, wracam do oswojonego rytmu dnia...

O Elif Shafak czytałam, że jest Pamukiem w spódnicy. Jest sobą i świetnie napisała "Ucznia architekta"...

Witajcie!

czwartek, 04 sierpnia 2016
Drobiazgi...

Lubię światło poranka. I lubię ten moment, kiedy za oknem robi się jasno, kiedy pojawiają się smugi pastelowego różu, pomarańczu, nikłe nitki czerwieni i lawendowego fioletu. Zapamiętuję te letnie poranki, pełne blasku i świetlistości. Jesienią będę tymi wspomnieniami ogrzewać duszę :)

Tak, budzę się wcześnie. Patrzę w okno, słucham ptaków, nastrajam się do dnia. Zostaję jeszcze chwil kilka w cieple kołdry, trochę czytam, a potem wstaję, robię dobre śniadanie, niespiesznie piję kawę, zamyślam się nad upływającym czasem i żałuję, że lipiec minął tak szybko...

Ostatnie dni upłynęły pod znakiem spotkań. Dni z M., wizyta brata i bratowej, czas z Kumą, wyprawa do Dużego Miasta, po której mam kolejne fantastyczne buty na koturnach i piękny szary sweterek, kupiony z myślą o jesieni...

Nie, nie spieszno mi do jesieni, choć w sklepach już jesienne kolekcje, a w kioskach wrześniowe numery czasopism. Przede mną jeszcze sierpień. Ze swoim łagodnym słońcem, słomianą żółcią pól, z nieco mniej ekspresyjną zielenią, z nieśmiało żółciejącymi liśćmi. I wyjazd wakacyjny z M. już jutro...

A teraz kawą mi pachnie czas. Wyjmuję walizkę, rozkładam deskę do prasowania, sprawdzam prognozy pogody :)

I dźwięki szeleszczą łagodnie...

środa, 20 lipca 2016
Błękitne nuty...

Słoneczne popołudnie. W kuchni gotujące się gołąbki. W oknie błękit nieba tak idealny, że wygląda jak namalowany. Cisza domu. Leniwie płynący czas...

Wyprawa z Małym bardzo się udała. Dużo chodziliśmy, zwiedzaliśmy, cieszyliśmy się z zadowolenia Małego. Zatrzymałam te wspólne chwile na fotografiach. Mały tęskni za rodzicami, codziennie do nich dzwoni, opowiada o wrażeniach, pyta o sprawy ich domu w Szwecji, odlicza dni do ich przyjazdu...

Smaki tych dni: fasolka, bób, młode ogórki, pomidory, zupa jarzynowa, drożdżowy placek z wiśniami i kruszonką, czerwone porzeczki, cukinia, kalafior. Pyszne :)

Pierwsze georginie w wazonie, truskawkowy koktajl, "Pani" kupiona dla wywiadu z Meryl Streep, świeżo zmielona kawa, czekająca na zaparzenie i przygotowana do czytania książka " Charlotte Bronte i jej siostry śpiące". Lubię biografie i chciałabym, by ta mnie nie rozczarowała. I twórczość sióstr lubię, najbardziej "Wichrowe wzgórza"...

A wakacje mijają zdecydowanie za szybko :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 72