statystyka
RSS
niedziela, 17 września 2017
Drobiazgi...

Złociście, świetliście, słonecznie od wczoraj. I nitki babiego lata fruwają lekko, jedwabiście dotykając. W zielonych grzywach drzew w słońcu lśnią żółknące liście, pierścionki trawy nabierają słomianej barwy. Niebo jest gobelinem utkanym z odcieni błękitów i bieli...

Niedzielny poranek jest w kolorze kawy, smakuje sernikiem z brzoskwiniami, pachnie delikatnym chłodem, który wsnuwa się do domu uchylonym oknem. W wazonie herbaciane róże z wczorajszych mych imienin...

Mile wczorajsze popołudnie spędziłam w gronie koleżanek, w tym jednej dawno niewidzianej, a łaczącej mnie z Soplicowem, ze wspólnym mieszkaniem w domu z czerwonej cegły. To był dobry, radosny czas...

M. nieobecny, bo egzaminował na poprawkach swoich studentów :) Pamiętam, że jako studentka nie lubiłam przekładać egzaminów na wrzesień...

W ramach prezentu dla samej siebie złożyłam zamówienie w internetowej księgarni. Czekam na "Córki Wawelu" i "Rudowłosą", a także na "Ach świecie" Maryli Rodowicz, bo ja Maryli piosenki uwielbiam, najbardziej te dawne, ale ciekawa jestem tych nowych, które ponoć w tradycyjnych brzmieniach i nawiązują do tych dawnych- ballad. A teksty napisał szczecinianin :)

Szkolny rytm sprawił, że wakacje wydają się być bardzo odległym bytem. Dużo czasu poświęcam na przygotowanie się do lekcji, bo we wszystkich klasach mam nowe podręczniki. Dotacja dotacją, ale nie wystarczyło na zakup ćwiczeń. Może to i dobrze, bo po swojemu mogę różne rzeczy ćwiczyć :)

Wieczory są już takie jesienne, spowite w bursztynowy odcień światła, pachnące malinową herbatą z pigwą. Częściej włączam smutną muzykę, by koiła, kołysała, rozsnuwała zamyślenie...

środa, 06 września 2017
Września mijanie...

Jesienią pachnie, jesienią i deszczem, wilgotną ziemią, mokrą trawą. Niebo poszarzało znowu, pochłodniał świat. Czerwone kulki jarząbin dodają pejzażowi witalności. A w kieszeni pierwszy kasztan...

Czy Was też blox wylogowuje i przepadają Wam notki?

Wczoraj byłam na spotkaniu autorskim z Hanną Cygler. Czytam jej książki i lubię pisanie. Popołudnie z pisarką było przemiłe, a ona okazała się wspaniałą gawędziarką, ciepłą, otwartą i przesympatyczną osobą. Do domu wróciłam pełna wrażeń z książką i wpisaną doń dedykacją...

Uczę się pracy z młodszymi uczniami. Ćwiczę się w cierpliwości. Staram się rozumieć, że wolno piszą, że zadają tysiąc pytań nie na temat, ale może ważniejszych niż te do lekcji, że chcą się pochwalić rysunkiem z wczoraj, opowiedzieć o swoim psie i rybkach, a nawet o tym, że nie mają zwierzaka, bo mają alergię albo mama nie chce mieć w domu czworonoga. Z siódmą klasą idzie mi zdecydowanie lepiej :)

Dom i aromat jesiennej kawy. W wazonie kolorowy bukiet astrów i cynii. A Hanna Banaszak wyśpiewuje mi "Truskawki w Milanówku" i "Pejzaż bez ciebie" tak melancholijnie i tęsknie. Myślę sobie, że i te słowa, i dźwięki tak pasują do smętnej pogody za oknem...

Siedzę w papierach. Myślałam, że mam już wszystko, ale dziś Pani Ważna uświadomiła mi, że jednak nie :)

Do pracy zatem, E.ko...

czwartek, 31 sierpnia 2017
Zanim wrzesień złotem zalśni...

Ostatni sierpniowy dzień. W związku z wizytą u laryngologa wybrałam się do Miasteczka. Popołudniową porą Miasteczko jest inne. Uliczki są cichsze, mniej ludzi, a ci którzy są, jakoś się nie spieszą. Ławki na skwerkach okupują staruszki, które w drodze do wieczności rozmawiają i przyglądają się światu. Place zabaw puste, młodość dzieje się w sieci...

Szłam powoli, bo przyjechałam za wcześnie. Patrzyłam na klomby pełne róż, na spokojne niebo, na kamieniczki skąpane w innym już świetle, na pierwsze złote listki brzozowe na trawnikach...

Żal wakacji. Żal niespieszności, beztroskiego czytania do późna, bo przecież nie trzeba rano się zrywać. Żal poezji ogrodów: pachnących pomidorów, świeżych ogórków, fasolki, cukinii itd. Żal miękkości traw, świerszczowych nut, świetlistości...

Pocieszam się, że lubię wrześnie przecież. Lubię miodowe światło, poranki w woalkach z mgieł, złocenie się liści, fioletowe zmierzchy i to, że szybciej zapala się świeczuszki, a one migocą i bursztynowym blaskiem ocieplają czas domu. I klony czerwieniejące lubię, szuranie liśćmi, spacery, którym towarzyszy zapach nostalgii i melancholii, jakże wtedy miłej...

Trudno przyzwyczaić się do myśli, że kończy się czas lekkich strojów, że niedługo wyjmę z zaułków szafy sweterki, szale i chusty. Inaczej będzie smakować herbata, inne dźwięki będą turlać się po podłodze. Odświeżyłam swoje polarowe kocyki. Kupiłam malinową herbatę. Dziś zaparzyłam kawę, dodając szczyptę cynamonu...

Jestem już gotowa do pracy. W mojej klasie zawisły nowe gazetki, na parapecie postawiłam anioła z masy solnej, by nas uskrzydlał. Nie udało mi się tylko znaleźć sponsora, który wsparłby zakup scrabbli :)

Za oknem złota tasiemka po odchodzącym słońcu, lekki wiatr igrający w lekko zrudziałych koronach kasztanowców, gruchanie gołębi. A otwartymi balkonu drzwiami wchodzi do pokoju chłód...

środa, 30 sierpnia 2017
Drobiazgi...

W połowie zeszłego tygodnia odleciały bociany i wyjechał M. I te wydarzenia sprawiły, że dotkliwie odczuwam końcówkę wakacji. Od 16 sierpnia chodzę już do pracy. Musiałam przenieść się do innej klasy, zatem porządkowałam stary gabinet, by w tym nowym nie tkwić w zagraceniu. To niebywałe, że przez lata uzbierałam niemalże tonę papierów, podręczników. Wszystko co straciło aktualność oddałam, nie bez żalu, na makulaturę :)

Końcówka sierpnia rozsłoneczniona, ciepła, dlatego też nie bardzo chce mi się wracać do pracy. Udało mi się ogarnąć lektury. Będę mieć lekcje w piątej i siódmej klasie. W jednej obowiązuje stara podstawa programowa, w drugiej nowa. W lekturach gimnazjum orientuję się lepiej, choć w obu klasach będę miała nowe podręczniki, Wciąż trudno mi się pogodzić, że to koniec gimnazjów...

Łapię ostatnie chwile wakacji. Popołudniami delektuję się pastelowym światłem, smakiem kawy wypijanej na balkonie. Doczytuję książki wypożyczone w bibliotece. Zakupiłam już nowe długopisy, kalendarz nauczyciela, herbatę z melisy, siemię lniane :)

W sobotę będę uczestniczyć w czytaniu "Wesela".

W pejzażu pojawiają się odcienie żółci i jasnego pomarańczu. Lecą pierwsze kasztany. Jeszcze nie czekam na jesień, jeszcze lato smakuję...

środa, 16 sierpnia 2017
Magnesy...

Najpierw była długa podróż pociągiem, wydłużona o godzinę z powodu jakichś prac remontowych i dwudziestominutowe spóźnienie. Podróż w wagonie bez klimatyzacji, w gorącu. Starałam się myśleć słowami "Milczenia lodu", książki, której akcja dzieje się w islandzkim miasteczku, gdzie "lato jest bardziej stanem umysłu" niż latem. Chciałam poczuć chłód opisywanych fiordów, zaśnieżonych uliczek, zimowych ścieżek. I nic to nie dało :)

W oknie uciekały mi obrazy brzozowych zagajników, lasów, ściernisk z belami słomy, pola wąsatej kukurydzy i drobnych słoneczników, wrzosów i nawłoci złotej od słońca...

A potem było Miasto. I kiedy tylko stanęłam na peronie, poczułam jak oblepia mnie tropikalne gorąco, jak żar dotyka mnie swoimi parzącymi mackami. Miasto pachniało kurzem i spalinami. Powietrze falowało, a oczy mi łzawiły...

A jeszcze potem było przyjemnie chłodzić się na balkonie u M., patrzeć na panoramę Miasta i cieszyć oczy zielenią, której na osiedlu M. dość sporo...

W sobotę wybraliśmy się na wycieczkę do Płocka. Odbyliśmy spacer ścieżkami Broniewskiego, podziwialiśmy wiekowy dąb, o którym poeta często pisał. Przeszliśmy się promenadą na Wiśle. Zachwycaliśmy się barwnymi kamieniczkami, ratuszem, katedrą, pyszną kawą i ciastem marchewkowym w sympatycznej kawiarence, której nazwy nie pamiętam. A przede wszystkim zwiedziliśmy Muzeum Mazowieckie, które mieści się w pięknej secesyjnej kamienicy i na czterech piętrach mieści  zbiory sztuki secesji i art deco. Podziwialiśmy aranżacje wnętrz mieszczańskich, urządzonych ze smakiem i z dbałością o szczegóły, sale rzemiosła artystycznego, szkła, ceramiki i biżuterii...

Jestem wielbicielką secesji, więc z przyjemnością oglądałam eksponaty, o każdym można powiedzieć: perełka. Warto zobaczyć wystrój jadalni, salonu, gabinetu, buduaru, pokoju dziecięcego. Meble zdobne motywami kwiatów i ważek, witrażowe lampy, drobiazgi, lustra, pościele, parawany, zastawa stołowa, obrazy, na szczególną uwagę zasługują te Wyspiańskiego i Mehoffera...

Czas z M. spędzaliśmy spacerując ulubionymi uliczkami, parkami, odwiedziliśmy ulubioną księgarnię, odnaleźliśmy nowe miejsca i nowe smaki. Upał wciąż był dokuczliwy, więc chodziliśmy zacienionymi stronami ulic. Wieczorami delektowaliśmy się czasem domu, sobą, chwilami na chłodnym balkonie z lampką winą...

Ostatnio polubiłam KappAhl. Tym razem kupiłam granatowe spodnie, do pracy idealne :)

A dziś wybrałam się do Szczecina w związku z coroczną kontrolą u Ważnego Lekarza. Chciałam już po wizycie wybrać się na spacer po Wałach Chrobrego, odwiedzić swoje ulubione miejsca, tym bardziej że coraz bliżej koniec wakacji. Jednak szybko wróciłam do domu, bo Szczecin był pełen deszczu...

Popołudnie wciąż jest zadeszczone, szare i pełne melancholii. Studiuję nowe podręczniki, wybieram lektury, opracowuję strategie, wszak po siedemnastoletniej przerwie znowu będę uczyła w szkole podstawowej...

Piję kawę i ocalam słowami obrazy, by były jak magnesy do przypięcia na lodówce :)

sobota, 05 sierpnia 2017
Sierpniowe nuty...

Sobota ma kolor nieba w odcieniu niezapominajek, pachnie ciepłym wiatrem i lśni słonecznym blaskiem. Sobota mija domowo. Okraszam ją muzyką i słowami czytanej książki...

Warto poznać się z bohaterami powieści "Spacer nad rzeką", której autorką jest Monika A. Oleksa. To opowieść o zawiłych relacjach ludzi, o miłości i jej odcieniach, o zdradzie, wybaczaniu, rodzinie. Czyta się świetnie, bo historia opowiedziana jest pięknym, poetyckim językiem, a niektóre wypowiedzi bohaterów są jak perełki, jak gotowe złote myśli. I jakże pięknie opisany jest Kazimierz. Tak pięknie, że chce się go odwiedzić i przespacerować śladami Zosi...

Wczoraj listonosz przyniósł mi wrześniową "Urodę życia" i jakoś tak nagle, na początku sierpnia, zatęskniłam za kolorami września, za magią wczesnej jesieni, za miedzianym blaskiem słońca i liści, za kasztanami, astrami, chryzantemami, za jesienną herbatą, płomykami świec i za tym całym swoim jesiennym kramem...

Ale niech jeszcze sierpień trwa i wakacje niech się dzieją...

Dziś na obiad usmażyłam placki ziemniaczane. Złociste, chrupiące, pyszne. Zjadam je ozdobione kleksem kwaśnej śmietany. A Wy jak je smakujecie? Czy z cukrem? Tak je moja przyjaciółka, ale mi takie połączenie smaków nie pasuje...

Sierpień darzy ładną pogodą, oby jak najdłużej. Na przyblokowym klombie zakwitły moje ulubione georginie...

I tak, nadzieja ma zawsze zielone spojrzenie :)

poniedziałek, 31 lipca 2017
Drobiazgi...

Kolejny dzień z deszczem. Szary świat, brak słońca. Mam wrażenie, że to świat bez kolorów. Niebo wydaje się być nieruchome, zwarte w swej szarości. Dzień się budził krzykiem wron w koronach pobliskich drzew, szczebiotem wróbli, szumem wiatru. Teraz jeszcze docierają do mnie warkoty kosiarek...

Zapachem kawy oswajam tę ponurość. Włączam płytę z głosem Diany Krall, pasuje do aury za oknem...

Brat już wyjechał. Mały został u dziadków, bo ma jeszcze wakacje. Planujemy wspólny wyjazd, tyle że pogoda zniechęca...

Tegoroczne wakacje mijają na czytaniu i oglądaniu skandynawskich seriali kryminalnych. Obejrzałam "Instynkt wilka" i " Morderstwo". Lubię ten mroczny świat, surowość pejzaży, mroczne historie...

Z zaplanowanych wizyt u okulisty i lekarza pierwszego kontaktu nic nie wyszło, po prostu mi się nie chce wybierać gdziekolwiek w taką pogodę...

"Bogini tańca" Ewy Stachniak to historia Bronisławy Niżyńskiej, która stawała się niezwykła w cieniu wielkiego brata. Czytam z przyjemnością...

Jakoś tak naturalnie w te wakacje raczę się wegetariańskimi potrawami i jest mi z tym niezwykle dobrze i lekko...

Lipiec się kończy, oby sierpień był łaskawszy...

wtorek, 11 lipca 2017
Deszczem naznaczone chwile...

Znowu deszcz, zasłony szarych chmur, wilgoć w powietrzu, bujniejsza zieleń. Tylko kwiaty marnieją. O poranku sypię paciorki kawy do młynka i po chwili kuchnię wypełnia ten przyjemny zapach, a potem z ulubionej filiżanki unosi się cudowny, smakowity aromat. Lubię poranki. Lubię mój dom o poranku i myśl, że dzień się dopiero zaczyna i tyle godzin do wypełnienia. Dlatego też lubię wcześniej wstawać :)

Od wczoraj czytam "Płomienną koronę", trzecią i ostatnią część cyklu "Odrodzone Królestwo" Cherezińskiej. Niecierpliwie, z zachwytem czytam i zadowoleniem, bo książka liczy 1082 strony i będę miała duuuużo do czytania...

Wczoraj byłam w banku. Pani zaproponowała mi zainstalowanie na telefonie aplikacji jakieś tam, mówiąc, że będę miała szybciej. Słowo "szybciej" coraz dotkliwiej definiuje świat. A ja, jeśli nie muszę, nie potrzebuję szybciej...

W mojej kuchni królują sezonowe warzywa. Gotuję dania, wykorzystując fasolkę, bób, cukinię, młodą kapustę, marchew, pomidory, ogórki. Wszystko tak pyszne...

Kołyszą się w moim zadeszczonym pokoju dźwięki siestowych płyt. Pulsują w nich drobiny słońca, szumi morze, przesypuje się delikatnie ciepły piasek...

Wtorku, uracz nas słońca blaskiem!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 78