RSS
niedziela, 31 stycznia 2010
Już jutro...
Wczoraj świat jakby spowity śnieżnym welonem. Zadymki, zamiecie, zawieje i miało się wrażenie, że będzie tak bez końca. Martwiłam się i denerwowałam, bo brat ze swoimi wczoraj wracał do ich dalekiego domu. Telefony z drogi przynosiły uspokojenie...

Niedzielny poranek witał mnie dziś tkliwym błękitem nieba i odświeżoną bielą śniegu, skrzącą się kryształkami mrozu w złotym słońcu. Kopertę dnia otwierałam zapachem kawy, dźwiękami radiowego grania i myślami o podróży. Jutro wyjeżdżam do M. Mam nadzieję, że drogi będą już przejezdne, że autobusy będą kursowały, a potem dotrę pociągiem bez niespodzianek...

I cieszę się na nasze bycie razem, na dni wspólne. Będziemy zasypiać i budzić się obok siebie, jeść razem posiłki, robić zakupy w przyosiedlowym sklepie, pójdziemy do kina, będziemy spacerować, rozmawiać, milczeć, śmiać się, spierać o drobiazgi, ocalać wieczory. M. obiecał mi wyprawę na sanki :) i pewnie zaplanował kilka niespodzianek :)

Niedziela snuje się więc oczekiwaniem. Oczy rozświetlam zaokiennym pejzażem, lirycznieję tęsknotą, myślę dniami, które nadejdą...
piątek, 29 stycznia 2010
Tej bieli przeciwstawiam kolory wieczoru...
Białośnieżność męczy coraz dotkliwiej. Przedwczoraj i wczoraj sypało, wiało, drogi stawały się nieprzejezdne, do kogoś nie dojechała karetka, odwołano zajęcia w szkole, nie było pieczywa w sklepie, przygasało światło. Mijaj zimo, mijaj...

W oknie dzień zamilkł granatowym kolorem mroku. Aksamitnym motylem czerni wieczór sfrunął i spogląda złotymi oczyma ulicznych latarń. W ciszy pokoju blask lampki z wiklinowym kloszem fosforyzuje ciepłem. Mam czekoladę w kubku i czekoladowe świeczuszki. Smakowity aromat snuje się optymizmem...

Obejrzałam "Rewers". Bałam się, że się rozczaruję, że czytane, zupełnie niepotrzebnie, recenzje i komentarze wpłyną niepozytywnie na odbiór filmu. Tak się jednak nie stało. Podobała mi się ta historia z jednej strony dramatyczna, z drugiej zabawna, ironiczna i dowcipna. Cudowna scena z absztyfikantem-księgowym i scena w bramie, kiedy bohaterki radują się na wieść o śmierci Stalina. To gra konwencjami, symbolami, które znawcy na pewno wielorako interpretują. Ja znawcą nie jestem. Mnie urzekła czarno-biała stylistyka zdjęć, klimat lat 50-tych, takie obyczajowe obrazki z tamtych lat, fantastyczna muzyka, próba odtworzenia dawnej Warszawy...

To także film o kobietach, o ich codzienności w atmosferze inteligenckiego domu. O kobietach, które nie godząc się z peerelowską rzeczywistością, mają w sobie godność i zachowują jakąś dawność w sposobie bycie. Świetnie zagrała i Janda, i Polony, i Buzek. Ta ostatnia w roli Sabinki cudownie brzydka, rewelacyjnie wyraziła nieatrakcyjność, zakompleksienie i tęsknotę za miłością bohaterki. A potem Sabina znajduje w sobie odwagę i jest wierna sobie i swoim zasadom...

No i jeszcze na uznanie zasługuje gra Dorocińskiego, który wcielił się w postać ubeka o wyglądzie jak z "Casablanki"...

A piątkowy wieczór jest początkiem moich ferii...
środa, 27 stycznia 2010
Drobiazgi...
Zima nie ma zamiaru odejść. Mrozem dokucza, zimnymi wiatrami snuje swą białą piosenkę. A biel przestaje mnie cieszyć, chyba zaczynam tęsknić za wiosną. Z tej tęsknoty zakupiłam sobie amarantową prymulkę z żółtymi plamkami...

Ostatnie dni w pracy jak w kołowrotku. Na szczęście podsumowania dokonane, analizy oddane, diagnozy opracowane, uzasadnienia napisane. Zatem mogę zacząć myśleć o feriach. Potrzebuję odetchnienia...

Dziś obiecuję sobie nie włączać telewizora. Dziś będzie muzycznie i książkowo...

Teraz jest czas herbaty. Ostatnio delektuję się herbatami owocowymi. Kiedyś ich nie znosiłam. Odkrywam więc smaki herbaty z dzikiej róży z dodatkiem pigwy i truskawki, maliny i poziomki. Pyszne, przynoszące aromatem wspomnienie lata, złocistość słońca...

Brakuje mi codzienności z M. Prozy życia we dwoje...

A za oknem piękne słońce tańczy w harmonii z błękitami nieba...
środa, 20 stycznia 2010
Taki błękitny to czas...
Zmęczona już jestem zimą, choć zimowy świat pięknem swym nadal mnie zachwyca. Wciąż pięknie wyglądają drzewa w srebrzystych kryształkach szadzi, a słońce wschodzi czerwoną kulą i poranki różowieją delikatną poświatą. I byłoby jeszcze piękniej, gdyby nie siarczyste zimno. Od tego zimna błękitnieje powietrze...

I szukam ciepła w kolorach. Czerwony szal, mandarynki, zielona filiżanka, żółty storczyk, czerwone świece, różowe perfumy, rudy koc. To mój zestaw na popołudnia i wieczory. Gorąca czekolada i zielona imbirowa herbata. I szukam ciepła w muzyce. W ciszę mojego domu lekko opadają dźwięki piosenek z płyty "Siesta5" To taka kolorowa muzyka, kołysząca i wymruczana...

Odnajduję piękną melancholię i nostalgię w słowach z książki Ligockiej "Tylko ja sama". Chowam się w tych słowach, w ich smutku i nadziei...

I martwią mnie prognozy pogody na kolejne dni, zapowiedź opadów śniegu i większych mrozów. I jak podróżować w takich warunkach? A ja chcę do mojego M.
sobota, 16 stycznia 2010
Sobotnie mgnienia...
Zima wciąż piękna, choć uciążliwa. Dla ludzi i zwierząt. Świat smakuje chłodem i dotyka mrozem. Kupiłam ptakom łuskany słonecznik, ponoć bardzo lubią...

 W gałęzie drzew szadź się wplątała i drzewa dziś całe z koronek. Piękne, stylowe, bajkowe. I niebo pełne jasnoniebieskiej magii. Tak musiała wyglądać kraina Królowej Śniegu...

Sobota bardzo domowa jest. Ładzę Samotnię, wstawiłam pranie, kartkuję WO. Przed chwilą zapach kawy mi towarzyszył, jako że od dość dawna piję tylko jedną kawę dziennie, staram się, aby chwila ta była w jakiś sposób wyjątkowa. Więc teraz czaruję się smakiem, aromatem, myśli barwię na zielono i jestem spokojem. W te chwile wpisuje mi się także muzyka. Jazzowo turlają się dźwięki. Dłonie pachną mi mandarynkami...

W ostatnich dniach potrzeba było do mnie dużo cierpliwości. Jakoś łatwo się irytowałam, reagowałam z rozdrażnieniem. M. ma do mnie cierpliwość. Czasem boję się, że jej pokłady się wyczerpią. W tych dniach słowa M. były jak słońca, rozjaśniające smutek, niepokoje i łagodzące nadwrażliwość...

Moi bliscy od rana w podróży. Czekam na nich z troską i radością. Być może jutro odwiedzi mnie mój mały bratanek i jego rodzice. Nie widzieliśmy się od sierpnia. Na przysyłanych zdjęciach widać, że bardzo urósł. Już nie mogę się doczekać naszego spotkania...
środa, 13 stycznia 2010
Drobiazgi...
A śnieg pada i pada. Dziś od rana drobniuteńkie płatki odświeżają bezkresną biel. Ładna ta zima, taka, jak zapamiętane zimy z dzieciństwa. Pojaśniał świat, wypogodniało niebo, drzewa przyozdobione koronkami bieli wyglądają niczym kwitnące sady w kwietniu...

Staram się codziennie pójść na spacer, choćby najkrótszy. Kiedy zjawia się zmierzch, śnieg przybiera nieco niebieski odcień i niezwykle wygląda w świetle ulicznych latarń i w blasku lampek przydomowych choinek. A moja Samotnia już bez choinki. Wieczorami blaskiem świec ocalam minuty...

Dziś mam do pracy na późniejszą godzinę. Nieśpiesznie trwam. Koncertuje mi Mozart. Świat pachnie kawą. Przypominam sobie kawowe pocałunki...

W oswajaniu zimna pomagają mi golfy i naszyjnik od M. Ten z koralem. Lubię jego ciepły, energetyzujący kolor...

A za oknem na skrzypcach niebo dziś gra...
wtorek, 05 stycznia 2010
A zima wciąż pocztówkowa...
Pięknie zachodziło słońce. Teraz niebo jest freskiem w złotoczerwonych, błękitno-szafirowych i fiołkoworóżowych odcieniach, niezwykłym tłem dla wyrazistej czerni drzew i rozbielonego śniegiem pejzażu. Mróz jest taki, że mógłby zakwitać kwiatami na oknach. Zimno, chłód dokuczliwym jest nieznośnie. Znowu noszę swój filcowy beret i długie rękawiczki niby mitenki...

Wczoraj smutek wplątał się w godziny i byłam w jakimś nastroju melancholijnym, bliska przygnębienia. Na te smętki nie pomagała ni czekolada na gorąco, ni "Ożenek" w telewizyjnym teatrze, ni aromatyczna kąpiel. Spać kładłam się nieco nieszczęśliwa. I nieodgadniony był powód tego wczorajszego stanu mej duszy :)

Dzisiejsze popołudniowe chwile zapisuję blaskiem choinki, szemrzącą Cesarią, czarną herbatą "jabłko i cynamon". Liptonowi udały się smaki nowych herbat, są aromatyczne, idealne na zimowy czas i rozgrzewają delikatną nutą egzotyki...

Chwile upiększam zapachem waniliowych świec, kolorem mandarynek i słowami Tokarczuk...
niedziela, 03 stycznia 2010
Drobiazgi...
Ostatnie dni to długie spacery z błękitnym bezkresem nieba nad głową, spokój drzew, patrzenie na padający śnieg, dobre rozmowy i ciepła atmosfera domu. I choć to był urokliwy czas, tęskniłam za swoją Samotnią...

W powrotach do domu jest coś magicznego...

Na świecie mroźnie, uroczo, bajkowo. Marcepanowa szadź przyozdobiła czerń gałęzi, biel odmieniła pejzaż i wciąż jeszcze obecny jest duch Świąt. Moja tegoroczna choinka niezbyt jest kształtna, jednak oczarowuje zapachem i urodą ozdób. Zachwycam się tymi ze słomy...

Sade energetyzuje wieczór. Waniliowy aromat świec przysiada na krawędzi filiżanki z czerwoną herbatą. Czytam nową Tokarczuk. Z jakąś niechęcią myślę o powrocie do pracy, o wczesnym wstawaniu. W nowym kalendarzu zaznaczam ważne daty. W nowy rok wkraczałam bez postanowień, za to z wielkimi nadziejami, że będzie to niezwykły rok...

Moim oczom ładnie jest w słowach od M.
Archiwum
statystyka