RSS
środa, 26 stycznia 2011
A świat taki jesienny...
Jesiennie za oknem. Szare niebo podszyte jest deszczem. Nieśmiała mgła rozmazuje pejzaż melancholią. I ta szarość. Smętnie jest, ponuro, bezbarwnie. Szare dymy wplątują się w smoliste gałęzie drzew. Jest w tym dużo smutku, nie ulegam mu jednak...

Poranek mija niespiesznie. Dłużej poleżałam pod kołdrą. Porozmawiałam z M. Staranniej przygotowałam śniadanie. Staranniej malowałam oczy. A teraz aromat kawy się snuje, a na obrzeżach filiżanki przysiadają dźwięki z radiowego muzykowania. Radośnie mi jest i spokojnie. Nastrajam się tymi chwilami...

Od wczoraj ładniej mi w lustrze, bo odświeżyłam kolor swoich włosów, przywróciłam im blask. Ten odcień rudości idealnie pasuje do mojej nowej zielonej sukienki z dzianiny. Lubię zielony kolor, prawie tak bardzo jak czarny. Jedna z moich koleżanek powiedziała mi kiedyś, że w pewnym wieku z czarnego się wyrasta. Może. Wciąż lubię siebie w czerni...

Znowu mniej czytam. Znowu za szybko układam się spać. Czas to zmienić, przestawić się, zacząć ocalać noce...
niedziela, 23 stycznia 2011
Drobiazgi niedzielne...
Niestety zima powróciła. Poranek srebrzył się mrozem, a teraz za oknem miękkim puchem śnieg znaczy trawniki, uliczki i dachy domów. A w ostatnich dniach wydawało się, że wiosna jest blisko, bo świat pachniał wilgotną ziemią, ptaki świergoliły, słońce zaglądało w oczy i niebo jaśniało ubłękitnione jakoś tak wiosennie. I nawet marzył mi się spacer w ogrodu ścieżki...

Niedziela mija domowo. Pozwalałam snuć się muzyce i czarowałam się rozkołysanymi dźwiękami. Leżałam pod rudym kocem, czytając czasopisma. "Panią" zwykle zaczynam od felietonu Ligockiej, ten numer zaczęłam od artykułu o Marilyn Monroe. Dziś miałaby 85 lat. Jaką byłaby staruszką? Zawsze mi się podobała, choć ten typ kobiecości nie jest mi bliski. Mam takie jej ulubione zdjęcie: w białym szlafroku, z książką w dłoni, podpiera dłonią twarz, patrzy w obiektyw, uśmiecha się, a w oczach ma to coś, co nie pozwala o niej myśleć, że była tylko seksowną blondyneczką...

Teraz Anna Maria i jej piosenki z płyty "Bosa". Lubię ją na wieczory. Zapaliłam świece, w oknie waniliową bielą kwitną storczyki, przepięknie komponują się z aksamitną czernią nieba...

Znowu odnajduję aromat karmelowej herbaty, jest idealny do obłaskawiania zimowej aury, do ogrzania duszy i dłoni...

Czekam na paczkę z internetowej księgarni, oprócz powieści, będą w niej dwa tomiki poezji. Jestem ciekawa nowych wierszy Janko i Piwkowskiej. Potrzebuję słów miękkich, słów do zamyśleń...
sobota, 22 stycznia 2011
Nieco matowo...
Ostatnie dni z tych, które należałoby wymazać z kalendarza. Pośpiech, bycie jak w kołowrotku, różne "trzeba". Lubię uczyć, nie znoszę tworzyć dokumentacji, niesamowitej ilości papierków, zestawień i zestawień zestawień. W różnych wersjach: w dzienniku, w tabelkach, w wersji elektronicznej, w formie sprawozdania. Zrobiłam prawie wszystko, zostały mi jeszcze uzasadnienia ocen. Ale to po weekendzie, potrzebuję odetchnąć...

Czasem nie potrafię się zdystansować do tego, co mówi jedna z Pań Ważnych. Nie umiem też tych złych emocji zostawić przed drzwiami swojego domu. Trochę trwa moje wracanie do równowagi między bólami głowy i źle przesypianymi nocami. Tak, nie umiem się nie przejmować...

Dziś taki ładny dzień. Niebo w błękitach, z kilkoma smugami w cytrynowym kolorze, spokojne i świetliste. Piję kawę, dosładzam się batonikiem z płatkami owsianymi i żurawiną. Kartkuję nowe "Zwierciadło". Spędzę z nim popołudnie...

Lubię soboty i swoje sobotnie rytuały. Opiekuję się swoim mieszkaniem i sobą. Potrzebuję, by radość wróciła. Potrzebuję poczuć się ładnie. Potrzebuję sporej ilości uczuć i ciepła. I chyba potrzebuję już wiosny...
piątek, 14 stycznia 2011
Taka chwilka...
Padało chyba całą noc. Wiem, bo nie mogłam spać. Wsłuchiwałam się w perkusję deszczowego padania. Wciąż pada. Drobne, srebrzystoniebieskie krople nieregularnym wzorem układają się na szybach. Niebo przybrało odcień chłodnej stali. Powietrze pachnie mokrą ziemią. Zaokienne uliczki skulone w dziwnym półśnie...

A piątek się do mnie uśmiecha. Dziś rozkwitnę kasztanowymi spojrzeniami M. Wieczorem powitam go na peronie. I będziemy czas dzielić na tysiące zwykłych i niezwykłych chwil...

I tylko na chwilkę tu zajrzałam. Zrobiłam sobie przerwę na kawę. Ładzę swój dom, tańczę przy patelni, wysyłam uśmiechnięte latawce do będącego w pociągu M. Lirycznieję sobie Vivaldim, robię miny do lustra i zatracam się w oczekiwaniu...
czwartek, 13 stycznia 2011
Wciąż drobiazgi...
Posmutniał krajobraz za oknem. Deszcz i potop, ziemia jeszcze nie rozmarzła i z trudem przyjmuje wodę. Brudne resztki śniegu przygnębiają. Od rana szara mgła szczelnie opatula świat. Zmrok podchodzi pod okna, pomarańczowymi refleksami uliczne lampy migocą. Jest w tym trochę ciepła...

W ostatnich dniach czas przeciekał mi przez palce. Dni znowu mijają za szybko. Niby coś robiłam, niby byłam zajęta, a odczuwałam jakiś niedosyt, jakbym gubiła siebie. Z upodobaniem stroiłam się w szarości...

Męczy ta nieprzezroczystość powietrza, brak światła, pochmurność. Tęsknię za słońcem, za błękitem nieba i za bielą śniegu, która nadaje pejzażowi świeżość i jasność. A najbardziej tęsknię za M.

Czytam "Rodzinną historię lęku" Tuszyńskiej. To książka bardzo intymna, utkana z rodzinnych historii, okruchów pamięci, z odszukanych śladów...

Chwila smakuje gorącą czekoladą i cząstkami pomarańczy. Choinka dobrze się trzyma, więc wieczorami nieustannie się nią cieszę. Jej blask jest ostoją, przywołaniem dobrych chwil. I słucham dawnej Sade. I cieszę się na piątek...
sobota, 08 stycznia 2011
Drobiazgi...
Niebo nasyca się granatem. Między czernią gałęzi plączą się jeszcze odcienie fiołkowego grafitu, złota i nikłego różu. Wieczór skrada się cichutko, jakby się namyślał. A ja czekam na złocistość księżyca w oknie. Topiący się śnieg poszarzał. Powietrze jest mokre i senne...

Sobota mija mi domowo. Czas wyraźnie zwolnił, przepływa gdzieś obok mnie. Bo w sobocie lubię tę niespieszność swoją, wiele razy już o tym pisałam. Lubię to snucie się pomiędzy, spotkania i rozstania z przedmiotami, piosenkami, słowami. Lubię zagubić siebie w sobotnich chwilach. Wyrysować margines od codzienności. Medytować kolorami herbat. Starannie dobierać proporcje zamyśleń. Być tylko po słonecznej stronie bycia. Nie śledzić czasu. Drobiazgami go odmierzać...

A teraz w moim pokoju delikatny półmrok dzięki choinkowym światełkom i zapalonym świecom. Obok mnie w ulubionej filiżance różana herbata. Wtapiam się w tę chwilę. Radio mi gra...

Dopiero dziś założyłam kalendarz na ten rok, przepisałam ważne daty, adresy i informacje...
piątek, 07 stycznia 2011
Z deszczem w oczach...
Deszcz od rana muzykuje. Śnieg spływa szarymi potoczkami. Kiedy szłam po sprawunki, ubolewałam, że nie mam kaloszy. Zamierzałam je kupić, tylko nie umiałam zdecydować, w jakim mają być kolorze, we wzory czy nie. Jakby to miało jakieś znaczenie :)

W powietrzu przytłaczająca szarość. Może to tylko moje subiektywne odczucie, bo i w duszy jakoś mi szaro i smętnie. Ostatnie dni przyniosły niepokojące wiadomości dotyczące stanu zdrowia bliskich mi osób. Martwię się. Staram się pokrzepiać słowami, uspokoić.
Choć sama popłakuję, nie pozwalam na użalanie się. Namawiam do działania, do jak najszybszego szukania pomocy u specjalisty. Czasem to może odbierane jest nie tak, ale myślę, że tak właśnie trzeba...

Piątek mam wolny. Domowo mija mi czas. W filiżance zieleń listków herbaty. W głośnikach Davis, Stańko i Sting...

I tak zwyczajnie po ludzku robi mi się smutno na wieść o śmierci Krzysztofa Kolbergera. Pewnie nie tylko ja pamiętam "Strofy dla Ciebie" w "Lecie z radiem", pewnie nie tylko dla mnie była to wyczekiwana chwila, ubarwiająca wakacyjny czas. Chyba to wtedy pierwszy raz usłyszałam Leśmiana, Tuwima, Pawlikowską-Jasnorzewską, Tetmajera, wtedy pokochałam poezję i ten ciepły głos. A potem fascynowały mnie Jego role. Więc żal, bo za szybko, bo odszedł człowiek i aktor niezwykły...
poniedziałek, 03 stycznia 2011
Wczorajsze dziesięć minut...
Dzień utkany z jakiejś wewnętrznej pogody. Poniedziałki oswajam późniejszą godziną rozpoczęcia pracy. Celebrowałam więc poranną niespieszność. Z większą starannością formowałam nieład swoich włosów, ładniej umalowałam oczy, każdą rzęsę staranniej uczerniłam. Smakowałam kawę, a na brzegach filiżanki przysiadały jazzowe snuje...

Wczoraj odwiedził mnie brat ze swoimi. Pojechaliśmy do mamy na cmentarz. Bardzo tego potrzebowałam. Mój mały bratanek wie, czyj grób odwiedzamy. Wzruszam się, kiedy mówi: "Babcia patrzy na mnie z nieba, pomacham jej". Piękne, dziecięce rozumienie wieczności :)

Ciepłe popołudnie. Ciepłe od myśli, blasku choinkowych lampek, zapachu jaśminowej herbaty. Taki miękki czas. Z głośników płyną zimowe piosenki Stinga. Amarantowe kwiatki grudniaczka ożywiają prostokąt okna. Wciąż świątecznie u mnie. Wciąż świąteczne drobiazgi tworzą urodę mojej przestrzeni. Najbardziej lubię wianek z szyszek, zimowe domki, rozświetlone płomykami świec i szydełkowe anioły, które czułymi skrzydłami otaczają mój dom...

Za oknem mgiełka szadzi na gałęziach. Drzewa takie odświętne, spokojne. Patrzę na nie z zachwytem, ich spokój udziela się i mnie. Słońce zaczyna zachodzić na czerwono, niebo traci głowę, rozpływając się w barwach. Na ich tle widok ptasich kluczy budzi tęsknotę...
 
1 , 2
Archiwum
statystyka