RSS
wtorek, 29 stycznia 2013
W srebrnych wiolonczelach deszczu...

Dzień kąpany srebrnym szumem deszczu. Cierpka szarość, wilgotny oddech wiatru, chmury przemykające w kałużach, bure resztki śniegu...

Za oknem czarne niebo z iskrami latarń wśród uliczek. Zamiast gwiazd na szybach błyszczą krople deszczu. I w mroku oczy księżyca lśnią jakoś tak łzawo... 

Zatrzymuję wieczór chwilami znanymi jak kieszeń. Aromat świec cynamonowych, miękkie światło pyzatej lampy, kolory herbat, francuskie rogaliki z dżemem, muzyka, która budzi tęsknoty i miesza w głowie melancholią. Cohen, Stańko, Davis i Anna Maria...

Pakuję walizkę, jutro wybieram się do M. Radością jestem...

poniedziałek, 28 stycznia 2013
Drobiazgi...

Odwilż. Wielkiego śniegu ubywa. Biel przygasła, poszarzała, nie skrzy się w słońcu. Drzewa jeszcze czarniejsze od wilgoci. Plumka woda kapiąca z dachów...

Pierwszy dzień ferii. Kawa w filiżance w anioły, drobne ciasteczka z konfiturą różaną, poranne snucie się koszuli nocnej, radiowe dźwięki i cudowne poczucie niemuszenia :)

Obojętnie patrzę na wskazówki zegara. Będę. W czytaniu, w piciu herbaty, w ciszy domu, w lekturze "Zwierciadła", w gotowaniu zupy, w słuchaniu francuskich piosenek Bajora, w myśleniu o podróży do miasta M., w popołudniu i wieczorze z pyzatym księżycem...

Zaraz się ubiorę, pójdę po sprawunki, pooddycham powietrzem, w którym być może da się poczuć odrobinę wiosny :)

Dobrego poniedziałku nam życzę!

czwartek, 24 stycznia 2013
Drobiazgi...

Wciąż biel po horyzont. Od tej bieli połyskuje niebo. Z płomienną łatwością słońce wschodzi, czyniąc poranki jaśniejszymi, łatwiejszymi do wstawania. I drzewa tak ładnie wyglądają na tle śniegu, w pastelowym słońca blasku, w płomiennej czerwieni późnego popołudnia. Nagie, majestatyczne, z finezyjnie poskręcanymi gałęziami wyglądają niczym hieroglify...

Teraz w moim oknie prawie pyzaty księżyc, złoty, w obrączce światła. Hebanowa czerń na zewnątrz i tylko smużki dymów znaczą niebo jasnoszarą falowaną linią, a cekiny pomarańczowych świateł rozjaśniają zaułki ulic opustoszałych i cichych...

Byłam dziś w Miasteczku. Zrobiłam większe zakupy. Sprawiłam sobie radość, kupując pęk żółtych tulipanów. Mam je teraz w przezroczystym wazonie, bo lubię widzieć łodygi. Cieszę się ich cytrynową żółcią jak słońcem...

Wciąż zimno. Ogrzewam dłonie o kubek z malinową herbatą z plasterkami imbiru. Zwiększam temperaturę na piecu, nie myśląc o wysokości rachunku. Opatulam się ulubionym pledem w pastelowe pasy...

Jutro przybędzie M. Oby tylko zapowiadane strajki na kolei nie opóźniły jego podróży...

W czwartkach lubię bliskość piątku...

poniedziałek, 21 stycznia 2013
Jeszcze domowo :)

Niespieszny poranek. Snucie się po domu, patrzenie w okno, ciche dźwięki muzyki. Na śniadanie tosty z dżemem z czarnej porzeczki, pyszne, przypominajace lato, acz kaloryczne nazbyt :) Zapach kawy. Poranna kawa smakuje najbardziej, najlepiej. Jeśli zdarzy mi się wypić kolejną w ciągu dnia, jej smak jest zupełnie inny, nie tak wyjątkowy jak tej pierwszej...

Niedziela zbyt długa, samotna. Nawet jeśli bym chciała obudzić się później, budzę się jak co dzień o siódmej. Leniuchowałam pod kołdrą, czytając "Uciekiniera" Folletta. A potem trzeba było żyć niedzielą. Nie, nie była świąteczna. Sprawdziłam dwie prace klasowe, sprawdzian gramatyczny. Minęło prawie pół dnia. Wieczór stawał się cicho, robiło się zimniej, płatki śniegu tańczyły w pomarańczowym blasku lamp. Zapaliłam świece, zaparzyłam herbatę w imbryku, ułożyłam się pod koc z myślą "byle do wiosny"...

Sikorki za oknem skubią słoninkę, patrzę na ich żółte brzuszki i tęsknię za słońcem. I za kwiatami tęsknię, podobno w kwiaciarniach pojawiły się tulipany. Muszę po nie pojechać do Miasteczka...

Poniedziałek. Za tydzień rozpocznę ferie. Huuura! Potrzebuję ich.

Miejcie dobry dzień :)

wtorek, 15 stycznia 2013
Styczniowe drobiazgi...

O poranku łapałam kolory nieba. Słońce wschodziło złotym pomarańczem, płomienną fuksją, pastelowym odcieniem fioletu. Te kolory gubiły się między gałęziami drzew w patynie szadzi. Śnieg się skrzył. Zima nadal zachwyca...

Teraz dzień zastyga w odcieniach zgaszonego granatu. Puste uliczki. Smugi świateł ulicznych latarń. Gra świateł i cieni. Na parapecie kruche śniegowe gwiazdki...

Lubię zapach wieczoru. Zapach ciepła i domu. Lubię, kiedy księżyc zagląda w okno i wpada do herbaty. W takie wieczory dobra książka sprawia, że czas sączy się niespiesznie...

Długi spacer mi się marzy. Ze skrzypiącym śniegiem, z tą bielą wokół, z mrozem szczypiącym w policzki. I powrót do domu. I gorąca czekolada. Może jutro się wybiorę. Dziś przygotowywałam się do rady. Nie mam duszy księgowej, nie lubię podliczeń, tabelek, procentów. Czasem się w tym gubię, może dlatego że liczę "na piechotę" :)

Tak, czekam na ferie i na czas z M.

W "Żelaznej damie" za mało było faktów, za mało samej Żelaznej Damy, ale Meryl Streep była rewelacyjna. Mam zaległości filmowe. Tak dawno nie byłam w kinie. Co warto obejrzeć?

poniedziałek, 14 stycznia 2013
Drobiazgi...

Od piątku zima wróciła w moje strony. Mroźna, w bieli po horyzont, świeża i piękna. Opatuliła puchem pola, gałęzie drzew, dachy, płoty. W słońcu się srebrzy. Światek P. przegląda się w kawałkach lodowych luster, światła ulicznych lamp blaskiem się kładą na zaśnieżonych uliczkach, wciąż złote okna od choinkowych światełek...

Weekend był bardzo udany. I szczęśliwy...

Lubię ciszę, która zapada o zmierzchu, ciemniejące niebo i złoty uśmiech księżyca. W zimowe wieczory czas płynie inaczej, wolniej, leniwiej. Dom wypełnia się muzyką, nadal słucham piosenek świąteczno- zimowych. Herbata pachnie jak marzenie. To mieszanka dzikiej róży, malin i skórki pomarańczowej...

A w porze kolacyjnej pachniała latem konfitura wiśniowa... 

Za oknem miękko wirują śniegowe płatki, ogrzewam oczy płomykami świec, balsamem dla duszy są przewracane strony ostatniego tomu "Północnej Drogi"...

Dobrego wieczoru!

czwartek, 10 stycznia 2013
Zapowiedź piątku :)

Senne te dni, męczące, bezsłoneczne, prawie jak listopadowe. Mam trudności z otwarciem oczu, kiedy budzik dzwoni, niechętnie wstaję. Szarość zaokienna przygnębia. Szary jest codzienny deszcz, szare jest niebo, szare kałuże i moje myśli. A Alianore pisała w swoim blogu o bieli, szronie i śniegu. Zazdroszczę :)

I nie zauważam, żeby dnia przybyło. Wieczory zaczynają się chwilę po 16. Taki matowy ten świat. Zrzędzę?

W zielonej herbacie płatki jaśminu. W piosenkach Anny Marii zapomnienie, smutek i ciepłe dźwięki. W moim domu zapach pomarańczy i goździków snujący się ze świec...

Cieszy mnie czwartek. Cieszy jutrzejsze spotkanie z M. Cieszą pachnące nowością kartki czwartego tomu "Północnej Drogi". Cieszą nowe perfumy "Vanille Noire", ich aromat otula. Pięknie otula wanilią, nutą mandarynki, mimozy i drzewa cedrowego. Czuję, że to będzie mój kolejny ulubiony zapach...

niedziela, 06 stycznia 2013
Drobiazgi...

Dni mijają w szarości. Dziś też szarookie niebo i odcienie deszczu. Kiedy patrzę na mglistą linię horyzontu, mam wrażenie, że dalej nie ma nic...

M. w drodze do siebie. A ja oswajam niedzielę. Zaparzyłam zieloną herbatę, smakuję cynamonowe ciasteczka od bratowej. Symfonia smaków i aromatów. Rozkołysane dźwięki radiowego muzykowania, za oknem wiatr, który raz zrywa się, raz zamiera...

Lubię swoją rutynę, spokój, niespieszność, tylko czasem tęsknię za gwarem wielkiego miasta, za byciem jedną z tłumu, za odmianą, za miejscami innymi niż te moje tu...

Niezwykłą podróż w czasie odbywam, czytając "Koronę śniegu i krwi" Świat wykreowany przez Cherezińską oczarował mnie i zaciekawił. Zgrabnie, barwnie, imponująco pisarka połączyła prawdę historyczną z wytworami wyobraźni, magią. I choć nie przepadam za fantastyką, tu mnie ona nie razi, nawet ożywające zwierzęta herbowe wspomagające w walce swoich panów. Wielkim atutem tej książki są bohaterowie, którzy kochają, cierpią, walczą, knują intrygi, złoszczą się, radują, przeklinają, mają tajemnice, namiętności, marzenia, pragnienia. Są żądni władzy, kierują się honorem, godnością, odwagą, ale też i zemstą. Polubiłam Przemysła II, Jakuba Świnkę, Kingę, Rikissę. Na początku gubiłam się w powtarzających się imionach Bogusławów i Henryków, ale z czasem te imiona, także dzięki drzewu genealogicznemu, przestały sprawiać problem i odróżniam jednego bohatera od drugiego :)

Nie mam pomysłu na dzisiejszy obiad. Czasem dla siebie samej nie chce się gotować. Jako że z książką trudno mi się rozstawać, dziś musi być coś na szybko...

Dobrej niedzieli :)

 
1 , 2
Archiwum
statystyka