RSS
wtorek, 23 lutego 2010
Drobiazgi...
Śnieg topnieje, wstążkami strumyczków spływa, burymi kałużami pluszcze, a niebo błękitnieje wśród chmur. Spomiędzy resztek śniegu wynurza się czarna, mokra ziemia, ale jeszcze nie słychać, że rośnie trawa. Jakieś przyjazne wiatry przynoszą przeczucie wiosny. Takie bardzo pastelowe jeszcze...

Popołudnie ma fiołkowy odcień zaokiennego nieba i wysmukłą strzelistość drzew tęskniących za zielenią. We włosy wplątują mi się kolory kwitnących na parapecie  fiołków i zeszłoroczne lato z fotografii...

Biały dzbanek, biała filiżanka i zielona herbata, pachnąca jaśminami. Marcepanowy batonik. W oczekiwaniu na przybycie nowej Sade- dawna Sade mi towarzyszy. Ukojenie, ukołysanie i taki spokój przysiada na rzęsach. Budzę w sobie światło. Rozpromieniam się...
poniedziałek, 22 lutego 2010
Niczym Kleopatra :)
Weekend upłynął pod znakiem relaksu. Babski wyjazd do Spa okazał się ucztą dla ciała i ducha. Nie przypuszczałam, że tyle przyjemności może sprawić pławienie się nie we własnej wannie. Z entuzjazmem korzystałam z parku wodnego,  jacuzzi i innych dobrodziejstw akwaterapii. Poetycką prawie była "mleczna kąpiel Kleopatry", a prozaicznością trącił "kubeł zimnych doznań", złagodzony potem relaksacyjnym "słonecznym niebem" i innymi przyjemnościami :)

Relaksował nas inny rytm dnia, beztroskie pogaduszki i długie spacery. Plaża była układanką ze zmrożonego śniegu i lodu. Słońce intensywnie świeciło, w bezwietrznym powietrzu wyraźnie czuć było wiosnę, a morze emanowało zielono- szarym spokojem. Tylko mewy swym natarczywym piskiem płoszyły ten spokój...

Obiecałyśmy sobie z koleżankami, że na jednym wyjeździe się nie skończy...

Czuje się już, że dni są coraz dłuższe, że więcej w nich światła. Teraz w zaokiennym krajobrazie niebo zakwitło czerwienią odchodzącego słońca, koronki drzew zaróżowiły się nieco, szafirem mrok się skrada. Tylko wiosna wciąż jest gdzieś daleko...
czwartek, 18 lutego 2010
Drobiazgi...
Świat poszarzał. Ta szarość wdziera się nawet w moje myśli. Niebo ma popielate oblicze, deszcz srebrnymi kroplami osiada na brudnym śniegu, odwilż przyszła. Powietrze pachnie wilgocią. Ciśnienie chyba spada i ten brak światła, a ja ziewająca dziś jestem i potrzebuję kolorów, ożywienia, wiosny...

Gorąca czekolada popołudniową godziną nastraja jakoś pozytywnie. I jeszcze cieszę się, że kupiłam sobie wczoraj żółtą prymulkę. To taka cytrynowa żółć. A ja najbardziej lubię żółte kwiaty. Za słoneczność, energię, ciepło i radość...

Sting. Kate Bush. Sade...
"Kamieniem strącam księżyc" Jesienina...

Oglądam zdjęcia z naszych miejsc, moich i M. i podlewam wspomnienia. Tak cicho zapiszę, że to już dwa lata od pierwszych słów. Dwa lata uczenia się siebie, pielęgnowania fascynacji i bycia wciąż bliżej, wciąż piękniej...

A jutro będę oddychać kolorami morza i zapachem morskiego wiatru...
czwartek, 11 lutego 2010
W innej perspektywie...
Zmierzch pachnie malinową herbatą, ciemność za oknem rozsnuwa ciszę wieczorną, miękką padającym śniegiem. Jego płatki wirują w powietrzu o ciepłej barwie pomarańczowego światła ulicznych latarń. Pod niebem w atramentowej czerni cichną złote księżyce. Na parapetach zasypia czwartek...

Moje ferie dobiegają końca. Dni powszednie inaczej się działy, inaczej smakowały. Pokój dłużej bywał zaspany, wolniej mijały minuty, popołudniami zanurzałam się w świat literek i obrazów. Doczytałam niedoczytane wcześniej czasopisma, przeczytałam kilka książek.  Z polecenia koleżanki odkryłam prozę Anny Gavaldy. W te chłodne dni zamyślałam się impresjonistami...

W "Viki, Cristina, Barcelona" najbardziej podobała mi się Penelope Cruz w roli neurotycznej artystki Marii Eleny. Była dynamiczna, pełna żywiołowości i jakiegoś smutku, melancholijna, jak zwykle piękna i kobieca. Fantastyczna muzyka i melodia hiszpańskiego języka dopełniały opowieść. I jeszcze zachwycała mnie urokliwa i otulona letnim słońcem Barcelona...

Dziś zatrzymuję wieczór aromatem cynamonowo-jabłkowych świec, szeptami Anny Marii i półksiężycami pomarańcz. Zanim noc wbiegnie prostokątami okien...
poniedziałek, 08 lutego 2010
Drobiazgi...
Świat wciąż w białej sukience śniegu. Drzewa zakwitły o świcie marcepanową szadzią i miękkim puchem. Świetliście jest, jasno i nastrojowo. Tylko to zimno dokuczliwe powoduje, że zamykam się w cieple domu i coraz bardziej potrzebuję wiosny...

Od M. wróciłam szczęśliwsza. Dziś porządkuję wspomnienia chwil i chwilek, oglądam zdjęcia. Spacery w zimowym słońcu i w płatkach śniegu. Rozmowy. Ciepłe słowa. Beztroski śmiech. Wyprawa na film "Wszystko, co kocham" i długie potem dyskusje, poszukiwanie podobieństw naszych doświadczeń i przeżyć. Nastrojowe knajpki. Uśmiechnięte oczy, radość i spokój. Dobry domowy czas. Zapisuję w pamięci wspólne świty, wieczory, noce i wszystko to, co pomiędzy. Zamykam w słowach, choć tych nie chcę nadużywać, by nie zapeszać...

I słucham internetowego radia. Odkrywam dźwięki, które na chwil kilka pochłaniają mnie, rozmarzają i sprawiają, że mrużę oczy w rozleniwieniu błogim, rozkoszując się smakiem herbaty pachnącej malinami i latem...

Zaczęłam czytać "Traktat o łuskaniu fasoli" Myśliwskiego. Jego "Widnokrąg" zachwycał. Jedną i drugą opowieść trzeba czytać bez pośpiechu, smakować słowa, zanurzać się w przywoływane światy, magiczne nieco...
Archiwum
statystyka