RSS
wtorek, 22 lutego 2011
Drobiazgi...
Zima wróciła i świat znowu ubielony śniegiem, powietrze dotyka igiełkami mrozu. Ziemia twardnieje od wiatru. Lubię zimowe słońce, takie nieco pastelowe, lekko zamglone, flirtujące z jasnymi błękitami nieba. I czarne wachlarze gałęzi na tle tych barw lubię...

Dzień zaczęłam od kąpieli w mandarynkowym zapachu, wylegiwałam się w wannie i czytałam "Kapelusze doni Nicanory". Napisano o niej, że to znakomita powieść na lato. Wybornie czyta się ją także zimą, bo to pełna ciepła opowieść z zabawnym wątkiem miłosnym, nawiązująca w swej poetyce do realizmu magicznego, który bardzo lubię. Po czytelniczym seansie świat zapachniał kawą i kołysał się dźwiękami z piosenek Sade...

Kiedy jestem u brata, dobrze się czuję w skandynawskich pejzażach. Zachwycam się idyllą małych, drewnianych domków jak z bajki, spokojem, chłodną urodą morza i skał. Byliśmy na długim spacerze wzdłuż wybrzeża, miałam oczy pełne morza, wiatru i słońca. Ale najmilszy czas to był ten z bratankiem. Wróciłam z rozgrzanym sercem...

Ferie mijają. Zwolniłam, oddycham spokojem, celebruję wieczory, smakuję poranki, sprawiam sobie małe radości, jestem ze sobą miękko i serdecznie. A jutro przybędzie M.
wtorek, 15 lutego 2011
Słuchając czasu...
Słońce zalewa mroźnym światłem mój dom. Niebo jest pastelowo błękitne, na krańcach muśnięte ledwo widocznym fiołkowym fioletem. I zarys księżyca już widać, mały kawałek brakuje mu do kuli...

Na wczorajszym spacerze w ogrodzie dostrzegłam ślady wiosny. Zakwitły oczary, rannik zimowy żółtymi punkcikami pączuszków zdobi coraz zieleńszą trawę, puszyste kotki wierzbowe wystawiają się do słońca, a przebiśniegi dzwoneczkami bieli konkurują ze śnieżycami. Ptasie głosy jakieś radośniejsze, z odrobiną wiosennej finezji...

Na kuchennym parapecie ładnie żółcą się żonkile. Energetyzują i nastrajają pozytywnie do tego, co w powietrzu. Bo choć słonecznie, to zimno, mróz skuł ziemię. Wiatr wreszcie się uspokoił, bo targał nocami myśli, nie pozwalając spać...

Filiżanka paruje herbatą. Znowu wróciłam do dziwnego, trudnego do zdefiniowania smaku herbaty czerwonej. Na nowo się przyzwyczajam. Teraz światło słoneczne nasącza się złotym pomarańczem, łagodzi kontury rzeczy, wygładza domową ciszę. Za chwilę będzie w pełni kolorystycznego przepychu...

Sama ze sobą jestem. M. przyjedzie dopiero w przyszłym tygodniu. Spotykamy się telefonicznie, mailowo, to trochę łagodzi tęsknotę i niedosyt obecności....

Przygotowuję się do wyjazdu do brata. Pakuję prezenty dla mojego bratanka, kupuję prasę dla bratowej, jakieś drobiazgi, słodycze. Trochę obawiam się podróży, "bujania" na promie, ale raduję się bardzo na spotkanie...

Wsłuchuję się w powolne mijanie czasu. Staram się codziennie spacerować, smakować powietrze, oczy cieszyć coraz wyraźniejszą zielenią. Ograniczam oglądanie telewizji. Czytam. "Orlando" Woolf składa się z misternie nakreślonych miniaturowych obrazków, nad którymi trzeba uważnie się pochylać, by nie zgubić słów...
niedziela, 13 lutego 2011
Drobiazgi...
W samotną niedzielę udaję, że jest sobota. Nie jest to łatwe, bo niedziela ma w sobie świąteczność i ona jest, nawet jeśli się ją ignoruje...

Zaokienne niebo jest dziś w przejrzystych odcieniach błękitu, pastelowych turkusów i fiołkowych różowości. Znowu świat srebrzy się mrozem, zieleń przysnęła, tylko wierzbowe kotki pięknie kosmate, jakby przymrozki miały za nic. Czarne gałęzie drzew śnią o złotym słońcu, o szepcie listków...

Zachwycona cudnymi koronkowymi obrusami i serwetami koleżanki, przypominam sobie szydełkowe dzierganie. W czasach kryzysu, kiedy w sklepach trudno było coś upolować, szydełkowałam i robiłam na drutach swetry, szale, kamizele, getry. Potem z lenistwa i wygody zostawiłam robótki ręczne.
Wczoraj ozdobiłam brzegi lnianej serwety prostą, słupkową koronką. Po wizycie u koleżanki oczyma wyobraźni widziałam zrobione przez siebie misterne wzory. Niestety, chyba poprzestanę na wyrabianiu koronek u brzegów serwet :))

Po artykule w WO o Teresie Tuszyńskiej zatęskniłam za obejrzeniem, kolejny raz, jednego z moich ulubionych filmów "Do widzenia, do jutra".

Popołudnie jest ciszą, smakuje czekoladą na gorąco i kokosowymi kulkami Raffaello. Jeśli chodzi o słodycze, nie mam silnej woli...

Od jutra zaczynam ferie. I będę ocalać noce, księżycami odmierzać bezczas, porankom wydłużać niespieszność, czytać, spacerować. I będzie M. I odwiedzę brata. I nadrobię tyle zaległości :)
środa, 09 lutego 2011
Niech wieje dobry wiatr...
Domowy czas wydłużam zapachem kawy, snującymi się dźwiękami, niespiesznością związaną z tym, że później zaczynam dziś lekcje...

Chcę wierzyć, że wiosna jest blisko. Wydaje mi się, że słyszę, jak trawa rośnie. Dostrzegam tuż przy ziemi drobnieńkie listki roślin, delikatne, ale już soczyście zielone. I powietrze jest jaśniejsze, więcej w nim światła, przejrzystości, inaczej dotyka. Wiatr ostatnio hałasował, siłował się ze światem, ale od wczoraj jego podmuchy lżejsze są, cieplejsze, z tą charakterystyczną wonią wilgotnej ziemi. Tylko patrzeć, a przestrzeń stanie się naręczem przebiśniegów, krokusów, zawilców i śnieżyc...

Dziś śniłam o drzewach zieleniejących poematem listków, o kwiatach barwnych i o sobie w sukni zwiewnej...

Zanurzam się w czytaniu. Popołudniami, wieczorami, nocą....

W blogu Remigiusza Grzeli powstaje "Kanon na nowy blog", w którym znane, bardziej lub mniej, osoby opowiadają o swoich pięciu najważniejszych książkach. Gdyby mnie zapytano, chyba nie umiałabym odpowiedzieć. Chyba trudno byłoby mi wskazać spośród wielu ważnych pięć najważniejszych. Ponadto zmieniały się te najważniejsze z ważnych, bo przecież i ja się zmieniałam. A Wam łatwo byłoby wymienić swoje najważniejsze książki? Czy będzie nietaktem, jeśli poproszę o zapisanie ich tytułów?

Dobrego dnia życzę i udaję się powolnym krokiem w stronę swej szkoły :)))
czwartek, 03 lutego 2011
Pokój pełen deszczu...
W prostokącie okna granat nieba i krople deszczu. Mrok rozwija swe aksamitne szale. Cekinami świateł złoci się powietrze. Dzień cichnie, usypia na parapecie srebrnym deszczowym szumem. Cienie drzew przebiegają ulicę w butach z wiatru...

Z zapachem deszczu kawałek wiosny przyniosłam dziś do domu. W sklepiku "mydło i powidło" pojawiły się prymulki, kupiłam więc jedną w swym ulubionym cytrynowym kolorze. Od patrzenia na płatki w słonecznym kolorze rosną skrzydła i ma się wrażenie, że wiosna już niedaleko. Nawet dzisiejsza mgła wydawała się być jak wiosenny świt. I może w biel dni wpisane są już płatki przebiśniegów, choć czas jeszcze taki chłodny?

Wczesny wieczór drepcze po pokoju. Wskazówki nieco inaczej odmierzają domowy czas. Pachną mandarynki i waniliowe płomyki świec. Dłonie ogrzewam kubkiem z herbatą o dziwnym, ale smakowitym aromacie wiśni i migdałów...

Słucham jazzu. Patrzę w okno na rozmazany deszczem pejzaż. Jak kot łasi się tęsknota...
wtorek, 01 lutego 2011
Drobiazgi...
Nie pisałam dość długo. Czas znowu oszalał. Dni opadają tak szybko, mało mnie w tych dniach ostatnio. W weekend świat zatrzymał się na chwil kilka obecnością M. Ale ten wspólny czas jak zwykle minął za szybko...

Zmęczona jestem. Czekam na ferie. Na uśpione zegary...

Zanurzam się w konstelacje wieczoru, w kawałki chwil bez definiowania czasu. Zapaliłam lampkę. W światło owijam słowa. W czarnych odmętach okna impresja złotych świateł ulicznych latarń. Szukam ciepła księżyca i spokoju gwiezdnych przestrzeni. Milczę ciszą swojego domu...

"Tatarak" A.Wajdy warto obejrzeć dla Iwaszkiewiczowskich fraz i dla Jandy...

Ostatnio mam wrażenie, że zgasły wszystkie słońca, że świat jest czarno-białą fotografią. I choć lubię takie zdjęcia, to to kontrastowe zestawienie kolorów, tak obecne teraz w pejzażu, męczy mnie bardzo. Szukam kolorów. Oczy cieszę zielenią świerków, zauważam o poranku ciche fioletowe smugi, nikłe różowości, półprzezroczysty błękit nieba...

Wieczornym oknom jakoś ładnie w waniliowej bieli rozkwitłych niedawno storczyków. Spokój smakuje herbatą z aromatem wiśni i migdałów, między rzęsami błąka się tęsknota...

I mała rocznica dziś...dwa lata zapisuje się "Prywatna historia"...
Archiwum
statystyka