RSS
środa, 29 lutego 2012
W tym samym miejscu...
Dziś świat w wełnianym swetrze szarości. Za oknem chmurne niebo bez wyrazu, w ten bury krajobraz wrysowuje się łagodność drzew, ptasie skrzydła spętane tęsknotą za wiosną. W powietrzu jakaś chropowatość. Drobnymi kuleczkami deszcz ułożył się równo na szybach. Uliczki skulone jakby w półśnie, srebrnoszare drobiny chłodu i ten dziwny zapach wilgotnej ziemi...

Świat się trochę zmienił. Wypiękniał o milimetrowe łodyżki krokusów, o nieśmiałą zieleń trawy, o delikatne płatki przebiśniegów. Wiosna się skrada...

Lubię popołudnia. To dzisiejsze przybiera pastelowe odcienie nicnierobienia. Lubię zatrzymywać czas literkami tu zapisywanymi. Chwila po chwili mijam. Zwyczajnie, w codziennym misterium drobiazgów...

Nad kolorową filiżanką aromat herbaty głosi swoje przesłanie i kołyszą się radiowe nuty przyjemnie. Czas zwija się w kłębek spokoju. Mam w wazonie tulipany w koralowym odcieniu. Rozświetlają dom i cieszą oczy...

Od kilku chwil śpiewam z radiem :)

Zapaliłam lampkę na biurku. Kolory nasączają się światłem złotym. Chłonę ich miękkość. Serce gdzieś mi ucieka...
sobota, 25 lutego 2012
Drobiazgi...
Tak szybko opadały dni, w jakimś zagonieniu byłam...

Jakże przyjemnie jest obudzić się później, nie myśleć o zegarze, snuć się po domu z resztkami snu na policzkach. W sobotnie przedpołudnie stroję się w korale chwil: śniadanie bez pośpiechu, włączona "Trójka", telefoniczna rozmowa z Kumą, spokój drobiazgów, małe rytuały, marcepanowe czekoladki, literki WO, w zielonej, wysmukłej butelce słoneczna żółć jednego tulipana...

Za oknem dziś wieje. W monotonny szum komputera wplątują się nuty wiatrowego szaleństwa. Lubię słuchać wiatru, kiedy jestem w ciepło domu zanurzona. I znowu deszcz. Deszczowe sygnaturki dźwięczą kroplami srebrnymi, powietrze pachnie wilgocią. Świat taki pomiędzy wiosną a jesienią. Niebo przekreślone granatowym smutkiem. I drzewa jakieś zniechęcone, przyciężkie od wilgoci. Bezsłonecznie. Sennie...

Ta senność się panoszy, dlatego teraz pachnie u mnie drugą kawą. Światła i słońca potrzeba i na niebie, i w duszy...

Ostatnio nie słucham wiadomości, jakby mnie ten świat nie dotyczył. Za to piękny film widziałam: "Wino truskawkowe". Niby realna opowieść o życiu toczącym się niespiesznie gdzieś na styku kultur, na granicy światów, na prowincji, w popegeerowskiej wsi. Niby zwyczajna rzeczywistość, a jednak z klimatem magii, nostalgii, poezji, jakiegoś natchnienia. Cudnie się oglądało. Bo i jeszcze pięknie sfilmowany pejzaż beskidzki w różnych porach roku, a każda zachwyca i wydaje się być piękniejsza od poprzedniej. No i muzyka uwodzi także. Teraz muszę koniecznie przeczytać "Opowieści galicyjskie" Stasiuka, bo film na podstawie tychże powstał...
poniedziałek, 20 lutego 2012
A herbata ma kolor jesieni...
Od rana powietrze było w jasnych błękitach, słońce wyznaczało rytm i chciało mi się wstać, iść do pracy, uśmiechać się. Łatwo było dziś wierzyć, że zimowy marazm z zimowymi klimatami w dal odejdzie nieznaną, że niedługo zakwitną forsycje, że przebiśniegi ulepszą świat, że tęcza krokusów sprawi, że będzie się chciało chcieć...

A weekend to był taki zielony czas. Czas z M.

Za oknem transparentna czerń. W milczących cieniach drzew mrok przyobleka się w srebrzyste światło księżyca. W szybach pomarańczowe światło latarń migoce. W domu ciepło. Pokój wypełnia się szeptami radiowych piosenek, snuje się cynamonowy zapach świec. Zapaliłam lampkę na biurku, w bursztynowe światło owijam słowa. Czas jakby nieobecny, chwile bez definiowania czasu...

Sączę powoli kolor herbaty. Wiśniowe czekoladki dotykają małą cząstką nieba :) Milczę pojedynczością swojego domu. Znowu przyoblekam się w sukienkę codziennej tęsknoty i oczekiwania... 
poniedziałek, 13 lutego 2012
Drobiazgi...
Morelowe niebo za oknem i kilka smug lawendowego światła. Dzień dziś cieplejszy był, a o poranku między gałązkami drzew i krzewów mgła zatrzymała się marcepanową szadzią...

W Dużym Mieście, w czasach mojego studiowania, nieopodal mojej uczelni istniała Księgarnia Literacka. Dziś już nie istnieje niestety. Uwielbiałam tam zachodzić, nawet w przerwach między zajęciami, bo to niezwykłe miejsce było, z "duszą". Pracowała w tej księgarni pani, niewiele starsza ode mnie, pasjonatka książek, wielbicielka poezji, znawczyni literatury, gawędziarka wspaniała. Uwielbiałam rozmowy z nią, uwielbiałam jej monologi... 

Skąd to wspomnienie? W Miasteczku otwarto nową księgarnię, księgarenkę właściwie. Pracuje w niej młode dziewczę. Na ulotce reklamującej tę nową księgarnię napisano: Literacki Zakątek. Poszłam tam dzisiaj. Zapytałam: Czy jest nowa Nurowska? W odpowiedzi usłyszałam: A kto to napisał? Sprawdzę w komputerze czy mamy. Niewłaściwie zadałam pytanie?

Popołudniową porą dom pachnie kawą. Delektuję się migdałami w karmelu i płytą "Cafe Sułtan" G.Turnaua. Powietrze lirycznieje słowami i wiośnianą żółcią tulipanów dziś zakupionych...

Jutro ostatni dzień moich zabiegów i ostatni dzień zwolnienia. Zupełnie nie chce mi się wracać do pracy. Przez te dni czułam się jak na emeryturze niemalże :))
środa, 08 lutego 2012
A tymczasem...
Przed chwilą woalki nieba za oknem miały liliowo-szafirowy odcień. Teraz ciemnieje powietrze. Kobaltowym mrokiem nasączone zaokienne przestrzenie pulsują złoto-pomarańczowymi cekinami ulicznych lamp...

Dziś świat był w potoku światła cały. Wracałam do domu otulona słońcem jak szalem. I niebo było dziś tak blisko, rozpromienione błękitami, w cytrynowych smugach słonecznych promieni...

Dzień opada. Snułam się między kuchnią, pokojem, przytulnością zielonego fotela, komputerem, wersami w książce o Broniewskim, sprawdzanymi pracami moich uczniów. Szeptami filiżanek naznaczałam chwile. Cieszyłam oczy żółtymi płatkami pantofelnika, który tak uwodził mnie wiosną, że musiałam go kupić :)

Malutkie świeczuszki rozsnuwają waniliową przyjemność. Smutek jazzowych ballad Norah Jones przysiada lekko na ramieniu mym...

A wieczorami przychodzi tęsknota za M. i panoszy się, kołysze w takt dźwięków. Pozwalam jej na to, bo opowiada dobre obrazy...
wtorek, 07 lutego 2012
Słowa stygną w powietrzu...
Zima nie odpuszcza. Wczoraj termometry wskazywały minus dwadzieścia osiem stopni, dziś minus osiemnaście. Powietrze ostre jak lancet. Mleczna biel chłodna i ascetyczna. Kiedy rano, marznąc, czekam na autobus, współczuję wszystkim dojeżdżającym do pracy i doceniam to, że nie muszę dojeżdżać, że mam blisko, że nie muszę się martwić ślizgawicą, spóźniającym się autobusem i tym, czy w ogóle przyjedzie, bo może zamarzł...

Po zabiegach mój kręgosłup czuje się lepiej, ale "pocieszono" mnie, że to tylko poprawa doraźna...

Rozgrzewam się herbatami o różnych smakach. Ulepszam je krążkiem cytryny złotym jak słońce, łyżką miodu albo malinowym sokiem. Popołudniami zapalam barwne i zapachowe świece, ocieplam nimi ten zimowy czas. A potem okrągły księżyc ożywia swym blaskiem granat nieba...

Z poczucia, że przesypiam życie, bo zbyt szybko kładę się spać, obejrzałam wczoraj późnym wieczorem "O północy w Paryżu" To lekki, przyjemny film z piękną muzyką i pięknymi zdjęciami, a jednak nie zagrał mi w duszy...

I wszystkie te dni to tęsknota za słońcem, za oddychaniem wonią wiosny...
sobota, 04 lutego 2012
Drobiazgi...
Powietrze smakuje siarczystym mrozem. Od wczoraj świat jest otulony śnieżnym puchem i tak głęboko oddycha bielą i jasnością. Takie radosne to rozsłonecznienie. Światło rozprasza się na krawędziach dachów w śnieżnych czapach, migoce między koronkowymi gałęziami drzew i krzewów. Malarski, urodziwy pejzaż...

Upajająca niespieszność soboty. Spokój paruje mi z kubka z herbatą. Zapach mandarynek, Kate Bush w głośnikach, czekolada z orzechami...

Na poręczy balkonu przysiadają sikorki w żółtych fraczkach. Z wielkim apetytem dziobią słoninkę, puszą piórka, kołyszą się finezyjnie na wiszących kawałkach słoniny. Do ptasiej stołówki nie zaglądają wróble, choć wysypałam im ziarna słonecznika...

Kupiłam dziś w kiosku "Zatokę śpiewających traw" S. Fleszarowej-Muskat. Kiedyś, w licealnych czasach, zaczytywałam się w jej książkach. Z sentymentu przypomnę sobie tę opowieść...

Chciałabym bardzo obejrzeć "Różę". Tyle że za zimno teraz na wyprawę do Dużego Miasta...

Dobrej soboty Wam życzę. Trzymajcie się ciepło!
czwartek, 02 lutego 2012
Pod powiekami...
Dom zalany słońcem. Światło srebrzyście układa się na słojach podłogi, pląsa plamami na ścianach. Lutowe słońce świeci, ale nie grzeje. Brakuje mi ciepła, ale chwytam to światło, bo świat skuty lodem, mroźny, zimny i nieprzyjazny taki...

Jestem na zwolnieniu lekarskim, codziennie jeżdżę na zabiegi rehabilitacyjne. Czekałam na nie od listopada. Kiedy po siódmej wychodzę z domu na autobus, Jutrzenka złoci świat lekkimi różowościami i finezją lawendowego fioletu. Jakże piękne to tło dla czarnych wachlarzy drzew i wysmukłej wieży kościelnej...

W ciepłym domu łatwiej przeżywać mroźną zimę. Teraz Trójka mi szemrze, chwila smakuje herbatą z krążkiem cytryny i miodem. Mam zimne stopy, chociaż odziane w ciepłe skarpety...

I podoba mi się ten domowy czas. Upajam się wolnością, swoją pojedynczością. Czytam. Nasiąkam muzyką. Zaparzam herbaty w swoich ulubionych filiżankach. Dziś wypróbuję nowy smak zielonej herbaty z limonką. Uciekam złym myślom, które mnie dopadają raz na jakiś czas... 

Od wczoraj wiersz "Kot w pustym mieszkaniu" jest o jeszcze większej pustce i bardziej gorzko smakuje...
Archiwum
statystyka