RSS
wtorek, 30 listopada 2010
Drobiazgi...
Mroźne, kryształowe powietrze, niebo zakwitające błękitem, jasność, srebrzące się drobiny śniegu na trawie i dachach, wciąż przewaga szarości w pejzażu. U mnie jeszcze nie ma zimy, choć w różnych zakątkach Polski opady śniegu paraliżują codzienność. Widziane w telewizji obrazki nie mają nic z bajkowej aury...

Jestem w domu, na zwolnieniu lekarskim. Mam zapchany katarem nos, zmieniony głos i przeraźliwy kaszel. Niestety muszę brać antybiotyk. Nie lubię. Zwykle, kiedy lekarz przepisuje, bardzo się wzbraniam Jednak domowe sposoby nie pomogły. Podobnie jak noszenie w ostatnich dniach beretu. Zatoki i tak się odezwały :)

Trochę mnie męczy ta bezczynność. Niby leżę. Czytam. Odbieram troskliwe telefony od M. i od przyjaciół i znajomych, którzy gotowi są zrobić zakupy, podrzucić zupę. To cieszy. To jest jak kawałki słońca, które rozświetlają ten czas chorowania...

Za chwilę grudzień, dni zaczną smakować Oczekiwaniem. Lubię to oczekiwanie na najpiękniejsze z dni. A w nich spotkania, magia tradycji, powroty do dzieciństwa przywołane wspomnieniami, zapachami, smakami. I tak się cieszę, że będzie brat ze swoimi...

Wracam w ciepło kołdry i do "felków" Kalicińskiej...
piątek, 26 listopada 2010
Jednym szeptem...
Pierwszy śnieg pada. Drobne gwiazdeczki wirują w powietrzu lekko i finezyjnie. Świat w koronkach przymrozku, w delikatnej marcepanowej bieli, dachy i pola przykryte puchem. Jasno, świeżo, migotliwie. Kiedy o poranku odsłoniłam rolety, świt różowiał i wydawało się, że czerń drzew jaśnieje welonem światła spowita...

Dziś bardzo przykra wizyta taty u mnie w pracy. Takie jego zachowania niszczą mój spokój. Sprawiają, że mam ochotę nakrzyczeć na niego, choć wiem, że to i tak niczego nie zmieni, jego nie zmieni. Od tak dawna nasza więź jest równocześnie pozytywna i negatywna. Męczy. Boli...

Jestem już w domu. Jeszcze w ciszy. Potem posłucham Stańki. Od kilku dni słucham i wciąż nie mam dość. "Dark Eyes". Pięknie wycisza, czaruje dźwiękami trąbki, idealna na uspokojenie myśli, na chwile oczekiwania...

Bo ja oczekiwaniem dziś jestem, radością i niecierpliwością. Dopiero wieczorem powitamy się na peronie z M. Odliczam godziny i nie pozwolę sobie zepsuć tej radości...

środa, 24 listopada 2010
Snując się...
Poranek z wirującymi płatkami śniegu, które topnieją szybko, a świat jest wciąż szary. Niebu potrzeba światła, kilku nut wyrazistego błękitu i łagodności w krajobrazie...

Lubię środowe poranki, snucie się po domu w koszuli nocnej i nastrajanie się do bycia. Włączam radio, by turlały się dźwięki, by ubarwiły zaokienną bezbarwność. Tańczę przez chwil kilka. Parzę kawę i porannie rozmawiam przez telefon z M. Bez tych pogaduszek dzień byłby niepełny...

Z sentymentu zamawiam płytę "Bajki Brzechwy" na prezent mojemu bratankowi. To płyta mojego dzieciństwa. Odsłuchiwana aż do zdarcia. Pamiętam jej magiczny klimat, piosenki i wspaniałe głosy: Kwiatkowska, Hańcza, Krafftówna, Rysiówna i Michnikowski. Z radością posłucham z synkiem mojego brata...

Frank Sinatra swoim głosem ulepsza chwile :)

Dobrego dnia życzę Wszystkim tu zaglądającym...
poniedziałek, 22 listopada 2010
W szarych oczach popołudnia...
Dzień w muzyce z deszczu. Kapie, plumka, szemrze, szeleści. Płyną ulice, w źródłach kałuż przegląda się niebo poszarzałe tysiącem drobnych zmarszczek. Powietrze przesycone zapachem wilgoci, wiatr wędruje obłokami, nagie drzewa w alei atramentową czernią patetycznie znaczą krajobraz. Szarówka za oknem...

"I dni tak lekko biegną nie wiadomo dokąd"...

Po pracy wymykam się czasowi. Podkreślam jego abstrakcyjność ignorowaniem zegara. Moje popołudnie złoci się płomykami świec, migoce wiązkami światła, fosforyzuje metafizycznie waniliowym aromatem...

Odsłuchuję raz po raz Adagio in G Minor Albinoniego. Jest w tym utworze jakiś smutek pasujący do listopada i do zaokiennego pejzażu...

Chwila smakuje czekoladą na gorąco, po to, by nie ulec chandrze...
sobota, 20 listopada 2010
Sobotnio...
W sobocie lubię domowość, niespieszność i swoje cotygodniowe rytuały. Sobota to poranek bez budzika, późniejsze wstawanie, zwolnienie ze wszystkich powinnam i muszę. Lubię sobotnie, poranne wyjście po sprawunki, rozmowę z panią z kiosku, zakupy w małych sklepikach. Potem wracam powoli do domu i afirmuję kolory nieba, wysmukłą czerń drzew, strzelistość wieży kościelnej, fioletową czerń gawronów, kołujących nad moim blokiem. Lubię sobotnie, celebrowane śniadanie i aromat kawy między literkami WO...

Chwila jest teraz czerwoną herbatą w kubku, głosem Urszuli Dudziak, amarantowym fiołkiem, który zakwitł jakby na jakieś święto, jest przerwą w ładzeniu domu...

Wczoraj skusiłam się na zakup czarnej sukienki z dużym golfem i szarych rajstop w warkocze. Pewna mała dziewczynka zwykła mawiać o sobie w chwili przymierzania jakieś ciuszka, że wygląda zabójczo. Widząc siebie wczoraj w lustrze przypomniałam sobie te słowa i postanowiłam, że i ja tak wyglądam :)

Teraz Anna Maria Jopek i Michał Żebrowski sprawili, że chwila zliryczniała...

W zaokiennym pejzażu jakiś bezruch, szarość powietrza gęstnieje szarością dymów z kominów. I bezbarwnie jest, tylko trawa zieleni się wiecznością... 
środa, 17 listopada 2010
Taki to miękki czas...
Dziś świat w szarym płaszczu z deszczu. Brak słońca i brak światła. Bezlistne drzewa. Popielate żagle chmur podszyte melancholią. Za oknem już ciemno i wiatr gwiżdże. Tak ładnie wyglądają widziane z okna, rozedrgane punkciki pomarańczowego światła ulicznych lamp. Sprawiają, że niebo nabiera grafitowych znaczeń...

Po powrocie z pracy potrzebowałam zdrzemnąć się piętnaście minut. Tyle potrzebuję, by nabrać sił na dalsze bycie...

Domowe popołudnie. Miękki czas. Smak czekolady z filiżanki w anioły. Dla ogrzania oczu blask świec pachnących cynamonem, dla ogrzania serca piosenki z jazzowego radia...

Od wczoraj moja dusza rudzielca cieszy się odświeżonym kolorem włosów...

"Opowieści chłodnego morza" P.Huellego to książka bardziej do odczuwania niż do czytania. Opowiada o przemijającym świecie, o poczuciu utraty, o poszukiwaniu prawdy. A w tle chłodne, szumiące morze i samotność bohaterów...

Za oknem leje jak z cebra. A ja mam czas na chwile bez planów :))
poniedziałek, 15 listopada 2010
Drobiazgi...
W makatce nieba nitki błękitu, szarości, pastelowego fioletu i złotego różu. Ciepło. Bezwietrznie. Świetliście. Dziś wracałam z pracy w rozpiętym płaszczu, a chusta zamotana niedbale była tylko ku ozdobie. Dzisiejszy dzień ma w sobie coś z przedwiośnia i budzenia się przyrody...

Czas domu i ciszy. Po pracy potrzebuję pobyć w ciszy. A przecież jeszcze nie tak dawno kiedy wracałam do domu, natychmiast włączałam radio albo jakąś zostawioną w odtwarzaczu płytę. Teraz muzyka męczyłaby mnie, zbyt wiele godzin spędziłam w hałasie...

Weekend minął w atmosferze święta. W związkach na odległość każde spotkanie jest świąteczne. Wyczekane, wytęsknione, radosne i szczęśliwe. Pielęgnowaliśmy więc z M. wspólne chwile. Byliśmy dla siebie i ze sobą. Blisko, czule, uważnie. Lubię, kiedy robimy coś razem w kuchni. Lubię wspólne celebrowanie herbat. Lubię wieczory przy winie. Lubię nasz wspólny kawałek życia. Lubię nas...

Chwila ma smak gorącej czekolady. Uzależniam się od tego smaku...

Słońce zaczyna zachodzić, niebo rumieni się, światło matowieje. Na popołudnie mam nowy TS. Numer już grudniowy, a przecież dopiero połowa listopada. Wszystko jakoś tak za szybko się dzieje. Telewizja karmi reklamami świątecznymi. Z tego wszystkiego i ja zamówiłam już w księgarni internetowej prezenty pod choinkę...
poniedziałek, 08 listopada 2010
Wydłużając wieczorowi rzęsy :)
Czy listopad może być ładny? Taki malowany szarą kredką, bezsłoneczny, bez światła, bez kolorów. W płótnie mgieł, z drzewami kreślonymi hebanową czernią, z popielatym tweedem nieba, ze smutkiem w powietrzu...

Teraz za oknem wielki wiatr i rytmiczne stukanie deszczu. Na szybach zatrzymują się krople do łez podobne. Migocą pomarańczowe, rozmazane światła ulicznych latarń. Ciepłem wibrują kaloryfery...

Gorzka jest historia życia Wiery Gran. Czytam książkę Tuszyńskiej...

Z głośnika sączy się jazz. Koi, kołysze, rozmarza. Mantruję myślami o M. Wieczór w jesiennym skupieniu nad herbatą Earl Grey. Smakowita kandyzowana żurawina. Cynamonowe świece pachną tylko dla mnie. Zachwyt muzyką. Billie Holiday śpiewa jak anioł...

Zupełnie przypadkiem odkrywam, że ktoś fragmentami moich notek podpisuje zdjęcia. Zdjęcia samochodów. To nawet zabawne...
 
1 , 2
Archiwum
statystyka