RSS
wtorek, 26 listopada 2013
Malując wieczór...

Obudziłam się wcześnie rano i nie mogłam już zasnąć. Odsłoniłam rolety, przymrozek srebrzył dachy domów, lśniły kryształem kałuże. Zaparzyłam w kubku zieloną herbatę z dodatkiem pieprzu czerwonego i delektowałam się cichym porankiem. Takie poranki są jak błogosławieństwo na cały dzień...

Mam nauczanie indywidualne z chłopcem, który zawęził sobie świat do domu. Nie wychodzi, nie kontaktuje się z rówieśnikami, jest uzależniony od Internetu. Wczoraj pierwszy raz nawiązał ze mną kontakt wzrokowy. I mniej milczał, i rzadziej przygryzał wargi, i rzadziej udawał, że nie słyszy. Może to światełko w tunelu? Nikłe, ale jednak światełko...

Wieczorny spacer z koleżanką to czas pogaduszek o wszystkim i o niczym. Dobry czas...

A teraz otulam się muzyką "Siesty 5". Błogie kocie rytmy, łagodne, ciepłe i czułe. Za oknem złote lampki gwiazd w ciemnościach, a ja rozmnażam światło domu płomykami świec...

Spokój i smak gorącej czekolady. Chwila rozmowy z M. Ciepło pledu w śliwkowym kolorze...

sobota, 23 listopada 2013
Drobiazgi...

Listopad dzieje się tak trochę szeptem. Drzewa nagle straciły kolor. Litania szarości wokół. Ciężkie i wilgotne powietrze. Chmury stęsknione za błękitem. Spirale butwiejących liści. Bezbarwność jak niedbała fastryga oplata świat...

Nasiąkałam deszczem podczas dzisiejszego spaceru. Z łąk podnosiła się szarość, a pejzaż chwilami się rozmywał, rozpadał i znów się scalał.

Lubię, kiedy niebo ciemnieje. Wieczorne niebo, nasycone granatem, wydaje się być połączeniem czegoś dokonanego z wiecznym. Półmrok sprawia, że przestrzeń mięknie. Zapalam świece, by barwiły blaskiem, uwodziły cynamonowym aromatem...

Wieczór rozgrzewam herbatą z konfiturą malinową, smażę racuchy z jabłkami, tańczę przy patelni do dźwięków "Siesty 8". Wysmakowane, cudowne brzmienia, szczególnie te z płyty "Stare radio". I mam nowe "Zwierciadło" i "Córki gór"...

Na trochę zatrzymam czas :)

poniedziałek, 18 listopada 2013
Listopada oswajanie...

Listopadowa nagość drzew. Niebo ma ten trudny do nazwania odcień ni to szarości, ni to burości. Kilka czarnych smug zaczyna blednąć, ale słońce jest gdzieś daleko...

Mam na później do pracy. Układam spokojnie poranne minuty. Teraz pachnie mi kawa, jesienny ma aromat śliwki i cynamonu. Jest pyszna. I szemrze mi ciepło muzyka z płyty "Siesta 6". Idealna na chłodny późnojesienny poranek. Przypomina lata czas i słońce...

Przedobre dni z M. Uśmiechnięte oczy, czułe ręce, radość z bycia...

Zakup nowego regału wymusił porządki wśród książek. Ileż z nich czeka na przeczytanie, a kolejne zamówione. Ostatnio za szybko mijam...

Dziś będę w Miasteczku u taty. Zajrzę do kwiaciarni i kupię bukiet żółtych tulipanów. Będą zamiast słońca.

Miejmy dobry poniedziałek :)

czwartek, 07 listopada 2013
Drobiazgi...

Mniej lekcji dziś miałam, urządziłam gospodarczy dzień, bo ostatnio na wszystko brakuje mi czasu. Między pracą, wizytami w szpitalu jakoś tak za mało mam chwil dla siebie, dla domu. Są dni, kiedy czuję się tym wszystkim bardzo zmęczona, a ostatnio tato jakoś tak nasze spotkania utrudnia obrażaniem się, kaprysami, niezadowoleniem, szantażem...

Smutne miejsce ten oddział. Musi pomieścić tyle samotności. Na sali z tatą leży mężczyzna po wypadku, ponad rok leży: "Wie pani, też mam córkę, ale tu u mnie jeszcze nie była"...

Listopadowy świat. Porankami delikatne mgły wełnią się szarością. Przepadły kolory, na gałęziach resztki liści, drzewa we wdowiej czerni. A u mnie na parapecie, jakby na przekór aurze smętnej, grudniaczek zakwitł amarantowo i fiołki w kwiatach jak na wiosnę...

Zapach kawy i smak gorzkiej czekolady ze skórką pomarańczy. Krople deszczu na szybach. A w deszczu tyle melancholii...

Archiwum
statystyka