RSS
środa, 25 listopada 2015
W dźwiękach błogich będąc...

Za oknem pierwszy śnieg pada. Świat wygląda uroczyście, puszyście i miękko. Pada i nie topnieje, bo termometr wskazuje minusową temperaturę. Zima się zapowiada...

Ostatnie dni wydłużone o pisanie kartek z ocenami (przedwczoraj), radę i zebranie rodziców (wczoraj), dyskotekę andrzejkową (dzisiaj). A jeszcze muszę przygotować się do weekendowego zjazdu...

Prowadzę pierwsze zajęcia rewalidacyjne i na koniec słyszę od chłopca, z którym je mam, że tak szybko minął mu czas i że się nie nudził. Kolejne również mijają nam "fajnie". Na korytarzu, kiedy dyżuruję, podchodzi i zadaje pytania. Uśmiecha się, kiedy gdzieś się widzimy. Uśmiecham się i ja...

Poranek przed pracą pachnie mi kawą. I wreszcie mam czas, żeby przesłuchać "Siestę 11". Pozwalam zaczarowywać się dźwiękami, a najbardziej chyba tym z piosenki "Me jedyne niebo" z repertuaru AMJ, tym razem w wykonaniu Kurta Ellinga. Zanurzam się w muzykę, nastrajam na trudny dzień, wszak przez wiele godzin moje uszy będą musiały znosić dyskotekowe rytmy i hałas :)

A wtedy nie byłam w kinie. Dopadł mnie jakiś wirus i musiałam zwolnić się nawet z 2 ostatnich lekcji...

Podoba mi się ta biel w pejzażu. Tak ładnie pojaśniał świat...

środa, 18 listopada 2015
Szare drobiazgi...

Lubię poranki, ten moment kiedy zaczyna się dzień, drobne przyjemności: owsianka na śniadanie, kilka nut radiowego grania, smak kawy, tuszowanie rzęs, zapach perfum, poranna rozmowa z M.

Listopad jest odą do szarości. Szare są zaspane poranki, w kryzach mgieł, naszyjnikach mżawek, z tęsknotą za słoneczną poświatą. Szare jest niebo i deszcze, które od kilku dni niemal bezustannie padają. Szare są wróble, drzewa, dymy nad kominami, parasole. I ja jestem szara, w swym popielatym paltociku wrysowuję się w ten szary pejzaż, który zmienia się, gdy przychodzi zmrok i okna stają się granatowe...

Listopadowe wieczory są jak kłębek wełny miękkie i ciepłe. Pachną cynamonową świecą, smakują herbatą z konfiturą malinową, układają się w strony czytanej książki Evansa "W pętli", niestety przynoszą przeraźliwe wieści ze świata, a wtedy pieką źrenice...

Domowy poranek. Mam na później do pracy, więc nie muszę się dziś spieszyć. I takie niespieszne poranki lubię najbardziej...

Z potrzeby odmiany, z tęsknoty za słońcem i kolorami wybieram się dziś z koleżanką do kina na "Listy do M.2". I przycupniemy na chwilkę w jakieś uroczej kawiarence, pogadamy, pooddychamy innym niebem...

Dobrej środy :)

czwartek, 12 listopada 2015
Drobiazgi...

Niebo ożaglowane grafitowymi chmurami, z leciutką różowawą pozłotą na krańcach, w aureoli pomarańczowych świateł ulicznych lamp. Zmierzch lekko sfruwa, miękkim krokiem podchodzi pod okna. Czas zapalić świece, otulić pokój miodowymi refleksami domowych lamp...

Nie jestem zadowolona z wyników egzaminu próbnego. Zadania zamknięte wyszły jako tako, rozprawka położona. I nie dlatego, że jej nie napisali, napisali, tyle że niezgodnie z kluczem. W wielu pracach nie został przywołany ani jeden utwór literacki, a należało posłużyć się chociaż jednym. Ale jak, skoro się nie czyta?

Domowy czas. Smak herbaty "Gruszka z karmelem". A wcześniej była zupa z zielonej soczewicy, dosmaczona kostkami fety, ugotowana wg przepisu z jakiegoś czasopisma, zmodyfikowana nieco, bo tam był dodany jeszcze szpinak, a ja z niego zrezygnowałam. Nie dlatego, że nie lubię, ale wydał mi się zbędny :)

Dźwięki fado mi towarzyszą. Pasują do listopadowej jesieni, tej w brązach, burgundach, tej w odcieniu mokki i sepii, tej trochę już smutnej i zapłakanej. Dlatego też rozświetlam moją piękną, granatową sukienkę szalem w tonacji gołębiej szarości i brudnego różu...

Czytam. Dziś nowe "Zwierciadło" i wiersze Hillar. 

Dziś, robiąc sprawunki, zobaczyłam w miejscowych sklepikach typu "mydło i powidło" świąteczne dekoracje. I wcale, ale to wcale mnie nie ucieszyły, bo uważam, ze jeszcze nie czas na nie...

środa, 11 listopada 2015
Niebem szarość płynie...

Szary dzień. Wiatr bezlitośnie strąca liście z drzew, coraz ich mniej, coraz mniej złota w pejzażu. Za oknem wiązki dymów nad kominami, figlarne wróble, niewielki ruch. Na balkonie flaga łopoce...

Dobry poranek. Wylegiwanie się w łóżku z książką w dłoni. Potem spokojnie jedzone śniadanie, aromat kawy zmieszany z dźwiękami radiowego grania. I grudniaczek już zakwitł, i myślę, że za szybko, to taki bożonarodzeniowy kwiat...

Wczorajsze popołudnie spędziłam z Borejkami. Dobrze było znowu znaleźć się w ich świecie. Może trochę idealizowanym, ale dobrym, ciepłym, pełnym życzliwości i miłości. Lubię dowiadywać się, co u Borejków, lubię ich wartości, rozmowy, trochę idylliczne bycie. I jestem jeszcze w tych upalnych dniach, opisanych w książce, podziwiam księżyc, zachwycam się arkadyjskimi pejzażami i nawet smakuję arbuzowe lody, choć za arbuzem nie przepadam. I oczywiście zachwycam się językiem i stylem Musierowicz. A jutro zaniosę "Feblika" swoim uczennicom, mamy taki szkolny klub wielbicielek Jeżycjady i one już nie mogą się doczekać. Zanim książka pojawi się bibliotece, niech czytają moją...

Niestety czeka mnie dziś sprawdzanie próbnego egzaminu :(

Teraz jednak zamierzam jeszcze chwil kilka cieszyć się wolnością. Podszykuję obiad, przejrzę nową Urodę Życia, dostaną od koleżanki, zaparzę herbatę i posłucham patriotycznych pieśni, a może i zaśpiewam :)

Dobrego dnia i sympatycznego świętowania...

niedziela, 08 listopada 2015
Drobiazgi niedzielne...

Obudził mnie wiatr, huczał za oknem i słychać go było w kominie. Nie mogłam już zasnąć, więc dzień zaczął się dla mnie przed siódmą, jak w zwykły dzień. I nadal wieje, i lecą z drzew liście. Wyglądają jak złote konfetti w noc sylwestrową...

Ładne niebo za oknem. W ostatnich dniach szarość płynęła obłokami, mgły się snuły perłowe. A dziś błękit wyrazisty, słoneczny blask i jasność...

M. ma zajęcia ze studentami, więc dzwoni z przerw. Mnie czas mija domowo i raduję się, że nie muszę wychodzić w tę wietrzność...

Po południu odwiedzi mnie koleżanka, dokończymy naszą prezentację na zajęcia za tydzień...

Czekam na przesyłkę z internetowej księgarni, a w niej, oprócz innych książek, będzie także "Feblik"- najnowsza powieść Musierowicz...

Esperanza Spalding mi śpiewa, w aromat kawy opadają z polotem dźwięki tak pasujące do niedzieli...

Z potrzeby zanurzenia się w coś lekkiego czytam "Niskie drzewa" E. Cielesz i dość dobrze mi się czyta...

Niedzieli spokojnej życzę :)

wtorek, 03 listopada 2015
Drobiazgi...

Chorał mgieł. Kociookie światła ulicznych lamp. Rudozłoty migot liści i smyczki jesiennych traw. Nieruchome drzewa. Zmierzchu cienie się kładą. A jeszcze kilka chwil temu niebo było ubarwione morelową poświatą zachodzącego słońca...

Dom. Domowe ciepło i cichość wreszcie. Fachowcy od dachu skończyli na dziś stukanie, wiercenie i pokrzykiwanie. Billie Holiday mi śpiewa. Czas smakuje malinową herbatą z dodatkiem pigwy...

Tylko jedna osoba z dwudziestu sześciu w klasie przeczytała lekturę...

Dziś jesień jest jak tęsknota za nieobecnymi bliskimi. Może z powodu zamglonego pejzażu? 

Listopad wciąż w łunach barw, szeleszczący, ciepły, cierpko pachnący dymami nisko rozpiętymi nad ziemią...

Do rzeczy niezbędnych na tę jesień zaliczam czarną, dzianinową kamizelę z frędzlami, szary beret, gołębioszare rajstopy, ponczo w kratę w odcieniach granatu i butelkowej zieleni...

A wieczorem ugotuję sobie kakao :)

poniedziałek, 02 listopada 2015
Listopada złocistość...

Złocisty poranek. Widziane z okien kopuły drzew rozsłonecznione złocistym blaskiem, mozaika barw, przejrzyste niebo. Domowy poranek smakujący kawą i szarlotką...

Wczorajszy dzień pachniał nostalgią. Byliśmy z M. na cmentarzu w mojej rodzinnej miejscowości. To mały cmentarz, wciąż, jakoś tak szybko ostatnio, przybywa grobów. W mogiłach bliscy, znajomi, sąsiedzi. Zapalałam światła, przywoływałam wspomnienia, szeptałam modlitwy. A dzień był piękny: słoneczny, ciepły, z wirującymi, opadającymi z drzew liśćmi, cichy i uroczysty...

Po południu, kiedy M. był już w drodze do siebie, wybrałam się na cmentarz tu w P. Słońce zachodziło, barwiło niebo płomiennymi czerwieniami, fuksją i złotym pomarańczem. Drzewa w szpalerze pokory, zamyśleni nad grobami ludzie, migocące płomyki, barwne chryzantemy, młode mamy tłumaczące pociechom istotę tego święta...

A dziś mam wolne, stąd domowy poranek i wczesny wpis. Wybieram się znowu do Soplicowa mojego, bo dziś w małym kościółku msza za moich dziadków, rodziców taty. Dziadka nie znałam, bo umarł, kiedy tata był mały, ale babcia...babcia Franciszka to ktoś arcyważny w moim życiu. Był i jest...

Archiwum
statystyka