RSS
sobota, 31 grudnia 2011
W ostatni dzień roku...
Ostatni dzień roku...
Domowo mija czas.
Życzę Wam, by każdy dzień nowego roku miał smak wina, za każdym razem innego :), by czas zwolnił, by zdrowie było i wszystko to, co szczęściem jest...
środa, 28 grudnia 2011
Drobiazgi...
Świat spowity w szarość, w woalce mżawki, w kokonie mgły. Nad dachami domów siwe dymy się snują. Jedyne barwy w krajobrazie to elewacje domów i dachy z czerwonej dachówki...

Święta minęły spokojnie, za spokojnie. Nie były z tych wymarzonych...

Poranek pachnie kawą i smakuje sernikiem z brzoskwiniami. Unikam lustra i wagi, i niestety objadam się. M. poszedł pobiegać, a ja ze sportów lubię najbardziej leżenie na kanapie :))

Ostatnie dni roku. Sama nie wiem, jaki był ten rok. Minął bardzo szybko i chyba więcej było w nim dobrego. Nie mam postanowień na nowy rok, zwykle i tak nie udaje mi się ich zrealizować :)

Choinka wciąż pachnie lasem. Cieszę się jej blaskiem, pozwalam się snuć muzyce z radia i zauważam powracającą magię :)
piątek, 23 grudnia 2011
"Życzeń i pragnień jak w kolędzie..."
"Powietrze aniołów pełne
a ich przejrzysty trzepot
jest jak natchnione ciepło
nad ognia złotą wełną"
             /K.K.Baczyński, "Promienie"/

        
         Wszystkim moim Czytelnikom życzę, by podczas tych niezwykłych dni był blisko Anioł Radości, Anioł Dzieciństwa, Anioł Przyjemności, Anioł Spokoju i Anioł Miłości...i jeszcze Anioł Pozytywnej Melancholii. Pięknych Świąt Bożego Narodzenia Wam życzę...
czwartek, 22 grudnia 2011
A magii brak...
Pierwszy dzień zimy. Wczoraj spadł pierwszy śnieg, rozjaśnił świat, ubielił świeżością, iskrzył w słońcu. Dziś drzewa ustrojone we frywolitki szadzi, zamglony pejzaż i wciąż piękna biel...

Poranne minuty mijają w zapachu kawy. Lasem pachnie choinka, już oprawiona, ale jeszcze nieubrana. Radio mi gra. Obudziłam się z bólem głowy, z dziwnym strachem pod naskórkiem, z resztkami snów, których nie umiem poskładać, z kłębkiem myśli, z żalem do świata...

Prozaicznie zaczynam dzień: tworzę listę tego, co trzeba jeszcze dokupić (koniecznie sól), pakuję prezenty, prasuję wykrochmalone wczoraj koronkowe gwiazdki, które zawisną na choince, obmyślam dekorację stołu. I mam wrażenie, że w tym roku jestem ze wszystkim opóźniona...

Czeka mnie dziś przyjemna wizyta u mojej pani fryzjerki, spotkanie z koleżanką. I postaram się mieć tylko dobre myśli...
sobota, 17 grudnia 2011
Drobiazgi...
Nieznośna ta pogoda. Pada, wiatr szaleje, świat w szarościach posępny i ponury. Marzę o puszystym śniegu, o drobnych gwiazdkach wirujących w granacie nieba, w poświacie złotego światła lamp, o koronkach z szadzi na drzewach. Niechby świat wyglądał jak na świątecznej pocztówce...

Długi to był tydzień. Zabiegany, w kołowrotku spraw i zajęć...

Zamierzam cieszyć się sobotą, swoim domem, ciepłem, drobiazgami, domowymi zajęciami. Niestety nie umyję okien. Kawą pachnie chwila i smakuje szarlotką. Diana Krall mi towarzyszy tak błogo...

We wtorek wybrałyśmy się z koleżanką na "Listy do M.". I choć czytałam różne recenzje, pełne skrajnych emocji, postanowiłam film obejrzeć. I nie żałuję...

Miejcie dobrą sobotę :)
piątek, 09 grudnia 2011
Cztery i trzy :)
Piątkowy wieczór z lekkością motyla tak szybko sfrunął mrokiem. Za oknem melanż czerni i złotej poświaty prawie pyzatego księżyca. Uliczne zaułki w drobinach pomarańczowego światła...

W moim domu zapach wanilii się snuje, przysiada na krawędzi filiżanki z zieloną herbatą. Kocio łaszą się dźwięki radiowego muzykowania. Takie rozkołysane, błogie i kojące. Pięknieje nimi moje oczekiwanie na M., który teraz w pociągu, a którego przywitam późnym wieczorem na peronie...

Ładziłam Samotnię swą, tańczyłam przy patelni, smażąc ziemniaczane kotleciki, porządkowałam myśli przy prasowaniu. Nie przepadam za tą czynnością, więc w zamyśleniu szybciej mi się prasuje :)

A myśli były o czasie i mijaniu. I przypomniałam sobie moje bardzo dawne trzydzieste urodziny, kiedy zachowywałam się tak, jakby świat się kończył dla mnie. Byłam tak nachmurzona, tak obrażona na tę trójkę, która jakoś tak za szybko, niepotrzebnie pojawiła się w mojej metryce. Na czas jakiś znielubiłam dzień swoich urodzin. Zabawne teraz...

I choć każdy rok mija jak mgnienie, "kurzych łapek" przybywa, czasem kręgosłup daje o sobie znać, to nie chciałabym być w innym momencie życia. Bo teraz jest dobrze, szczęśliwie, spokojnie i bezpiecznie...

I cieszę się na jutro, bo jutro będą moje urodziny...
czwartek, 08 grudnia 2011
Przejrzyście...
W czwartki mam mniej lekcji. Wiec jestem już w domu. Poza czasem jestem, w jakimś złudzeniu wolności. W pokoju opowieść aromatu kawy, dźwięki radiowego muzykowania, ciepło kaloryferów...

Ostatnio mam wrażenie, że zegary oszukują. Gonię czas. Nie umiem go przeniknąć. Jakoś brakuje mi minut w ogarnianiu spraw "na wczoraj". Jak mantrę powtarzam: "jeszcze tylko jutro, jeszcze tylko jutro". Jedna z Pań Ważnych znowu zachorowała na ważność :)

Dzień ma kolor radosnej niebieskości nieba. Uwodzi rozsłonecznieniem i przejrzystym powietrzem. Nad kominami domów ciemnoszare tasiemki dymów się wiją. W kołysce gałęzi czernią wrony kraczą...

Dziś wybieram się z koleżanką do Dużego Miasta, dokupię prezenty, odwiedzę swoją ulubioną herbaciarnię i księgarnię...
niedziela, 04 grudnia 2011
Zapachem deszczu...
W bezlistnych drzewach muzyka wiatru dziś brzmi nareszcie cicho. Nocą budziło mnie wycie i szaleństwo w gałęziach. W chusteczkach nieba trudno dziś dostrzec błękitność. Deszcz przecina chłodne powietrze i półnutami układa się w melodię szarych szarug. Krople turlają się po szybach wilgotną srebrzystością...

Niedziela toczy się swoim rytmem i moimi rytuałami. Za oknem puste ulice i świat okradziony z kolorów, senny i smętny. Swoją niezgodę na taki świat łagodzę kolorami herbat, upieczonymi rogalikami z masą serowo-migdałową i ciepłem płomyków świec. One pozwalają powracać do wrześniowych słońc złocistym blaskiem...

Tato od piątku u siebie. Uczę się na nowo codziennej samotności, rozsmakowuję się w czasie z samą sobą tylko. M. na sympozjum. Spotkamy się w następny weekend...

Niedzielne nicnierobienie. Czas ma posmak bezczasu. Szukam kolorów w muzyce. Śpiewa mi teraz Nina Simone. Owijam się słowami z tomiku "Farbiarka" Anny Piwkowskiej...

Ostatni miesiąc roku. Tak szybko minął ten rok, za szybko. Jeszcze nie robię podsumowań, podliczeń. Na razie kupiłam nowy kalendarz, ale jeszcze się do niego nie wprowadzam, jeszcze nie zakreślam dat, nie zapisuję spraw do zapamiętania...

I...mam prośbę do moich cichych Czytelników, których obecność zauważam w statystykach. Zostawcie czasem jakiś ślad. Jestem Was bardzo ciekawa :)
 
1 , 2
Archiwum
statystyka