Archiwum
statystyka
RSS
sobota, 27 marca 2010
Codzienny uśmiech soboty...
Sobotnie minuty w szarych kolorach nieba. Za oknem chłód i niewiele światła. W kołysce gałęzi ptaki cichną, za to deszczowe sygnaturki dźwięczą kroplami srebrnymi. Świat pełen jest parasoli...

Sobotnio celebruję czas, niespiesznie. Po kociemu moszczę się w fotelu, czytam, zanurzam się w ciszę swojego domu albo pozwalam dźwiękom snuć się odcieniami. I mam w oczach spory kawałek nieba dzięki słowom od M. I raczymy się zieloną herbatą z Davisem. Gromadzę w sobie smutek dźwięków, zamyślam się głosem trąbki. Jest w tym jakaś melancholia, ale jej nie ulegam...

W moich kolorowych czasopismach portrety wyjątkowych kobiet. Czyżewska. Szykulska. Ostaszewska. Piękne, niezwykłe, utalentowane, z pasją, podążające swoją, często niełatwą, drogą...

W szklanym kieliszku na nóżce mam kilka stokrotek. Przyniosłam je sobie, kiedy wracałam z zakupów. Ot, taka namiastka wiosny...

A ja tęsknię za spacerem w ogrodzie...
poniedziałek, 22 marca 2010
Drobiazgi...
Wiosna już jest, dobiera sobie barwy i zapachy. Ma słońce w szmaragdowych oczach i strojna jest w tasiemki ptasich świergotań. Wracając z pracy, wystawiałam twarz ku słońcu, dotykałam spojrzeniem błękitu nieba, odrobiną wiatru czesałam włosy i miałam w głowie westchnienia zielonej trawy i kolory pierwszych kwiatów...

Chwila jest otwartymi balkonu drzwiami, zapachem powietrza z wpiętą weń smugą gorzkiego dymu z pobliskich ogrodów i jakimś chwilowym złudzeniem bezczasu...

Popołudnie zliryczniało muzycznymi drobinami. To nie magia, to tylko włączone radio. W ulubionej filiżance herbata jak jesienne liście, bo ja za jesienią tęsknię niezmiennie, nawet kiedy przygotowuję się na wiosenność...

A za oknem woalki nieba przybrały nieco liliowy odcień. A świat wciąż w potoku światła cały. Pięknie jest :)

czwartek, 18 marca 2010
Drobiazgi...
Po dzisiejszym spacerze w ogrodzie jestem pełna achów i ochów. W krajobrazie przybyło barw: jasnożółty rannik zimowy dywanem witalności się ściele, fioletową delikatnością rozkwitły krokusy i wzdłuż ścieżek jaśnieją naręcza przebiśniegów i śnieżyc. Pięknie, wiosennie, radośnie. Na krzewach i drzewach pęcznieje zieleń listków i listeczków, a powietrze pachnie subtelnością kolorów pastelowych. I cały dzień słońce było w błękitach nieba...

I ta wiosna jakoś tak nagle mi się objawiła. Wraz z nią pojawiły się myśli, że po zimie muszę dopasować się do niektórych moich ubrań, że przesypiam życie, chodząc spać tuż po 22. Choć przecież kładę się z zamiarem poczytania. Po lekturze dwóch, trzech stron zamykam książkę, bo trudno mi się skupić, bo pokrzywy myśli, bo literki rozpływają się w mroku, bo czuję się zmęczona. Zmęczona, szara i nijaka...

A dziś ptasie trele kołysały niebo, brałam słońce w dłonie i obiecywałam sobie znowu ocalać czas, nieco odmienić siebie w lustrze. Może zacznę od odświeżenia koloru włosów...
wtorek, 16 marca 2010
Pejzaż w ramie...
Powietrze drży pajęczyną bieli i świat wciąż srebrzy się kryształkami mrozu. Jak z rozdartej poduszki lecą piórka śniegu. Drobne, zmieszane z deszczem. Tak męczy to niezdecydowanie pogody, brak harmonii. Pomiętym zimnem ptasim skrzydłom brak lekkości i finezyjności. I słońce jest gdzieś daleko...

Popołudnie jest domowym odetchnieniem. Na nitce aromatu zielonej herbaty kołyszą się chwile od muzyki błogie. Za oknem
niebo w chłodnych błękitach otulone jest teraz mgiełką liliowej szarości...

Filmowa "Alicja w Krainie Czarów" podobała mi się, choć różni się od literackiego pierwowzoru. Wyobraźnia reżysera stworzyła magiczną rzeczywistość, nieco inną od tej książkowej. Mnie urzekły surrealistyczne krajobrazy, malarskie plenery, olśniewające kostiumy, odrobina absurdu i niektóre postaci. Kot z Cheshire jest szary w niebieskie paski, pięknie się uśmiecha, potrafi znikać, zostając kawałkiem księżyca. Świetna była Czerwona Królowa. Świetna także z głosem Figury. Cudownie wyglądał Szalony Kapelusznik...w ogniście rudych włosach, z obłędem w wielkich oczach o zmieniających się kolorach, najładniejszych, kiedy były zielone...

Wielu z moich uczniów nie czytało niestety książki, wielu obejrzało ten film jako bajkę, niektórzy szukali w nim siebie...
niedziela, 07 marca 2010
Układanka niedzielna...
Niedziela snuje się niespiesznie. Czas mruczy jakąś świątecznością, którą ja ledwie odczuwam, bo niedziela to jednak nie jest mój ulubiony dzień...

Krajobraz zaokienny uperlony śniegiem, mroźne powietrze, ale przez szyby okien mocne, marcowe słońce kładzie się jasnymi smugami na podłodze. A niebo jest w pastelowych błękitach i płyną nim dmuchawce białych obłoków. Ładnie...

Siedzę w swoim zielonym fotelu. W ciszę mojego domu miękko opada intensywny zapach hiacynta. Kontempluję urodę jego szafirowych płatków. Patrzę na drzewa w pierścionkach ptasich głosów. Delektując się smakiem zielonej herbaty z płatkami śliwy, mam pod powiekami obraz kwietniowych sadów rozkwitłych zaróżowioną lekko bielą. Wiosno, bądź już, bądź...

Potrzebuję zieleni, młodych kolorów i tego, by nicią ciepła świat był opleciony...

Szczęśliwiej mi jest po telefonicznej rozmowie z M.

Daję się uwodzić metaforycznemu językowi "Płaskudy" Jagielskiej...
czwartek, 04 marca 2010
Wciąż drobiazgi...
Poranek był brzemienny światłem, przedpołudniowe godziny także, a teraz w gałęziach popołudnia gasną błękity nieba i powietrze się bieli płatkami śniegu. Zaokienny pejzaż jest malowany smużkami szarych odcieni. A przecież kiedy wracałam dziś z pracy, słońce miałam w oczach i oddychałam nieśmiałością zieleni trawników...

W ostatnich dniach umilkł wiatr, co niepokój przynosił i sen płoszył, za to nocami koty mruczą swe miłosne serenady...

Dni tak szybko biegną. Tym samym rytmem mijają...

Teraz jest czas herbaty. W białym kubku rozwijają się zielone listki i bladoróżowe płatki wiśni. Złocieje cisza grzechotką muzyki. Za oknem, nagle, różowym wzruszeniem horyzont pojaśniał...

Doczytuję "Zwierciadło". A w nim ze szczególną uwagą słowa Karoliny Gruszki i temat miesiąca o wrednych ludziach...

I wciąż lubię czwartek za zapowiedź piątku...
poniedziałek, 01 marca 2010
Przedwiosennie...
Powietrze pełne jest deszczowych kropel. Niezmierzone potoki płyną ulicami i chodnikami, melodią kałuż wiosna się zbliża. Gorzko pachnie ziemia tym charakterystycznym, trudnym do zdefiniowania aromatem. Skrzydła wiatru łomocą, plączą, pociemniałe od wilgoci, gałęzie drzew. I ptaki nastroszone deszczem, z opuszczonymi skrzydłami, czekają na złotą smugę słońca...

A ja wciąż trzymam w dłoniach weekendowy czas, który mijał nam z M. w miękkim kokonie mojego domu. Tak szybko minęły chwile dobre wspólnością, rozkołysane piosenkami Sade z nowej płyty, którą podarował mi M. I to był też czas, w którym zieleń moich oczu przysiadała na opuszkach palców M. rozszeptanych czułością i kochaniem...

Wczoraj, późnym wieczorem zasiadłam przed telewizorem, by obejrzeć dokument o Szymborskiej. To jedna z wielu moich ulubionych poetek. Tyle monologów wygłosiłam do jej portretu, wiszącego u mnie w czasach, kiedy pisałam pracę magisterską na temat tej wielkiej poezji. Ciekawa byłam wczorajszego filmu. Niestety nasza telewizja to, co ciekawe i wartościowe nadaje bardzo późno i okrasza obficie długimi blokami reklamowymi. Dotrwałam do północy. Chciałam na chwilę, podczas kolejnej porcji reklam, przymknąć oczy, no i zasnęłam. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję na powtórkę programu w jakiejś rozsądnej porze...

Za oknem gołębi odcień szarości. W filiżance Orientalny Ogród czarnej herbaty z płatkami kwiatów. Jej aromat miesza się z dźwiękami piosenek Sade. Tyle pięknego smutku w nich jest...

Kupiłam sobie dziś wiosnę w postaci szafirowych hiacyntów i żółtych tulipanów...