RSS
czwartek, 31 marca 2011
Takie chwile...
Szafirowe niebo podszyte deszczem. Dymami z ogrodów gorzko smakuje wiatr. Gdzieś w oddali ptasie unisono żałosne i tęskne...

Oswajam nowy czas zegarów. Z trudem budzę się rano. Zbieram się zbyt długo między łazienką, kuchnią i szafą. Ziewając, tuszuję rzęsy. Wychodzę z domu i śniadanie do pracy zostawiam na kuchennym stole...

Czwartek już. Tak szybko opadają dni. To były dni pod znakiem różnych wiadomości, tych dobrych i tych smutnych. Mój tato ma wreszcie emeryturę. Ktoś mi bliski przeżywa teraz bardzo, bardzo trudne chwile. Całym sercem wierzę, że wszystko będzie dobrze...

Uchylone okno, złocista żółć płatków prymulki, jasnozielony odcień traw, kilka chwil tylko dla mnie. Oddycham kolorami, głęboko, leniwie. Teraz czas herbaty, dobrodziejstwo ciszy i smaku gorzkiej czekolady. Owijam się w spokój jak w szal w bardzo zielonym kolorze. Niedługo zmierzch spłynie na ziemię grafitowym cieniem...

Przytulam wieczór do policzka...
sobota, 26 marca 2011
Sobotnie drobiazgi...
Zaokienny pejzaż dziś za parawanem z deszczu. W mokrych szybach przemykają rozmyte cienie drzew. Świat taki bez kolorów. Niebo filozofuje szarym smutkiem. Zamykam drzwi przed chandrą, żółtym kolorem storczyków otulam oczy...

W sobocie lubię wszystko: to, że nie jest niedzielą, pobudkę bez budzika, wylegiwanie się z resztkami snu pod powiekami, zakupy bez pośpiechu, pogaduszki z panią z kiosku, śniadanie przy lekturze WO, kawę przy telewizyjnym programie śniadaniowym, nawet sobotnie porządki lubię i nieświąteczne świętowanie dnia...

Zanurzam się w sobotni czas. Teraz muzycznie. Radio mi gra i kolorami dźwięków wypełnia zaokienną bezbarwność. Gorącym smakiem herbaty naznaczam domowe minuty. I palę kawową świecę. Ma taki ciepły, domowy aromat, a maleńki jej płomyk staje się złotą obręczą światła, namiastką słońca...

Za chwilę zasiądę przed telewizorem, obejrzę "Benefis Adama Małysza"...

A za oknem się ściemnia, niebo zmieniło barwy swe, deszcz zintensywniał. Gdyby był ciepły, poszłabym, bez parasola, po zapach, smak i dotyk deszczowych kropel...
wtorek, 22 marca 2011
Wciąż drobiazgi...
Wczoraj kalendarz ogłosił wiosnę. I przyszła, taka nieśmiała jeszcze, ale lśniąca promieniami słońca, w zarękawkach drobnych listków, w tiulach wilgotnych traw, w tęczy krokusów...

Falujące milczenie mojego domu, odczuwalne po przyjściu z pracy, jest błogosławieństwem po kilkugodzinnym obcowaniu z hałasem, szczególnie dziś, kiedy dodatkowo męczy mnie przeziębienie. Zanurzam się w tę ciszę z lubością i obiecuję sobie poleżeć pod kocem. W aptece zakupiłam tymiankowe pastylki na ból gardła, rutinoscorbin i zapas chusteczek :)

Popołudnie. Dzień się uspokaja, słońce zmienia twarz. Niebo w kluczach ptasich powrotów. Najpiękniejsze te klucze żurawie i gęsie. Wracając z pracy, nasłuchiwałam ich głosów, trwałam w zachwycie...

Leciutko uchylone okno. Srebrzysty chłodek i ten specyficzny zapach unoszący się w powietrzu ni to cierpki, ni gorzki. Czas zanurzony w myśli o niebieskich migdałach. Za oknem szafirowo-liliowo-błękitne niebo dopiero wmyśla się w intensywną barwę indygo. Wieczór skrada się na palcach. Lubię tę porę...

I znowu kupiłam bukiet tulipanów. Stoją w szklanym wazonie, bo lubię widzieć łodygi. Lubię mieć w domu kwiaty, z nimi łatwiej oddychać...
czwartek, 17 marca 2011
Drobiazgi...
Popołudniowy czas w szarości, w niedosycie światła. Powietrze dziś pachnie listopadem. Zaokienny wiatr na okarynie melancholie wygrywa, a one deszczem snują się cały dzień. Zapłakanym szybom jakoś ładniej w żółci storczykowych płatków. Paciorki deszczowych kropel medytują tą ciepłą barwą. Mam wrażenie, że świat taki w nieładzie cały i wiosna gdzieś przepadła...

Z pracy wracam wypełniona zmęczeniem i hałasem. Znowu mnie mniej w tych dniach ostatnich. Mam wrażenie, że zegary oszukują. Gonię czas, nie umiem go przeniknąć. I melancholijnie mi jest. Tęsknię do kolorów. Śnię o zielonej trawie, kupuję pomarańcze i czerwono-żółte tulipany. Zachwycam się Stenką na okładce TS...

Teraz mój dom. Zegar jakoś umilkł. Słowami ogarniam haiku chwil. Światło lampki zliryczniało aromatem czerwonej herbaty. Ogrzewam dłonie filiżanką. Matowe popołudnie rozjaśniam jazzowymi snujami i rozsłoneczniam pokój płomykami świec...

Gdzieś między tym wszystkim jest moje oczekiwanie na jutrzejsze spotkanie z M.
środa, 09 marca 2011
Szarość płowieje...
Poranny świat nieśmiało uwodził obietnicą wiosny. Wdzięczył się perlistym ptasim muzykowaniem. Powietrze rozjaśniał światłem i złocił pyłkiem leszczyny. Pachniał wstążeczką cierpkich aromatów. Rozkwitał błękitami nieba i zielenie rozsnuwał delikatne...

Po pracy wracałam do siebie ścieżką dłuższą o zamyślenie...

A teraz jakoś sennie. Niebo z przebłyskami drobinek błękitu i precyzyjna kaligrafia drzew. Bardzo statyczny widok za oknem. Chmury rozmawiają z niemym wiatrem. Drobny deszcz wilgotnym dotykiem wygładza pejzaż. Deszcz oczyszcza, to może być jakimś pocieszeniem...

W klepsydrze dnia powoli przesypują się ziarenka chwil. Popołudnie przegląda się w kubku z czerwoną herbatą. Zapętlam się w srebrny od tęsknoty głos Niny Simone. A może ta tęsknota tylko w mojej głowie? Milczę zapachem herbaty...

Chwile utkane spokojem i oczekiwaniem na telefon M. Fioletowa niebieskość hiacyntowych płatków. Batonik z płatków owsianych z żurawiną, mój ulubiony. Między światłem a cieniem czas biorę w ramiona, niech przybierze lekki odcień zieloności...
sobota, 05 marca 2011
Tak sobie...
Szaro. Deszczowo. Jesiennie. Zimny wiatr i bezsłoneczność. Dekadenckie nastroje w powietrzu. Tak mało barw w pejzażu. Świat nie zachwyca...

Pogubiłam gdzieś dni w oczekiwaniu na wiosnę. Chandryczyłam się z chandrą. I to był czas wieczorów z książką pod wiklinowym światłem, czas odliczany słowami i zieloną herbatą "cytryna i melisa". I wydawało mi się, że nie umiem napisać nawet najkrótszego zdania, dlatego nie było mnie tu, w tym moim miejscu...

Sobota jest domowa i leniwa. Snuję się wraz z dźwiękami radiowego grania.
Rozmrażam truskawki. Wypełniam ich zapachem cały dom. Pachną i smakują latem. To tworzy dobrą energię. Moja kuchnia zaczyna żyć założoną na parapecie uprawą szczypiorku...

Na wieczór kupiłam płytę z filmem "Śniadanie u Tiffany'ego". Jestem dziś w nastroju do przypomnienia sobie opowieści o szalonej, ekscentrycznej, zjawiskowo pięknej Holly...

Tęsknię za słońcem w oknie, za apaszki lekkością, za zielonymi pantoflami na obcasach, za świetlistym niebem, za wiosną w oczach...

A za oknem drobniutki śnieg pada...
Archiwum
statystyka