Archiwum
statystyka
RSS
sobota, 31 marca 2012
Rytm wyłuskując...
Chmurne niebo bez wyrazu, jakaś chropowatość w powietrzu, ptasie skrzydła spętane tęsknotą za wiosną. Zaokienny pejzaż dziś za parawanem śniegu. Uperlone milionem mikroskopijnych kropel szyby tłumaczą samotność ulic i zakamarków. Taki senny ten świat, zimny i smętny. Śnieg szybko topnieje i wszystko zlewa się w rozmazaną całość. I dziś znowu odczuwam niedosyt światła i ciepła...

Od rana muzycznie. Radio mi gra i kolorami dźwięków energię jakąś wnosi w tę bezbarwność. Daję się uwodzić tym dźwiękom. I palę waniliową świeczuszkę. Maleńki jej płomyk staje się złotą obręczą światła. Czas pachnie kawą i smakuje marcepanem...

Wczoraj zasiedziałam się długo w noc. Mrok rozpływał się we mnie ciszą. Otulona onyksową czernią nieba czytałam spokojnie, bez tracenia wątku, smakując piękno zdań...

Snuję się domowo, lubię zagubić siebie w sobotnich chwilach. Wyrysowuję margines od codzienności. Nie śledzę czasu. A obok tego normalna sobota jest: pranie się pierze, odkurzacz czeka. Sterta sobotnich spraw poczeka jeszcze chwil kilka...

A teraz deszcz w moje okna. Odwracam się plecami do tego pejzażu w refleksach szarości. W mojej przestrzeni hymn żółtych tulipanów trwa...
niedziela, 25 marca 2012
Szeptem porannym...
Poranek w aureoli światła. Złotymi nićmi słońce splata różne odcienie młodej zieleni. Uśmiechnięte niebo z roztańczonymi skrzydłami ptaków. Dzwoneczkami ich głosów seledynowe listeczki drżą cicho. Niesamowita lekkość powietrza i zapach kawy w ulubionej filiżance...

Jazzowe dźwięki nawilżają dom. Czekam na znajomy dźwięk telefonu, na czas porannych słów. W moich oczach zieleń w odcieniu spokojnej tęsknoty...

Niedzielne uliczki bezludne, w jakimś półśnie, bezruchu...

Wczoraj ładziłam dom. Umyłam okna, kilku drobiazgom zmieniłam miejsce, ukrochmaliłam serwetki, odkurzyłam książki, pozbyłam się niepotrzebnych rzeczy i starych czasopism. Na balkonie pranie schło dotykane słońcem i finezyjnym wiatrem...

Warto przeczytać "Rozwiązłą", choć to niełatwa proza...

Dobrze jest mieć niedzielę. Dobrze jest obudzić się bez natarczywości budzika, pozostać w cieple kołdry, zatrzymać myśli kilkoma przeczytanymi stronami książki, cieszyć się słońcem zaglądającym do okna i pastelową różowością rozkwitłego wczoraj hiacynta...

Dobrej niedzieli Wam życzę...
środa, 14 marca 2012
Wciąż drobiazgi...
Powietrze pachnie tak nieśmiało młodą zielenią, przyblokowy krzak bzu w seledynowych pączkach, prymulki się żółcą wdzięcznie. W łagodnej niebieskości nieba niezmącona cisza i idealna kaligrafia kilku ptasich skrzydeł....

W lekko przydymionym zaokiennym krajobrazie snują się cierpkie zapachy porządkowanych ogrodów. Uchyliłam okno aromatom gorzkim jak migdały. A sama znikam w dźwiękach radiowego grania. Zanurzam się w konstelacje późnego popołudnia. Kolor herbaty płowieje w filiżance. Bezruch drzew uczy pokory...

Popołudniową porą myśli przychodzą i odchodzą. Znowu intensywniej czytam. Tak, przedwiośnie to dobra pora dla słów :)
poniedziałek, 12 marca 2012
Drobiazgi...
Dziś zaklinałam wiosnę ustrojona w zieloną bluzkę i rajstopy w odcieniu wyszarzałej zieleni. Czułam się prawie jak Pippi Lanstrung, ale jakoś dobrze mi z tym samopoczuciem. To trochę tak, jakby moje szare myśli przekładały się na bardziej kolorowe stroje. Tyle że wiosna tylko porannie zagościła w P. Potem niebo melancholijnie posiniało, ale słońce jest, ukryte gdzieś za chmurami. Spodziewam się deszczu... 

Znowu poniedziałek, czas spiskuje z kalendarzem, dni opadają tak szybko, choć ja ciągle staram się niespiesznie żyć. Dotykam minut, by cieszyć się dniami. Weekend spędziłam u wujostwa. To był ładny czas. Pogoda łaskawie pozwalała cieszyć się obcowaniem z powietrzem. Odbywałam długie spacery, zamykałam oczy, pozwalałam dobrym myślom przefruwać przez moją spokojną głowę... 

Zielona jaśminowa herbata w ulubionej filiżance, radio mi gra, tulipany, kostki gorzkiej czekolady na talerzyczku. Wciąż nie mogę odmówić sobie słodkości...

Dotarła paczka z książkami. Uwielbiam zapach nowych książek i na czytanie się cieszę...
niedziela, 11 marca 2012
Przedwiosenne okoliczności...
Niebo dziś pełne słońca było, jasne i świetliste, uniebieszczone. A teraz w smużkach lawendowych odcieni, w różowawych lśnieniach i szafirowych refleksach. I tyle w nim spokoju i cichego piękna...

Przepadłam na trochę. Słowa mi się gdzieś zagubiły...

Wiosna jest coraz bliżej. W zapachu powietrza ją wyczuwam. Dostrzegam ją w ptasich kluczach na niebie, w kolorach krokusów, w nieśmiałości pączków na gałązkach, w bieli przebiśniegów i śnieżyc, w radosnej żółci rannika zimowego.

Raczę się herbatą z Sade, objadam szarlotką od cioci, delektuję tulipanami w ceglastym kolorze...

Czekam na kuriera z paczką. Będzie w niej książka o Białoszewskim i jego dziennik...

I czekam na wiosnę w sobie, i na swoje światło...