Archiwum
statystyka
RSS
piątek, 29 marca 2013
Wesołych Świąt :)

"dwa tysiące lat temu

urodziła panna w Galilei

niemowlę

(...)

i tak rosło

ogrzewane oddechem

aż dorosło do nienawiści

i przybili go do drzewa ludzie (...)"  

Halina Poświatowska "Wielkopostna legenda" /fragment/

 

Jasnych myśli życzę, wesołych serc, odrodzenia Nadziei, ciepła i miłości. I niech zazieleni się trawa, kwiaty rozkwitną, słońce promykami ogrzeje świat. Radości z kolorowych pisanek, wytchnienia i niech codzienność lżejszym Krzyżem będzie...

czwartek, 28 marca 2013
Drobiazgi...

Smutne to były dni i trudne. Jakoś minęły. Rysa pozostała. I wiem, że piszę zagadkowo, ale niech tak zostanie...

Wiosna wciąż daleko. Panoszy się zimno, wszędzie sterty śniegu. Kupiłam sobie odrobinę wiosny do domu: żonkile i szafirki w pięknych doniczkach. Rozjaśniłam kuchenny parapet, oczy cieszę żółcią słoneczną i fioletowawym błękitem. I serce mam nieco wiośniane :)

Jako  że wyjeżdżam na święta, pojechałam wczoraj do ojca. Zawiozłam mu wiktuały, bo po emeryturze ani śladu, choć dopiero dwa tygodnie temu ją otrzymał. I...tak wiem, źle robię, ale inaczej nie potrafię. I to nie jest tak, że zapewniam sobie spokój, że czuję się lepiej.

Dziś wolne od pracy. Tak naprawdę nie wpadłam jeszcze w jej rytm po zwolnieniu, nie zdążyłam się napracować, ale cieszę się wolnymi dniami. Obudziwszy się o poranku, kończyłam czytanie biografii Marii Jasnorzewskiej- Pawlikowskiej napisanej przez Nasiłowską. Prawdziwsza Lilka z niej się wyłania i prawdziwsze jej życie, niż to znane z książek jej siostry. A książkę czyta się jak powieść, bo wzbogacają ją osobiste przemyślenia Nasiłowskiej, jej trafne obserwacje i refleksje...

Kawą pachnie poranek. Radiowe dźwięki przysiadają na koniuszkach rzęs. Zaraz się wybiorę po sprawunki. Tu w P. w małych sklepikach tłumów nie ma. We wtorek byłam w Miasteczku, w sklepach oblężenie. A ja w zdumieniu myślałam: po co ludziom tyle tego wszystkiego? :)

Dobrego dnia :)

czwartek, 21 marca 2013
Otwierając drzwi :)

Poranek smakuje tostami z dżemem porzeczkowym. Turlają się po domu dźwięki radiowego grania. Za oknem białe gwiazdki wirują, bielą świat. Jestem zmęczona zimą, która nie chce minąć. Tęczy krokusów mi trzeba, wielobarwnych bratków, trawy zielonej i słońca. Słońca przede wszystkim...

Odwykłam od komputera i internetu. Odwykłam od smaku kawy. Wczoraj zaparzyłam i nie wypiłam, nie smakowała mi. I może nawet mogłabym już nie przyzwyczajać się, ale ta jedna, wypijana o poranku sprawiała mi tyle przyjemności, upiększała chwile. Kiedy wypełniała aromatem dom, stawał się on bardziej domowy...

Poszarzałam w lustrze...

Tęsknię za lekcjami, za normalnym rytmem dnia, jestem znużona błogością lenistwa :)

Odbieram z wirtualnego świata wielką serdeczność. Dziękuję Wam. Ciepło o Was myślę...

Dziś wyjdę po sprawunki, pozałatwiam sprawy, mam wizytę u dentysty, wyślę świąteczne podarunki dla rodzinki, kupię świąteczne pocztówki, zajrzę do szkoły...

Ocieplam chwile zieloną herbatą i jest we mnie więcej wdzięczności niż oczekiwań...

poniedziałek, 18 marca 2013
Drobiazgi...

Minął tydzień, w którym prawie mnie nie było. Tak mnie rozłożyło choróbsko, tak dokuczyło. Spałam, łykałam medykamenty, znowu spałam. Świat był gdzieś obok, życie się działo gdzieś tam. Chyba jeszcze tak nie chorowałam. Na szczęście już lepiej, ale na zwolnieniu jestem jeszcze do końca tygodnia...

Dobrych ludzi mam wokół siebie. Koleżanki robiły zakupy, podrzucały zupę. Dzwonili bliscy i najbliżsi. A w piątek przyjechał M. 

Za oknem zima, szaleństwa wiatru dokuczliwie głośne i ta męcząca biel...

Nie przeczytałam ani jednej strony książki, nie miałam siły. Z tegoż samego powodu nie oglądałam telewizji...

A u mnie herbata ma swój zielony odcień, niebo ma przebłyski jasnej błękitności, a w mojej głowie obietnica dobrego dnia :)

niedziela, 10 marca 2013
Naprzeciw siebie niedziela i ja :)

Niedziela krzywo się uśmiecha. Okno przypomina czarno-białą fotografię. Znowu zima powróciła, ubieliła świat, wciąż śnieg wiruje i układa się puchem na dachach, drogach, gałęziach drzew, połaciach łąk i pól. Cichość miękka oplata światek P. Znowu świat okradziony z kolorów i światła. A wiośnie znowu dalej do nas...

Przeziębienie mnie dopadło. Faszeruję się pastylkami, herbatkami. Martwi mnie chrypka i zanikający głos, nie chciałabym brać zwolnienia, ale do lekarza jutro się wybiorę, bo domowe sposoby niewielkie rezultaty dają...

Czas herbaty malinowej. Zamykam swój świat pod powiekami i tęsknię za ciepłem dłoni M. 

Słucham piosenek A.Osieckiej i S.Krajewskiego. Lubię ich w duecie. Za czułość dla słowa, za poezję dźwięku, za subtelną grę z wyobraźnią, za szept niedopowiedzenia, za smutek opadający gdzieś tam, ale nie jest to smutny smutek, jest wzruszający...

Szydełkuję z pasją. Z coraz większą wprawą robię kwadraty, z których powstanie narzuta. Jaki to cudowny relaks. Dobieram kolory, dopasowuję odcienie. Znajduję radość i odprężenie w tym szydełkowaniu, szczególnie po męczących godzinach w pracy...

Niedzielny czas się nie spieszy, właściwie nie dzieje się nic, ale przecież tak jest dobrze :)

środa, 06 marca 2013
Drobiazgi...

Kryształowe niebo, niemal przezroczyste, ze słońcem jasnym. Nagie drzewa wyglądają jak narysowane ołówkiem, w ich bezlistnych gałęziach ptaki wiją swoje tęsknoty i wyćwierkują je pogodnie. Poranek srebrzył się delikatnie mrozem. Uchylonym oknem rześkie powietrze się wsnuwa i przysiada na krawędzi filiżanki...

Poranek pachnie i smakuje kawą. Z każdym łykiem bardziej jestem. Anna Maria mi towarzyszy i jej piosenki z płyty "Haiku". Próbuję nucić. Z zachwytem patrzę na słoneczność za oknem, nastrajam się, uśmiecham...

Dziś ostatni dzień szkolnych rekolekcji. Uczestniczę w nich. Wsłuchuję się w słowa, śpiewam, trwam w ciszy. Świetny rekolekcjonista w tym roku prowadzi nauki, imponuje dzieciakom, chwalą go...

Zaraz wyjdę z domu. Zamotam wiosenny szal, zaciągnę się powietrzem przedwiosennym :)

Miejmy dobry dzień...

wtorek, 05 marca 2013
Z niebieskością horyzontu...

Dziś niebo było błękitne, roztańczone skrzydłami ptaków. I słońce wyznaczało rytm. Powietrze tliło się zapachami trudnymi do zdefiniowania. I przebiśniegi zakwitły...

Wiosna, wiosna proszę Państwa :) Jeszcze taka nieśmiała, cicha szelestem traw zieleniejących, strojna we wstążki ptasich ćwierkań, leniwie muskająca świat kolorami. Więc w butnie rozpiętym paltociku, z powiewającym szalem w kolorze butelkowej zieleni przedłużałam kroki w drodze do pracy, by jak najdłużej cieszyć się powietrzem...

Cisza wtorkowego popołudnia. Czas kołysze się lekko rozgrzany słońcem. Zamyślam się pogodnym niebem zza okna, gubię oczy w świetlistości, rozsnuwam te jasne błękity w swojej głowie i raczę się herbatą o smaku prażonych migdałów...

Uchylone okno, lekki wiatr ma zielony odcień...

I lubię powtarzalność pór roku...

Zanim przyjdzie wieczór w sukience mroku, będę ciszą. Poczytam. Wyślę latawce myśli do mojego M., wplotę w ich ogony tęsknotę. To będą dobre chwile...