RSS
niedziela, 30 marca 2014
Haiku chwil...

Spacer w słońcu, uśmiechnięte niebo z roztańczonymi skrzydłami ptaków, ciepłe figle wietrznych zakołowań, coraz wyraźniejsza zieleń listków kasztanowców kosmatych. Spoglądałam w chmury, dotykałam słońca, udzielała mi się barwność roślin, a błękit nieba pochylał się spokojem...

Niedziela rozkołysana rytuałami: kawa wypita na nieukwieconym jeszcze balkonie, próba doczytania "Zwierciadła", snuje jazzowe cichuśko w tle, książka, kanapa i latawce myśli wysyłane raz po raz do M., który dziś ma zajęcia ze studentami...

Popołudniowe minuty. Czas herbaty. Przez otwarty balkon tasiemkami kolorów powietrze kołysze się ciepłe. Dziś świat smakuje zielenią. W mojej przestrzeni poezja tulipanów. Lubię żółte kwiaty. Lubię kwiaty...

I niespiesznie jest. Patrzę w okno na płynące leniwie niebo, czekam na znajomy dźwięk telefonu, na czas słów...

I przez cały dzień uśmiecham się do poranka...

czwartek, 27 marca 2014
Łapiąc oddech...

Jest znowu czwartek. Dni minęły jak mgnienie. Wczoraj zakończyła się wizytacja: ankiety, wywiady i znowu ankiety. Łapię oddech :)

Lekcja wypadła świetnie, tak orzekła pani wizytator, będąca polonistką. Zadowolona byłam, bo dzieciaki wspaniale pracowały, prześcigały się w pomysłach, podawały trafne przykłady. I rozwijaliśmy swe skrzydła, dosłownie próbując "latać" w klasie i przenośnie dzieląc się swymi marzeniami. Pięknie było. O Dedalu i Ikarze było...

Dziś wracałam do domu zaraz po lekcjach. Patrzyłam w słońce, mrużyłam oczy, zachwycałam się niebem w tylu odcieniach niebieskiego. I powietrze pełne ptaków było. I wybrałam się potem na spacer, bo świat jest taki ładny o tej porze. Zieleń taka młoda, delikatne listeczki, w bieli koronek owocowe drzewa, zapach fiołków, kasztanowce w pąkach kosmatych, magnolie szykujące swe różowe sukienki i niebieskawe kwiatki drobne, których nie znam z nazwy...

Wczesny wieczór okraszam muzyką, piję herbatę z pokrzywy i cieszę się swoim domem. Umykają mi niepostrzeżenie strony, polecanej kiedyś przez Eldkę, książki "Światło między oceanami" i wchodzę w tę opowieść, poddając się nastrojowi latarni morskiej, tajemnicy bohaterów i pejzażu...

A za oknem granatowy mrok i złote punkty świateł... 

sobota, 22 marca 2014
Drobiazgi...

Szary poranek, podszyty melancholią i wiatru łkaniem. W pejzażu coraz więcej zieleni. Kiedy szłam po cosobotnie sprawunki, dostrzegłam, że forsycje szykują się do kwitnienia, że trawa żółci się gwiazdkami mleczy, że brzozy, te przy moim bloku, w welonie seledynowych listków drobnych...

Źle śpię. Dziś wstałam przed szóstą. Włączyłam telewizor i z przyjemnością przypomniałam sobie "Pociąg" Kawalerowicza. Noc, pociąg, tajemnice, zbrodnia, ona i on, uciekające widoki, stukot kół, nadmorskie krajobrazy. Dziś był to dla mnie film o samotności. Wspaniały czarno- biały obraz z pięknym światłem, grą cieni. Winnicka zachwycała i Niemczyk i Cybulski mój ulubiony. I po raz kolejny zakochałam się w wokalizie Wandy Warskiej. I włączyłam płytę, i odsłuchuję raz po raz...

Trudny tydzień mnie czeka. Wizytacja z kuratorium, hospitacja lekcji, bo ponoć zostałam wylosowana, dwie rady, zebranie z rodzicami. Chyba zamieszkam w szkole :)

Walka z bankiem przegrana. Musimy spłacić kredyt taty, choć był ubezpieczony. Nie mam sił na ten prawniczy bełkot pism, które otrzymuję...

A teraz zapach kawy i smak marcepanowej czekoladki...

poniedziałek, 17 marca 2014
Drobiazgi...

Patrzę w okno. Patrzę na niebo nad dachami zimne i szare, gotowe spaść ciężkim deszczem, na cienie chmur, na wróble takie bez wigoru, bez figlarnych podskoków, wyciszone chłodem. Ostatnie dni przyniosły niepogody i jest tak, jakby wystygły wszystkie słońca...

Wiatr w drzewach. Gwałtowny, zbyt głośny, groźny...

Swoją niezgodę na taki zaokienny świat łagodzę kolorami herbat, rozzłacam muzyką, ocieplam płomykami świec. To pozwala powracać do wiosennych słońc światłem w moich myślach...

Znowu ponad ziemią jestem dzięki weekendowym chwilom spędzonym z M. Dziś jestem tęsknotą...

Spoglądam na piętrzące się nieprzeczytane książki i wierzę, że uda mi się dogonić czas. Potrzebuję nowych słów...

niedziela, 09 marca 2014
Ucieczka...

Dziś jest tak cudownie, że liczenie dni do wiosny wydaje się zbyteczne, bo wiosna już jest. Dziś wiosna jest: w liliowych krokusach, zapachu bukszpanu, muślinowej bieli przebiśniegów mych ulubionych, w błyszczącej trawie, seledynowych listkach drobnych, w nieśmiało spod ziemi wyglądających różowych hiacyntach, w prawie szesnastu stopniach na termometrze...

Po spacerze w ogrodzie jestem odurzona słońcem. W jasnym powietrzu jakaś lekkość w sercu. Migotanie nieskończonej ilości świetlnych drobinek sprawia, że pejzaż wydaje się być muśnięty niebem...

W warkocz niedzieli wplatam drobne przyjemności. Wypijam kawę na balkonie i śledzę grę świetlistych promieni. Na trawniku, gdzie rzucone szkło stłuczonych zielonych butelek, dostrzegam szmaragdowe światło. Ptasie skrzydła zagarniają niebieskość. Potem wracam do pokoju, włączam płytę z muzyką Stańki i oddaję się lekturze "Luster miasta" Safak. A wszystko to po to, by nie sprawdzać 48 rozprawek trzecioklasistów i tyleż samo prac klasowych pierwszoklasistów...

Nie bez wyrzutów sumienia odkładam to na jutro...

czwartek, 06 marca 2014
I czego chcę?

Jaskrawy blask słońca. Skaczące promyki i szklące się niebo. Plamy światła na podłodze. Wpadające przez uchylone okno niezliczone ptasie głosy. I coraz więcej wiosny we włosach podczas codziennych spacerów. I przecież cieszy mnie ta wiosenna aura, więc skąd to odrętwienie, niechęć do słów, marazm?

Stąd moje milczenie, niechęć do czytania, bezrefleksyjne wgapianie się w telewizor, zbyt wczesne układanie się do snu, jakbym chciała przespać ten czas...

Kupiłam dziś czerwone tulipany i soczyste, jędrne jabłka. Witaminy dla duszy i ciała :)

Misterium popołudnia: aromat kawy, Jagodziński, Komeda, Zaryan, Auguścik i jakiś smutek w powietrzu, a potem czerwień zachodu i granat wieczoru. Czuję, jak czas przemyka na palcach...

Pani Ważna wczoraj zaatakowała. A od dawna spokojnie tak było. Po wczorajszej awanturze pozostał niesmak i świadomość, że coraz gorzej znoszę takie sytuacje, że nie potrafię się nie przejmować, że słowa potrafią być jak drzazgi, że nie umiem wrócić do domu i zostawić przed drzwiami stresu...

Archiwum
statystyka