Archiwum
statystyka
RSS
wtorek, 31 maja 2011
Drobiazgi...
Na zaokiennym parapecie chaber nieba przysiadł. Pomarańczowe światła domostw rozetami rozświetlają wieczorność. W miodowym świetle lampki na moim biurku skrzydła rudej ćmy szeleszczą. Herbata w jesiennym kolorze idealnie pasuje do fado Marizy...

Lubię ten czas. Świat jest taki inny wieczorową porą. Przytulam się do mroku. Czekam na rozmowy gwiazd, na blask zielonych księżyców, na rechot żab dochodzący tu znad stawów. Zanurzona w delikatny zmierzch rozplatam warkocze myśli, oddaję się swoim małym rytuałom...

Za oknem wiatr, coraz go więcej. Niepokojąca głośność i siła, świat przed burzą. Byłam chwil kilka na balkonie, bawiłam się powietrzem, czułam we włosach wiatru tchnienie...

A popołudniową porą byłam na spacerze. Słońce pląsało między gałęziami. Drzewa zapisywały się we mnie spokojem i harmonią, malachitową zielenią oplatających je bluszczy. I przyniosłam sobie do wazonu kwiaty dzikiego bzu. W prostokącie okna, prawie już w atramentowej czerni, ładnie wygląda marcepanowa biel tych drobnych kwiateczków...
niedziela, 29 maja 2011
W innej perspektywie...
Deszcz od rana. Obudziło mnie stukanie w szyby i nie mogłam zasnąć ponownie. Niebo jest szarym kawałkiem płótna. Chmury przechadzają się w kałużach. W koronach drzew wiatr zostawia swoje niepokoje...

A mój świat pachnie kawą. Cicho sączą się jazzowe dźwięki. Przeglądam nowe "Zwierciadło", cieszę się swoim domem. Wczoraj pracowałam na festynie zorganizowanym przez stowarzyszenie, w którym działam. Sobota więc nie była domowa. Wieczorem czułam się zmęczona, najbardziej hałaśliwą muzyką...

Uliczki jeszcze skulone w półśnie niedzielnym. Statyczność krajobrazu burzą jedynie przecinki ptasich skrzydeł...

Nie lubię samotnych niedziel. Na dzisiejszą nie mam pomysłu. Z powodu pogody spacer do ogrodu nie będzie możliwy. Odmierzę czas herbatami i słowami czytanej książki. Przetrwam jakoś...
środa, 25 maja 2011
Drobiazgi...
Dni głaskane światłem, pachnące rozkwitłymi jaśminami, akacjami i piwoniami. Aromaty otumaniają, kołyszą, słodzą. W powietrzu obłoczki topolowych puszków, od których pieką oczy i łzawią. Ulotność dmuchawców. Hymn ogrodów. Wieczory rozkołysane rechotem żab...

Okno z widokiem na gęstwinę zieloności, falujące grzywy zbóż w kokardach z maków, błękitne niebo pełne spokoju. I kwitną moje ukochane irysy. Na końcach rzęs zatrzymują się ich kolory. Najbardziej lubię te w pastelowej żółci i liliowym fiolecie...

Potrzebuję M. do pełni niektórych chwil...

Zielona herbata o smaku cytrynowym jest idealna na popołudnie rozgrzane słońcem... 

Wakacje tak już blisko. Jeszcze tylko kilkanaście trudnych dni, spraw do załatwienia na wczoraj, pożegnań smak. Odejdą moi trzecioklasiści...
czwartek, 19 maja 2011
W aksamicie chwil...
Tęskniłam za ciszą swojego domu, za snem. Po powrocie wypicie herbaty w ulubionej filiżance było najprzyjemniejszą chwilą, a potem delektowałam się spokojem. Wciąż odczuwam zmęczenie, a wróciliśmy we wtorek w nocy. Jak to na wycieczkach bywa, zmęczona zwiedzaniem młodzież, szybko odzyskiwała siły i realizowała się towarzysko w schronisku, za nic mając regulamin, nasze prośby i groźby :)

Wycieczka się udała. Zwiedziliśmy wszystko co zaplanowałam. Chociaż nie, nie dane nam było zobaczyć pokazu multimedialnych fontann na Podzamczu. Utknęliśmy w tłumie...

Po dniu smaganym słońcem wieczór przyobleka się w odcień zielonej herbaty. Niebo w woalkach delikatnego różu, zieleń liści szeleści wiatrem, kasztanowce wciąż w girlandach kwiatów. I niezbyt obfity, popołudniowy deszcz zapachem unosi się w powietrzu. Maj wciąż kusi, wiruje kolorami i aromatami...

Czytam z przyjemnością "Ostatnie fado". Czytam niespiesznie. Smakuję chwile w kolorze sepii, zachwycam się poezją drobiazgów, pięknem opisów, zanurzam się w smutek fado, które słychać między słowami...

Mrok skrada się cichutko na palcach. Lubię ciemność i migdałowe oczy wieczoru rozbłysłe ciemnozłotym księżycem...
środa, 11 maja 2011
Drobiazgi...
Środy uwielbiam za to, że mam mniej lekcji. Domowa więc już jestem, w jakimś złudzeniu wolności, jakby to była sobota albo wakacyjny dzień. Mam otwarte okno, włączone radio. Wyłapuję okruchy dobrej energii. W krysztale jasnego nieba idealna kaligrafia ptasich skrzydeł i zielona symfonia kasztanowców w alei...

Wczoraj przed wieczorem byłam w ogrodzie. Jak tam cudnie pachnie bzami, czeremchą, kaliną, aż do zakołowania się w głowie. I żaby koncertowały kumkaniami, a czas przybierał malachitowy odcień zieleni...

Zainspirowana cytatami w blogu Essencii, kolejny raz zatracam się w poezji Poświatowskiej. Tym razem dotykają mnie słowa ze szczuplutkiego tomiku "Wiersze nieznane". Niezwykła poezja, do czytania emocjami...

I mam w wazonie konwalie i niezapominajki. Trwa teraz czas herbaty. Zielona sonata rozwijających się listeczków, niezwykły zapach powietrza...

W piątek wyjeżdżam ze swoimi uczniami na wycieczkę do stolicy. Nie będzie mnie przez kilka dni, zatem do poczytania po powrocie :)
sobota, 07 maja 2011
Zwykłe odcienie czasu...
Słońce cytrynowym blaskiem lśni na firankach, zalewa złotą jasnością pokój i podkreśla soczystość zieleni wypełniającej okno. W mozaice pól żółte prostokąty i kwadraty kwitnących rzepaków. Kolory tańczą, pulsują i harmonizują poranne chwile. Świat pchnie bzami. A za oknem chmury jak fugi Bacha i przejrzysty błękit nieba. I jestem gdzieś między tymi błękitami a zieloną kreską horyzontu...

Sobota mija leniwie. Przegląda się w literkach WO, pachnie i smakuje kawą, drży leciutko od muzyki sączącej się cichuśko. Dotykają mnie dźwięki. Jest w nich energia i jakaś radość. I ja sobotnia jestem. Nawet moje włosy są w większym nieładzie i towarzyszy mi jakaś ulga, spokój, wytchnienie i uśmiechające się myśli. Jak dobrze snuć się po domu z resztkami snu na policzkach...

Przez uchylone okno wpadają ptasie ćwierkoty. Otulam się zieloną spokojnością drzew, zatrzymuję myśli kilkoma przeczytanymi stronami książki, zamyślam się wspomnieniami chwil niedawnych z M. Tęsknię dobrą tęsknotą...