RSS
poniedziałek, 28 czerwca 2010
Drobiazgi...
Znowu upalny dzień. Lazur nieba prawie przezroczysty. Czekam na wieczór, kiedy to wyświetli się kolejny zachód słońca, a niebo będzie w tasiemkach liliowych różowości, pomarańczowego złota, pastelowych fioletów i wyrazistego indygo. Zastygam wtedy w oknie i obserwuję ten malowany przez naturę cud...

Festiwal truskawek wciąż u mnie trwa. Naleśniki z truskawkami. Truskawki z jogurtem, ryżem, makaronem. Lody z truskawkami. Truskawki prosto z krzaka. Słodkie, pachnące ogrodem, smakujące słońcem. Objadam się. Mrożę na potem...

Z przyjemnością i prawie jednym tchem przeczytałam "Cukiernię pod Amorem". Lubię rodzinne sagi, te w odcieniach sepii szczególnie. To troszkę staroświecka powieść, napisana gawędziarskim i nieco staromodnym stylem. Przyznaję, że urokliwym. To powieść o kobietach dawniej i dziś, o rodzinnej historii i tajemnicy sprzed lat. Jej urok polega na tym, że pozwala niespiesznie smakować klimat dawnych lat, nastrój dworków szlacheckich, folwarków, niepowtarzalną atmosferę małych miasteczek. Świetnie mi się czytało, szkoda tylko że drugi tom ukaże się dopiero jesienią...

Letnie haiku tworzą mi dziś utwory z płyty "Siesta 4". To taka wędrówka między latem a jesienią, smutkiem a radością, tęsknotą, spełnieniem, smakiem herbaty i oczarowaniem...
sobota, 26 czerwca 2010
A życie spokojnie sobie trwa...


W wazonach mam bukiety kwiatów polnych i ogrodowych. Są piękne, kolorowe, subtelne, układane dłońmi moich wychowanków i pewnie ich mam. Poprosiłam swoich uczniów, by w dniu zakończenia roku szkolnego nie przynosili mi kwiatów, ale by wsparli wpłatami konto na rzecz powodzian. Tak też się stało. A kwiaty też przynieśli, to są moje najcudniejsze bukiety. Jeden z nich na fotografii...

Sobota pełna rytuałów. Najpierw drobne zakupy, rozmowa z ulubioną panią kioskarką, wizyta na ryneczku celem zakupienia pachnących pomidorów i truskawek. Śniadanie, potem kawa na ukwieconym balkonie wśród literek nowego "Zwierciadła" i myśl z pierwszej strony: "Nie biec od jednej myśli do drugiej, powiada Teofanes Pustelnik, ale każdej dać czas, aby zdążyła osiąść w sercu". Zaczynam wakacje, choć przez kilka dni będę jeszcze chodzić do pracy, ale czas wyraźnie zwolnił i myśli również...

Teraz czas herbaty. Zielona sonata rozwijających się listeczków. Wciąż niezwykły zapach powietrza. Niebo się bławaci. Drobiny muzyki wypełniają chwile. I jakoś tak ciepło mi w środku
...
poniedziałek, 21 czerwca 2010
A lato lubię letnie :))
Pierwszy dzień lata prześwietlony słońcem, z pierzastymi chmurami płynącymi leniwie po jasnobłękitnym niebie, w dojrzałej zieleni o odcieniu malachitu i butelki. Jakaś przezroczystość wokół. Na polach między kłosami impresjonistyczne maki, najczerwieńsze, rumianki o żółtych oczach i modre chabry...

Domowy koncert. Miękkie dźwięki, w których wyobraźnią słyszę kumkania żab, granie świerszczy i śpiew słowika. To bardzo pasuje do lata. Otworzyłam balkon dla zapachów. Z radością spoglądam na swoje pelargonie...

Po spotkaniu z M. czuję się szczęśliwa. Tak ładnie się nam dzieje. To był taki dobry czas w bliskości i harmonii. Bardziej domowy był, choć wybraliśmy się na długi spacer do ogrodu. Znowu robiliśmy coś pierwszy raz: obejrzeliśmy mecz :) A potem planowaliśmy nasze wspólne wakacje, czasem trudno mi uwierzyć, że to będą już trzecie...

W pracy coraz bliżej końca. Dziś wypisałam arkusze, jutro wypiszę świadectwa. Nadal uparcie nie zgadzam się na ich drukowanie, wolę wypisać je ręcznie, swoim piórem, używanym raz w roku właśnie do wypisania cenzurek swoim wychowankom. To mój ulubiony, szkolny rytuał...
czwartek, 17 czerwca 2010
Drobiazgi...
Ostatnie dni w wielkim pędzie. Tkwię w sprawach na wczoraj, zapisuję małe karteczki zadaniami na kolejne dni. Czas płynie bardzo szybko, a ja razem z nim. Za kilka dni zaczną się wakacje, wtedy czas zwolni na pewno, postaram się o to...

Lubię czerwcowe wieczory, ich dyskretne ciepło, piękne światło złotem kładące się na wysokich trawach, zaróżowione lekko niebo i symfonię barw, zapachów...

Dom w kwiatach. Bukiet żółtych goździków w pokoju i chabry na kuchennym stole. Melancholijna muzyka i zielona herbata o smaku mandarynki. Przepyszna. Idealna na letni wieczorny czas...

Dziś, kiedy miałam "okienko" w pracy, przeglądałam kolorowe, kobiece czasopismo. Z ciekawością przeczytałam wywiad z Jandą, która ponownie zdecydowała się wystawić spektakl "Biała bluzka"...

Nie lubię białych bluzek. Jednak zawsze mam jedną w szafie. Zmieniał się jej fason, długość rękawa, raz była z kołnierzykiem, raz bez. Bywała klasyczną koszulą, folkową chłopką, miała wstawki albo ascetyczny krój. Biała bluzka wisi w mojej szafie, może właśnie z tego powodu, o którym mówi Janda: " Biała bluzka jest symbolem ułożonego życia. Takiego "odtąd dotąd" jak nazywała je Agnieszka." Coś w tym jest. A Wy lubicie białe bluzki?

I smakuję lato, objadając się truskawkami, tworząc kulinarne wariacje na ich temat. Jutro na cześć M. zrobię sernik na zimno :)
niedziela, 13 czerwca 2010
Jeszcze nie wieczór...
Popołudnie szarym cieniem kreślone. Skrzydła jaskółek niepokojem jakimś znaczą niebo w atramentowych chmurach. I burze są codziennie. Nagłe, intensywne, krótkie. A potem powietrze pachnie tak pięknie i rześko: czerwcem, rozgrzaną ziemią, obfitością kwiatów, ciepłym deszczem...

W niedzielę lubię udawać, że jest sobota. W samotnie spędzane niedziele. M. musiał wyjechać na sympozjum, dlatego nie mogliśmy się spotkać. W oczekiwanie się przyoblekam...

Cichuśko kołują dźwięki. Dziś obsesyjnie słucham płyty "From Billie Holiday to Edith Piaf", dziękując Jazzowej za polecenie jej w swoim blogu. Niezwykle przenikają się światy piosenek tych obu Wielkich. Smutek ciarkami chodzi po plecach. Piękny smutek...

Otwarte mam okno. W zapachu skoszonej trawy, tej wokół mojego bloku, czuję już zapach wakacji. Spragniona ich jestem. Końcówka roku szkolnego męczy najbardziej. Nie lubię tego fabrykowania sprawozdań, samoocen, uzasadnień itp. Lubię prowadzić swoje lekcje, wędrować ścieżkami literatury. Większość ocen już wystawiłam, na szczęście moi uczniowie nadal przychodzą na lekcje, w ostatnim tygodniu pewnie będzie ich niewielu...

Przestrzeń mojego domu rumieni się purpurą piwonii. Pachnie truskawkami...Ładnie czasowi w czerwieni :)
wtorek, 08 czerwca 2010
Wsród pejzaży...
Byłam dziś na spacerze w ogrodzie. Wróciłam dotleniona, oczarowana zapachami. Jak tam teraz cudnie pachnie, czerwcem i zbliżającym się latem. Dzikie róże rozsnuwają swoją słodką woń, jaśminy odurzają tym swoim intensywnym, nieco dziwnym zapachem. Pachną zielenią trawy...

A ileż barw niezwykłych: fiolety i żółcie moich ulubionych irysów, egzotyczne odcienie azalii, pastelowe liliowości orlików, ognista czerwień ogrodowych maków, purpura magnolii, waniliowa biel drzewa chusteczkowego. I piękne światło i prawie bezludność. Wsłuchiwałam się w ptasie piosenki i kumkania żab, rozbawione i radosne. Zanurzałam się w ścieżki, chłonąc malarskość chwil...

I potrzebny był mi ten czas bycia z naturą bliżej, pełniej. Zwolniłam, odetchnęłam. W pracy znowu mieszkam w czasie. W kalendarzu zapisałam dziś na czerwcowe dni wszystkie należy, trzeba, wymagane będzie, koniecznie, obowiązkowo. Znowu atmosfera pełna napięć i złe emocje. Chwilami się rozpadam...

Domowa przestrzeń lirycznieje jazzowymi nutami. Niebo zdobne w leciutką, ledwie zauważalną różowość. Parzę herbatę w dzbanku. Na moich rzęsach przysiada wieczór, przestaję mieszkać w czasie...
poniedziałek, 07 czerwca 2010
Drobiazgi...
Weekendowe chwile pełne słońca były. Pachniało latem i kolorowo mijały dni. Lekko, szczęśliwie, w dobrej bliskości. Jak zwykle za szybko minął ten czas z M. Dziś tęczówki moje błyszczą dobrymi wspomnieniami...

Za oknem niebo w świetlistych witrażach błękitu, pola zdobne w jedwabie maków i krajki bławatków. Na gałęziach kasztanowców widać zalążki kasztanów. Uchylone mam okno, powietrze pełne jest brzęku pszczół i świegotliwych wróbli. Drobiny słońca układają się na słojach podłogi. Chodzę po domu boso. Gdzieś blisko są wakacje...

Dom. Aromat herbaty wiruje z polotem w czasoprzestrzeni i miesza się z kolorami goździków w szklanym wazonie. Mądra filozofia wskazówek zegara. Ciszą owijam słowa. Oddycham zielenią...

Przygotowałam na kolację prawdziwy wiejski twaróg ze szczypiorkiem. Ma prawie taki sam smak jak ten dawny babciny. Swojski, domowy, niezwykły. Lubię proste smaki...
Archiwum
statystyka