RSS
środa, 29 czerwca 2011
Poranki niespiesznością ładne...
Poranek w słonecznym nastroju, pogodny, jasny, wesoły. Kiedy odsłaniałam rolety, mrużyłam oczy przed światłem. Niebo jest w lazurowym odcieniu, świetliste, rozanielone ptasimi koncertami. Czasem kogucie kukuryki wprowadzają dysharmonię...

Czas pachnie kawą. Gdzieś blisko jest Anioł Spokoju. Lekko plączą się dźwięki z siestowej płyty. Powietrze pachnie słońcem i skoszoną trawą. Docierają z oddali odgłosy ulicy...

Zaraz wyjdę do pracy, ale jeszcze przez chwilę pobędę ze swoim domem, zamyślę się kolorami kwiatów w wazonie, przez chwilę potańczę przed lustrem, rzęsy uczernię, dookreślę się kroplą perfum. Na lato wracam do zapachu zielonej herbaty, jest dla mnie idealny...

Dobrego dnia!
poniedziałek, 27 czerwca 2011
Drobiazgi...
Cichy, domowy wieczór, rozleniwiony pachnącym czerwcem. Niebo muśnięte pastelowym różem, a nad niebiesko-zieloną wstążką horyzontu w złotych pomarańczach odchodzi słońce...

Uliczki cichną, w zaułkach cieniami barwy się kołyszą, powietrze stygnie i ptasie piosenki milkną. Roztańczone ćmy unoszą na skrzydłach przeczucie kobaltowego zmierzchu...

Chwila smakuje truskawkami z jogurtem. Chyba się kończy czas truskawek, tak powiedziała kobieta, od której je kupiłam. Nie rozsmakowałam się w nich tego lata...

Przez uchylone okno wkrada się rześki wiatr i wpadają nieznośnie brzęczące pszczoły, zakłócając ciszę...

Nie mam dziś serca dla muzyki...
niedziela, 26 czerwca 2011
Między słowami...
Szare niebo, szare krople na szybie, szara niedziela. Nawet zieleń drzew wydaje się być szarawa. Dziś uwiera mnie ta szarość. Od tej szarości chłodu tyle. Tęsknię za kolorami... 

Za oknem nieruchomy krajobraz, niedzielnie bezludny, odświętny trochę...

Przestawił mi się wewnętrzny zegar i od szóstej już nie śpię. Odmierzam czas misterium drobiazgów, poganiam minuty. Nie jestem świąteczna. Udaję, że nie ma niedzieli...

Zapach kawy się snuje, bo senność jakowaś mnie ogarnia. Przestrzeń złoci słonecznik w wazonie. Davis mi towarzyszy i maślane ciasteczka, które znikają z talerzyka nazbyt szybko. Czytam. Oglądam telewizję. Z przyjemnością obejrzałam nadawaną przed południem "Damę kameliową", a teraz daję się uwodzić dźwiękom i obmyślam chwile na przyszły tydzień, kiedy to pojawi się u mnie M.
piątek, 24 czerwca 2011
Prawie wakacyjnie :)
Obudziły mnie ptaki. Otwartym oknem wchodziły do mojego snu ich ćwierkoty i świergolenia. Wstałam więc, kręcę się po domu, cieszę się zaokiennym słońcem, bo ostatnie dwa dni deszczowe były, smutne gołębiosiwym niebem...

Pożegnanie z moimi trzecioklasistami było niezwykłe. Kiedy wygłosiłam pierwsze zdanie swojego przemówienia, dziewczęta zaczęły szlochać, chłopcy byli uroczyście poważni. Długo się żegnaliśmy, ostatnie rozmowy, ostatnie wspólne zdjęcia, objęcia i uściski. Początki nasze nie były łatwe, obserwując ich w pierwszej klasie, myślałam, że nie uda mi się ich zintegrować, byli z różnych szkół, że będą w tych swoich grupkach, że chłopcy będą sobie, a dziewczęta sobie. A jednak udało się nam zżyć, polubić i być zgraną klasą. I żal, że właśnie teraz muszą odchodzić...

Nie przyjmuję od uczniów prezentów, z zasady, ale nie mogłam nie przyjąć w tym roku. Moi wychowankowie przygotowali dla mnie album ze swoimi i naszymi, klasowymi zdjęciami, obrazującymi nasze trzyletnie bycie razem. Wszystko to okrasili miłymi wpisami wspomnieniowymi. Obiecałam przynieść kiedyś ten album na spotkanie po latach :)

Jeszcze nie czuję, że są wakacje, zresztą następny tydzień będę jeszcze w pracy, ale jestem już spokojniejsza, napięcie opadło...
niedziela, 19 czerwca 2011
W paski :)
Wieczór się zaczął chyba przed chwilą. Szare dziś niebo nasyca się grafitem. Jeszcze nieśmiało, jakby z namysłem, ten grafit jest wąską wstążeczką w liliowej poświacie... 

Zadeszczony dzień. Świat się trochę zmienił po deszczu. Wypiękniał ożywionymi kolorami. Łąki kwitną makowo, rumiankowo, chabrowo i fioletowo, czarują secesją. Powietrze pachnie kwiatami, wilgocią i świeżością. Czerwcowa zieleń jest niezwykła... 

Spokojna ta niedziela. Łagodna jazzowymi snujami, płomykami świec, które rozjaśniają miodowym światłem zaokienną pochmurność...

Objadam się truskawkami ze śmietaną i obiecuję sobie dłużej pojeździć na rowerze :)

Niektóre książki pachną smutkiem i raczej nie mogą być lekturą w samotną niedzielę...

Nie oglądałam opolskiego koncertu poświęconego Ewie Demarczyk, byłam wtedy na szkoleniu. Kilka piosenek znalazłam na YouTube. I choć Demarczyk jest jedyna i niepowtarzalna, to "Tomaszów" w wykonaniu Kingi Preis dotykał serca i duszy...
piątek, 17 czerwca 2011
Drobiazgi...
Ostatnie dni w pędzie, w zmęczeniu. Późne powroty do domu, bo rada, próby z trzecioklasistami, wieczorek pożegnalny. A potem jeszcze arkusze, świadectwa, sprawozdania, zestawienia, samoocena, diagnozy itp. Jeszcze ogarniam wszystko...

Cieszę się piątkowymi minutami, szafirowym niebem za oknem, szumiącą wiatrem kołyską traw, ciszą mojego domu, aromatem herbaty...

Na balkonie wystawiałam twarz do słońca. Patrzyłam na przepływające nad głową chmury. Czułam lekkie muśnięcia wiatru. Zamykałam oczy, porządkowałam myśli, pozwalałam im szeleścić w mojej głowie...

Wieczorne światło łagodnieje, kładzie się na przedmiotach miękkimi cieniami. Otwarte okno. Lekko falująca firanka. Bursztynowo -złote refleksy słońca. Niezwykły zapach powietrza. Zdjęcia Lizbony z tym czymś, co trudne do zdefiniowania, a porusza...

Bose stopy. Rubinowy odcień czerwieni na paznokciach. Zieleńszy kolor tęczówek od myślenia o wakacjach. I, choć się jeszcze nie zaczęły, niech mijają powoli, tak, bym mogła cieszyć się kolorami, smakami i zapachami lata, skupiać się na chwilach, radować się drobiazgami...
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Wieczornych ucieczek urok...
Wieczór spowity miękką poświatą księżyca, w złotym zapachu lip, ja w nastroju do ocalania nocy. Niebo w szafirowych woalkach nieba. Świat pachnie latem i wakacjami. Z tym oczekiwaniem na wakacyjną wolność tak łatwo kochać życie :)

Smak białego wina, słodycz truskawek, Diany Krall aksamitny głos...

Powietrze wchodzące uchylonymi balkonu drzwiami lekko dotyka przyjemnym chłodem. Dzisiejszy dzień pełen był słońc. Rozgrzane powietrze, rozgrzane chodniki. Męcząca suchość i kurz. Na polach makatka chabrów, maków i rumianków. 

Migawki z ostatnich dni: szkolenie przydatne i świetnie poprowadzone, ciekawi ludzie z całej Polski, urokliwy Łowicz, chwile z M. zbyt krótkie. Mało nas ostatnio dla siebie. Codzienność nam ucieka. I tłumaczę sobie, że jeszcze trochę...

Za oknem gwiazd rozmowy, szelesty tajemne w ciemnościach, żab koncert, coś lekkiego w powietrzu...
czwartek, 09 czerwca 2011
Inne światło, inne kolory...
Powietrze wciąż ciepłe, muska skórę, złoci ją nieśmiało. Cisza jasnego nieba zaróżowiona nieco. Otwarte okna. Oddycham lekkim wiatrem. Kwitnące lipy otumaniają zapachem. Po podłodze turlają się dźwięki. Znowu Turnau. "Historia pewnej podróży". Niezwykła podróż przez dźwięki i słowa...

Krajobraz za oknem w szmaragdowej poświacie. Po nocnym deszczu zieleń ożyła, nabrała soczystości, wypiękniała. Lżej dziś oddychać. A jakie zapachy cudne, odświeżone padaniem. Kolorom wrócił blask. Dzikie róże w idealnie dobranych fuksjowych płatkach, czerwone sukienki maków jak u Moneta, wyrazista niebieskość chabrów, purpura peonii...
 
Piję zaparzoną w kubku melisę. Cieszę oczy żółtymi irysami w wazonie. Serce mam rozgrzane myślami i tęsknotą za M. 

Maluję paznokcie kolorem "piasek pustyni". Zadowalam swoją próżność :) Także drewnianymi kolczykami. Tak ładnie się kołyszą :)

Otwarta walizka czeka na spakowanie. Jutro wyjeżdżam na weekendowe szkolenie. I cieszę się na nie. Potrzebuję innego nieba nad głową, innego zapachu powietrza, małej odmiany...

I cieszę się, że niedługo wakacje rozłożą skrzydła...
 
1 , 2
Archiwum
statystyka