RSS
wtorek, 26 czerwca 2012
Drobiazgi...

Powietrze jest chłodne, a świat rozdzwoniony kołatkami deszczowych kropel. Niebo jak namalowane ołówkiem, w fiszbinach chmur, w szarym smutku. Za słońcem tęsknię, za światłem, za ciepłem, za latem prawdziwym...

I choć trochę goni mnie czas, bo jutro kolejna rada i wypada się przygotować, obejrzałam kolejny raz "Jasminum" Kolskiego. To taki ciepły, pachnący film. Brat Zdrówko rewelacyjny, a Gienia urocza i zabawna... 

A teraz muzyka jak z zaułków starej Lizbony, a w niej dźwięki tęsknoty nie wiedzieć za czym...

Czerwone czereśnie. Czereśniowe kolczyki. Bose stopy. Na nadgarstkach dzwoniące bransoletki. Bluzka w musztardowej żółci. Przywoływanie lata...

Czekam na przesyłkę z Dedalusa, zamówiłam kilka kryminałów na wakacje :)

niedziela, 24 czerwca 2012
Letni deszcz jest inny...

Dzień pachnie deszczem. Nie przeszkadza mi to, przez otwarte szeroko okno wchodzi rześkość, krople tańczą. Niebo przekreślone szarym smutkiem, a srebrny deszcz cieniem się kładzie na kolorach lata. Dziś jest taka pogoda, że podobałoby mi się morze i jego niezliczone odmiany szarości, malachitowego błękitu, nasyconego granatu...

Dźwięki turlają się lekkością po chłodzie podłogi. Teraz czas herbaty i smaku marcepanowych czekoladek. Na krawędzi filiżanki przysiadły sprawy drobne. Lubię ten czas przedwieczornej godziny. Lubię w prostokącie okna zielony obraz drzew. Słucham wiatru, milczę paciorkami deszczowych kropel, palę waniliową świeczuszkę. Maleńki jej płomyk staje się złotą obręczą światła...

Minuty takie niespieszne dziś. Niezbyt świąteczne były, bo wypisywałam świadectwa...

Serpentyna myśli. Smutek na wieść o śmierci Magdy. Niedawno obejrzałam film dokumentalny o Jej historii. Taka tam była piękna, dzielna, pełna życia, radości, serdeczna, ludzka, niezwykła, zakochana w życiu. Żal wielki...

sobota, 23 czerwca 2012
I są takie chwile...

Przepadłam na trochę...

Złodzieje słów nie znają cudzysłowów, nie przychodzi im na myśl zapytanie mnie o zgodę na zacytowanie tekstu, po prostu wplatają fragmenty moich notek do swoich blogowych wpisów, lepią z nich wiersze, podpisują swoje fotografie w fotoblogach, zamieszczają na forach. Bardzo łatwo jest znaleźć takie perełki, nie przypuszczałam tylko, że tak tego dużo. Interweniowałam. W niektórych przypadkach skutecznie, w wielu zostałam bez odpowiedzi. Słowa "przepraszam" złodzieje słów nie znają. Na swoje usprawiedliwienie piszą: "wpis mnie zatrzymał, przemówił do mnie". I co z tego? Wpis jest mój i nie życzę sobie, by ktoś go sobie przywłaszczał...

I ciągle nie rozumiem, dlaczego tak robią, po co? I przykre to, i żałosne...

Tymczasem zakwitły lipy i ich cudny zapach snuje się po całej wsi. Brzęczeniem dopowiadają go pszczoły. I lato już jest, tyle że jakoś niezauważalnie przyszło...

Cały tamten tydzień wracałam do domu drogami dłuższymi o narady, zebrania, spotkania zespołów. Wychodziłam z pracy, nie wychodząc z siebie. Ale jeszcze kilka dni, tak niedługo...i zaczną się wakacje...

Kawą pachnie mój świat. Czas gdzieś między wystawionym odkurzaczem, włączoną pralką, dźwiękami radiowego grania. Owijam się w spokój przedpołudnia jak w szal w bardzo zielonym kolorze...

czwartek, 14 czerwca 2012
Drobiazgi...

Zbłękitniało powietrze drobnym deszczem. Popołudnie w ciemnozielonych, wilgotnych cieniach drzew. Tasiemkami wiatru skrzydła liści falują. Łany zbóż purpurowieją makami. Jakaś senność w atmosferze...

Piję kawę, jej aromat przysiada smugą na moich rzęsach. Starannie dobieram myśli. Przypominam sobie wczorajsze szkarłaty wieczornych zórz, słuchając Anny Marii i jej nastrojowej "Sobremesy". Nuciłam, kołysana dźwiękami przymykałam oczy, tańczyłam przed lustrem...

Zadziwiona jestem sama sobą, bo oglądam prawie każdy mecz i poddaję się emocjom. Świat zawęża mi się do tafli telewizora :)

Przez półprzymknięte okna chłód wchodzi, tło matowi...

W wazonie mam ogrodowe goździki amarantowe, leciuteńko zaróżowione. Ładniej mojemu domowi w tych barwach. Lubię słowo dom. Piękniej brzmi niż mieszkanie. Lubię swój dom. I czas domu lubię...

niedziela, 10 czerwca 2012
Aksjomaty...

Cisza, spokój, jasnobłękitne niebo z owieczkami chmurek. Bezmuzycznie, tylko ptasie unisono gdzieś w oddali...

Weekendową wolność celebrowałam z M. Mnożyliśmy dobre chwile. Teraz M. wraca do siebie, a ja uśmiecham się obrazami, okruchami chwil, słowami, emocjami z tego wspólnego, szczęśliwego czasu, który jak zwykle minął za szybko. I wciąż jestem gdzieś między czwartkowym oczekiwaniem na przyjazd M. i dzisiejszym pożegnaniem na peronie...

Naprzeciw siebie ja i niedziela. Pomiędzy nami czas w optymistycznych falbankach myśli...

A teraz westchnienie filiżanki unosi się w powietrzu w aromat herbaty. Popołudnie przytulam do policzka...

Okno przypomina zieloną fotografię. Lato na swych zielonych nogach drobnymi krokami zmierza w moje strony. Nadchodzi czas czerwcowych błogosławieństw kolorami, zapachami i światłem...

Przez uchylone drzwi balkonu wchodzi lekko ciepłe powietrze. Pozwala tęsknić za wczorajszą różowością przedwieczorną, za teatrem zachodzącego słońca, kiedy to miriadami sekund niebo nabierało nowych znaczeń przypudrowanego różu, płomiennej fuksji, cygańskiej czerwieni i złota. A potem grafitowy szal opatulił świat, który milczał zachwytem...

poniedziałek, 04 czerwca 2012
Drobiazgi...

Czerwiec jeszcze zimniejszy niż maj. Błękity rosy po porannym deszczu. Ptasie koncerty takie jakieś w półlocie, w skuleniu. Czerwcowy pejzaż pod zachmurzonym niebem. Źdźbła traw wysokich kołysane wiatrem. Czarny bez przed moim blokiem w waniliowej bieli kwiecia. Pola takie niebiesko-zielone, zarumienione makami...

Balkon lekko uchylony. Rozwibrowane jazzem powietrze. Auguścik, Serafińska, Dudziak. Czarodziejki...

Sączę herbatę w jesiennym kolorze...

A wczoraj chwytał mnie za serce film "Kierowca dla Wiery"...

Wieczór granatowieje, księżycem złotym zalśni tak, że sen zmąci...

sobota, 02 czerwca 2012
Inny zapach powietrza...

Sobotni poranek pachnie kawą i różową wonią piwonii. Radio szemrze, dźwięki lekko opadają w ciszę domu. Patrzę w okno na płynące niebo, na białe, pierzaste obłoki jak z waty cukrowej. Wiatr szaleje, chłodem przeszywa, szarpie zielenią drzew, wiotkie trawy wygina...

Zimny był maj, zimnem czerwiec się zaczyna. Zdumiewa mnie to nazbyt szybkie mijanie dni. Za chwilę wakacje się zaczną. Niedługo spotkamy się z bratem i jego bliskimi, przyjadą się urlopować. A ja cieszę się na czas z Małym...

Wczoraj była rocznica śmierci mojej Mamy. Trzydziesta. Minęło tyle lat, kiedy świat się zawalił, kiedy świat mój umarł, a mnie się wydaje, jakby to było niedawno. I żal mi tych lat osobno, żal tego wszystkiego, co między matką i córką się wydarza. Mam zatrzymane chwile na fotografiach, wspomnienia, pamięć, sny i pustkę, i ona zawsze będzie mimo upływu lat...

Arlekino, dziękuję Ci za słowa, które przyszły do mnie wczoraj...

Archiwum
statystyka