Archiwum
statystyka
RSS
czwartek, 19 czerwca 2014
Drobiazgi...

Niebo nie jest dziś oazą głębokiego i spokojnego błękitu, zmętniało światło. Szary dzień. Korony drzew rozbrzmiewają krzykami ptactwa. Wiatr w trawach szeleści jakoś inaczej...

Leniwe przedpołudnie. Czuję przyjemny chłód wpadającego przez uchylone okno powietrza. Pachną ogrody w bukiecie kolorowych goździków. Piję kawę i do szczęścia potrzeba mi mojego M. Niestety spotkamy się dopiero za tydzień...

Dni jak w kołowrotku: wystawianie ocen, dopytywanie, rada, tworzenie scenariusza pożegnania absolwentów, próby, dekoracja, dokumentacja. Zmęczona jestem, a przede mną jeszcze arkusze do wypełnienia i wypisanie świadectw. Zostawiam to sobie na po niedzieli...

A wczoraj przemiłe spotkanie z moim bratankiem. Nie widzieliśmy się od zimy, od świąt. Mój "jestem już duży ciociu" tulił się, pozwalał na buziaki, pakował się na kolana i buzia mu się nie zamykała. Na piątek jesteśmy umówieni na zabawę w Indian :)

Nowe spodnie mają barwę nieba tuż przed zmrokiem i pięknie komponują się z zieloną bluzką. Cieszę się również z zakupu sandałków w malinowym odcieniu...

Kiedy sięgam po książkę z serii "Proza Świata" wydawnictwa Czarne, nie rozczarowuję się. I tak jest tym razem. Wzruszam się niezwykłą, liryczną opowieścią w "Widzialnym świecie" Slouki...

poniedziałek, 09 czerwca 2014
Czerwcowe nastroje...

Nieznośne są te upały. Powietrze parzy jak meduza, nie ma czym oddychać. O świcie burza wyrwała mnie ze snu, rzęsisty, krótki deszcz przyniósł odrobinę chłodu i uczynił poranek rześkim. Niestety za niedługo znowu było gorąco. W mojej klasie jest jak w saunie, męczymy się z dzieciakami okrutnie :)

Imię szkole nadane, uroczystość odbyła się w piątek. Montaż poetycko- muzyczny wypadł pięknie, trema nie zjadła występujących. Trema mogła zjeść mnie, kiedy czytałam list wystosowany przez Ważną Nieobecną. Czułam, jak drżą mi dłonie, jak policzki mi czerwienieją, na szczęście głos nie zawiódł...

W "Sońce" Karpowicza wrażenie na mnie robi nie tylko opowiadana historia, piękna i okrutna, ale także nawiązanie do realizmu magicznego i język, może nawet przede wszystkim język: niby lakoniczny, oszczędny, a pełen poezji, z wplecionymi słowami białoruskimi, pełen kolorów, podszyty smutkiem...

Byłam dziś na spacerze w ogrodzie. Jak on pachnie jaśminami, różami, peoniami, dzikim bzem, akacjami, jak barwnie wygląda, jak czaruje niebieskością dzwoneczków, fioletem lawendy, różowością chińskich goździków, bielą margerytek. A po ścieżkach zielone żuki drepczą i trzeba uważać, by ich nie zdeptać, bo piękne i błyszczące...

Podobał mi się wczorajszy opolski koncert, z małymi wyjątkami. To były piosenki z "moich" czasów. Miło było je sobie przypomnieć, pośpiewać z wykonawcami...

Dom i Aga Zaryan. Truskawki i woda z miętą i cytryną...

Czekam na chłodek wieczoru, na muzykę żab, na ametystowo- kobaltowe niebo ze złotymi smugami, na rozmowę z M. przed snem...

I do wakacji już bliżej...

poniedziałek, 02 czerwca 2014
Drobiazgi...

Za oknem błękitna fantazja nieba i czerwcowe światło poszerzające przestrzeń. Senne grzywy liści zielonych i upajające zapachy akacji, jaśminu. Balkonowe drzwi otwarte na słońce i zapach skoszonej trawy...

Czerwcowe wieczory są tak rozkosznie piękne: najpierw zakwitają czerwienią, potem różowieją, cichną. Noce zapadają powoli, gwiazdy się rozzłacają nieśmiało, a z oddali żabie koncerty i ptaki rozśpiewane...

Darowane dni. Dni z M. 

A wczoraj rocznica śmierci mamy. Trzydziesta druga. Pielęgnuję pamięć, ocalam ciepłe wspomnienia i wartości, do których się odnosiłam, budując własne życie. Lubię oglądać zdjęcia, myśleć, że miałybyśmy wciąż taką samą dobrą relację, jaką miałyśmy wtedy. Tęsknię niezmiennie za obecnością, za ciepłem, za domem z mamą, za towarzyszeniem sobie w życiu...

Czas pachnie herbatą. A wcześniej objadałam się truskawkami. Za mało w nich słońca, smakowały deszczem :)