RSS
środa, 29 czerwca 2016
Drobiazgi...

Deszcz od rana. Tak równo, rytmicznie pada, dzwoni o parapety. Chłód powietrza i szare niebo. Zaparzyłam przed chwilą kawę w swojej ulubionej filiżance. Delektuję się jej smakiem i głosem Sade...

Dziś jeszcze idę do pracy. Nie oddałam jeszcze dokumentacji przewodniczącej zespołu humanistycznego, nie ze swojej winy. I swoją klasę uporządkuję na wakacje...

"Hardą" Cherezińskiej przeczytałam jednym tchem. Jesienią ukaże się druga część i już się nie mogę doczekać...

W wazonach mam bukiety od uczniów, najwięcej róż. W osobnym stoją te ogrodowe i są piękniejsze od tych z kwiaciarni. Nie tylko mają cudne kolory, przede wszystkim pachną niezwykle, prawdziwie...

Weekendowy czas spędziłam z synem brata. Bardzo miły to był czas. Mały jest gadułą, jest bardzo otwarty, garnie się do pomocy. Zorganizowaliśmy sobie "strefę kibica" na sobotni mecz. Byliśmy na długim spacerze w ogrodzie, graliśmy w piłkarskie karty, oglądaliśmy zdjęcia rodzinne, szczególnie te "ciociu, kiedy mój tata był mały" :)

Niech środa mija nam ładnie :)

środa, 22 czerwca 2016
W kawowym nastroju...

Popołudnie pachnie jaśminem i słoneczną spiekotą. Smakuje właśnie zaparzoną kawą. W powietrzu lekko fruwają wakacyjne fluidy. Jeszcze tylko jutro i w piątek po uroczystym apelu zaczną się oczekiwane wakacje. Nic to, że jeszcze tydzień trzeba będzie spędzić w pracy. Będzie jednak inaczej...

Raduję się wynikiem egzaminu moich uczniów. Osiągnęli średnią wyższą niż średnia krajowa (o 5 punktów procentowych wyższą). Kiedy informuję dyrekcję, że chcę ufundować dziewczynie z najlepszym wynikiem (100%) nagrodę książkową, jedna z pań ważnych rzuca pytanie: Czy to będzie nagroda twojego imienia? Złośliwość jak drobne igiełki dotyka, może nazbyt dotyka. Moja koleżanka, druga polonistka, jedyna, która nie pogratulowała ani uczniom, ani mnie...

A wczoraj wizyta w centrum onkologii. To miejsce, gdzie zatrzymuje się świat. To miejsce, w którym świat boli i uczy pokory, cierpliwości, godzenia się. Bardzo smutne miejsce. Moje wyniki kontrolnych badań nie są złe...

Pola w krajkach maków i chabrów. Pachną lipy i w ich gałązkach trwa hymn pszczelego jestestwa. I zieleni tyle. Przychodzi kolejna paczka z książkami, a w niej kolejny tom opowieści o Zawrociu i Matyldzie. Już czuję niecierpliwości drżenie w koniuszkach palców...

środa, 15 czerwca 2016
Drobiazgi...

Po deszczowych dniach dziś wreszcie słoneczny poranek. Rozświetlone okna mojego domu i błękity nieba. Zapach wczesnego lata. Tego czerwcowego, tego z nutami ogrodowych goździków, róż, łubinów. Tego w secesyjnych irysach i liliach. Tego z wysokimi trawami, ważkami, ptasimi świergotami...

Chwila z aromatem kawy, przed wyjściem do pracy. Lubię te swoje poranki. Lubię wcześniej wstać dla tych chwil. Takich chwil po mojemu spędzonych, z kilkoma nutami muzyki, z zapatrzeniem w okno, niespiesznych, będących motorem do przeżycia reszty dnia...

W pracy kołowrotek, momentami napięta atmosfera, podbieranie sobie dzienników, żeby oceny wpisać, małe awantury, niepotrzebna nerwowość. W tym wszystkim szukam schronienia w swojej klasie. Otwieram szeroko okno i patrzę na zieleń kasztanowej alei, na mozaikę pól, na nieba firanki...

Potem w domu cieszę się spokojem. Nie włączam telewizora. Czytam. Teraz o miejscu, "gdzie zdarzają się małe cuda", o pensjonacie "Magnolia", o dziwnych losach ludzi. I przywołuję wakacje żaglem spódnicy, wachlarzami rzęs, grzechotem bransoletek, barwnymi goździkami w wazonie, lampką białego wina...

Mój bratanek jest już na wakacjach u dziadków, ten weekend spędzimy razem...

Dobrej środy :)

czwartek, 09 czerwca 2016
Ku pamięci :)

Zapach truskawek. Dostarczona paczka z książkami. Słońce pląsające po słojach podłogi. Cisza mojego domu i zapach kawy...

Czerwiec raczy upałami. Przekwita mój ulubiony czarny bez, kończy się czas piwonii, pierwsze róże uwodzą swoim zapachem. Dni są tak uroczo długie. Wieczory przychodzą leniwie, rozlewają się odcieniami błękitów, pastelowych pomarańczy, jasnego złota i delikatnych jak muślin różowości...

Pięć dni spędziłam u brata. Byłam na komunii bratanka. Wzruszająca i skromna to była uroczystość. Dzieciaczki w albach, dekoracja bez przepychu, proste i ciepłe słowa kazania do dzieci, oprawa muzyczna wspaniała. Dźwięki skrzypiec, klarnetu, gitary w powietrzu trwały, łącząc się z organami i śpiewem uczestników uroczystości. A Mały bardzo przejęty, poważny i radosny. A ja, widząc go takim, wzruszyłam się baaaardzo...

Te kilka dni, tam u nich, w szwedzkiej przestrzeni pozwoliły mi cudnie się poczuć. Miałam wrażenie, że już jestem na wakacjach. Nie myślałam o pracy, o tym, że końcówka roku szkolnego przede mną. Cieszyłam się widokami, kawą na tarasie, stąpaniem boso po trawie, spacerami nad wodą, rodzinnym czasem, zabawami i rozmowami z Małym. I nawet podróż nie była męcząca...

Czwartkowy czas mija mi domowo...

Archiwum
statystyka