RSS
środa, 22 lipca 2009
Drobiazgi...

Ostatnie dni spędziłam u wujostwa. Lubię tam być. Jest mi tam jak u siebie. To był czas dobrych rozmów, śmiechu, kilkukilometrowego spaceru wśród łąk i pól, wieczornego zamyślenia w przydomowej altanie oplecionej zielonością liści jakowyś, milczenia na cmentarzu przy grobie mamy. To był także czas smaków i zapachów: maliny rwane prosto z krzaka, wiśnie rwane prosto z drzewa, pomidory z bazylią, drożdżowe ciasto z wiśniami, pieczona cukinia, zielona fasolka, papierówki...

Popołudniami zasiadałam na schodach ganku i wzrok zatapiałam w pastelowych różowościach kwitnących hortensji, porządkowałam myśli, wysyłałam priorytetowe latawce do M. Potem przychodziła ciocia z lekko schłodzonym białym winem, rozprawiałyśmy o bliskim ślubie ciocinej córki, a mojej prawie siostry...

Wieczorami przychodziła tęsknota za obecnością M. Bez niego świat wydaje się być uboższy...

Dziś już dom. Cisza. Błękit nieba za oknem strojny w kryzy białych obłoków. Uchylone okno, dotyk chłodnego powietrza, kolorowe czasopismo, rubinowy smak czereśni, intensywne kolory cynii w szklanym wazonie, bo ja lubię widzieć łodygi zanurzone w wodzie, orzeźwiający smak zielonej herbaty...spokój... pogodne odliczanie dni do sobotniego spotkania z M.

sobota, 18 lipca 2009
Jesiennie...

Poranek był wypełniony szumem deszczu za oknem i odgłosami burzy. Wiatr szalał listopadowo tak i krople deszczu dzwoniły o szyby jesiennie. Po kilku słonecznych dniach niebo dziś zarysowane szarościami. I jakaś jesienna melancholia rozplata swe warkocze...

Krzątam się sobotnio: ładzę Samotnię, piorę, ratuję pelargonie utargane burzą, podczytuję WO, oswajam smak nowych herbat, wędruję myślami...

I wciąż czekam...na literki, na dźwięk telefonu, na wspólny czas, na wyjazd wakacyjny...

I szukam sobie miejsca dziś. Dziś źle być czekaniem...

poniedziałek, 13 lipca 2009
Domowo...

Liryczna lekkość popołudnia, ciepłe powietrze wchodzące przez otwarte drzwi balkonu, chłodny smak sorbetu truskawkowego, czerwień gladioli od M., światło bardziej błękitne niż białe, zaokienny świat mieni się słońca blaskiem...

Domowo mi jest i spokojnie. Drobiny ciszy mieszają się z zaokiennymi dźwiękami ptasich piosenek, psich szczekań, dalekimi odgłosami przejeżdżających aut. Znowu czytam. Historię opowiedzianą w "Pływaku" odbieram jakoś bardzo osobiście. To opowieść nie tylko o dzieciństwie na Węgrzech, ale także opowieść o opuszczeniu, tęsknocie, samotności, poszukiwaniu domu i niezwykłej więzi narratorki z bratem...

Lipiec mija powoli. Zachwyca kolorami dojrzewających zbóż z wplecionymi weń makami, chabrami i rumiankami, soczystością zieleni, smakami ogrodowych warzyw i owoców, zapachem wieczorów i wieczornymi koncertami żab i świerszczy...

piątek, 03 lipca 2009
Drobiazgi...

Południowa pora mija w słonecznym rytmie. Jest coś miękkiego w zaokiennym pejzażu: błękit nieba, senne, waniliowe obłoki, spokojna zieleń drzew, błogostan traw. Chwile zawieszone w czasie, zatrzymane. Powolnie krzątam się po domu. Piorę, wieszam pranie na balkonie, dbam o moje pelergonie, czytam, tęsknię za M., znajduję mnóstwo rzeczy do nicnierobienia :)

Ostatnie dni przyniosły mi obecność Małego i radość ze wspólnych zabaw, harców, spacerów, rozmów. Martwię się, że jest niejadkiem. Cieszy mnie, że ładnie mówi, jest samodzielny bardzo, ruchliwy, ciekawy świata, grzeczny. Ma taki miły głosik...O poranku przychodził do mojej sypialni i obwieszczał: "to ja jesiem". Brakuje mi go...

Cytrynowa gladiola w szklanym wazonie, zapach różanej zielonej herbaty, opowiadania Dehnela, kołysana lekkim wiatrem firanka, zapach lip...

Wysyłam ciepło myśli i otuchę pewnej małej dziewczynce i proszę jej Anioła Stróża, by był blisko niej...

Archiwum
statystyka