RSS
środa, 27 lipca 2011
Drobiazgi...
Szare niebo w oczekiwaniu na deszcz. Niespokojne ptaki. Jesienne ptaki na chwilę przed odlotem. Matowe powietrze. Pociemniała zieleń...

W ostatnich dniach nieciekawe wiadomości, rozczarowanie i żal, ale i nadziei trochę...

Smutkom zapalam świeczki i świeczuszki. Rozjaśniam dom bursztynowym światłem. Kupiona dziś w Miasteczku koralowa gladiola przecudnie wygląda w zielonej, wysmukłej butelce. Mam kolekcję takich butelek w różnych odcieniach zieleni i granatu...

Zaczyna kapać za oknem. Takie niebieskawe to padanie...

Znowu szykuję się do podróży. Ważę walizkę, dokładam, odkładam...

Chwila jest psalmem zielonej herbaty, ciszą domu, oderwaniem się od czytanej książki. Słowa jakich książek towarzyszą Wam tego lata? Napiszcie, proszę :)
poniedziałek, 25 lipca 2011
A tymczasem...
Znowu słońce świeci, niebo się bławaci. W kolory dnia wplatam pastelowe barwy hortensji i czerwień jarzębin. Trwa czas żniw...

Trochę nie było mnie tu. Zadomowiona byłam w byciu we dwoje. Tak inne są wieczory, noce i ranki, kiedy nie jest się z sobą tylko. Barwniejsze, jaśniejsze, bogatsze. Lubię codzienność z M. Lubię naszą bliskość. Lubię ten nasz czas, jakby czas nie istniał. Dziś oswajam samość. Samotne śniadanie. Samotne delektowanie się poranną kawą. Jakoś brak mi spojrzeń, słów, ciepłych gestów, tego samego, nawet deszczowego, nieba nad głową...

W kuchni parzy się herbata. Drobiny muzyki wypełniają chwile. Siedzę tuż przy oknie. Z bosymi stopami siedzę. Podłoga przyjemnie dotyka lekkim chłodem. Spoglądam na skąpany w słońcu krajobraz. Piękne światło. Piękny bezruch...

Popołudniowy czas. Ulubiona pora. Gdzieś między przeczucie wieczoru. Czekam na uciekające za horyzont słońce w akwareli barw, na świerszcza nuty smutne smutkiem akceptowanym i potrzebnym...

Zaskakuje mnie data. To już koniec lipca. Jakże szybko minął pierwszy miesiąc wakacji...
wtorek, 19 lipca 2011
Drobiazgi...
Po wczorajszym deszczu kolory nabrały soczystości i rześkości. Za oknem kryształ jasnego nieba z idealną kaligrafią kilku ptasich skrzydeł. Wakacyjny czas płynie powoli. Nawlekam koraliki wakacyjnych chwil i drobnostek...

Leniwe popołudnie. Firanka falująca lekkim wiaterkiem. Dolatujący z kuchni zapach bazylii przygotowanej do mrożenia. Drobiny słońca pląsające na słojach podłogi...

Czajnik wygwizdał gotowość do czasu kawy. Smuga aromatu nad bolesławiecką filiżanką i waniliowe lody...

Kupiłam sobie goździki w cudnym ametystowym kolorze i "Piątą kobietę" Mankella. Czyta się świetnie. To moje pierwsze książkowe spotkanie z Wallanderem, wcześniej oglądałam filmy na podstawie prozy Mankella...

W moim domu kołyszą się dźwięki z odsłuchiwanych płyt. Co kilka chwil na kilka chwil jestem tylko tymi dźwiękami. A za kilka godzin M. przybędzie :)
niedziela, 17 lipca 2011
Powroty i pożegnania...
Kilka godzin na promie, potem nocna jazda autem brata, który ze swoimi przyjechał się urlopować. Miedzianozłota kula księżyca w kotarach nieba, znikająca raz po raz za drzewami. Muzyka z radia. Światła samochodów na autostradzie. Niecierpliwość i zmęczenie Małego. Odliczanie kilometrów. Zagadki i słowne gry, żeby czas mijał szybciej...

Najmilszym etapem podróży jest powrót do domu. Dopiero dziś rozpakowałam walizkę, przywróciłam rzeczom ich miejsce, podlałam kwiaty, wietrzę mieszkanie...

Kawa w ulubionej filiżance, cisza domu, mój kawałek nieba za oknem. Tak, tęskniłam...

Nie mogą mi wyjść z głowy myśli o Jazzowej. Trudno jest pisać o kimś, kto odszedł nagle. Słowa wydają się banalne, zbyt płaskie. A jednak mam taką potrzebę, żeby zapisać słów kilka. Kilka lat czytałyśmy swoje blogi, te pierwsze i te kolejne. Tylko tak się "znałyśmy". Z niecierpliwością czekałam na nowe wpisy, wracałam do tych już przeczytanych. Dobrze mi było w jazzowym kącie, w jazzowym otuleniu. Jazzowa potrafiła pięknie inspirować, wyciszać i czarować dźwiękami, ale także słowami. Każdy wpis był ciekawą opowieścią, niezwykłą gawędą o codzienności z muzyką w tle. A pisała o niej pięknie, z pasją, barwnym, pełnym neologizmów językiem, z namiętnością, wrażliwie, ciepło, sympatycznie. Podziwiałam Ją za otwartość i odwagę, kiedy zaczęła pisać o swojej chorobie. Kibicowałam Jej, wierzyłam, że wszystko będzie dobrze, że się uda. Tak, mój świat umarł trochę...
wtorek, 12 lipca 2011
Pocztówka...
Zmienna pogoda. Po deszczu słońce i barwna tęcza. Las. Spacerujące jeże i wścibskie sroki. Zjawiskowe kolory morza. Pastwiska w kwiatach. Drewniane bajkowe domki...

Właśnie wróciliśmy ze spaceru. Uczymy się nawzajem: ja mojego bratanka wymowy "er", on mnie szwedzkich słów. Śmieje się, kiedy mi nie wychodzi, pociesza, że przecież mnie nauczy. Po dziecięcemu ufny, ciekawy świata, rozmowny, radosny, trochę nieśmiały, z nieodłącznym mieczem i rowerem. Gramy w piłkę, konstruujemy pojazdy z klocków lego, okupujemy place zabaw. Staram się być dobrym towarzyszem zabaw, ale jestem też przesadnie ostrożna, zatroskana, taka kwoka :)

Wieczorami odpoczywam. Cieszę się spokojem tarasu, bliskością brzóz, lekturą "Hiszpańskiego smyczka", rozmową z bratem i bratową, smakiem wina, wieczorami pełnymi światła...

Telefony M. obłaskawiają nieco tęsknotę...

Pozdrawiam najserdeczniej wszystkich tu zaglądających...
czwartek, 07 lipca 2011
Rzeczywistość wymaga, by o tym napisać :)
Błękitnym niebem wędrują barankowe obłoki. Młode bociany z gracją ćwiczą latanie. Słońce złoci powietrze. A ja celebruję czas przed podróżą. Zasłuchuję się jazzem. Stańko, Komeda, Warska. Dopakowuję walizkę. Dokładam, wykładam, minimalizuję rzeczy niezbędne. Książki redukuję do dwóch koniecznych. Pakuję prezenty, przewiązuję wstążkami serdeczności...

Dom ogarnięty. Kwiaty podlane. Zapasowy klucz u sąsiadki....

Za kilka godzin wyruszę w podróż do brata. Już nie mogę się doczekać. Najbardziej czasu z bratankiem. Lubię tam być. Lubię skandynawskie krajobrazy, skaliste wybrzeże, barwy morza, spokojne kolory pejzażu, bliskość białokorych drzew, wrzosy, zapachy lasu...

Zatem do poczytania po powrocie :)
środa, 06 lipca 2011
Chwilka...
Powoli, drobnymi krokami zbliża się wieczór. Zaplątana w muzykę zatapiam się w barwy nieba. Śledzę to nieuchwytne przechodzenie dnia w wieczór a potem noc. Kaskada kolorów, od ledwie zauważalnego różu, poprzez kilka ametystowych smug, intensywną czerwień, po różne odcienie niebieskości, chabrów, szafirów, aż po czerń potem...

Dziś na ryneczku kupiłam cynie w malinowym kolorze, ładnie im w szklanym wazonie, ładnie im w bursztynowym świetle odchodzącego słońca. Ive Mendes mi śpiewa, pachnie bazylia w sałatce z pomidorów, przez uchylone okno wchodzi powietrze i ptasie świergolenie. Lekko uchylam furtkę tęsknoty za M. 

Trwa moje wakacyjne lenistwo. Wszystko robię niespiesznie. Dotykam minut, by cieszyć się dniami. I tak sobie myślę, że to moje delektowanie się drobiazgami, spokojem, to przecież nie jest ucieczka od świata ani tym bardziej od siebie. Przeciwnie, dzięki temu czuję, że mocno przynależę do "tu i teraz"...
poniedziałek, 04 lipca 2011
Pokój pełen deszczu...
Dziś mam ochotę rozliczyć niebo z najdrobniejszej nawet kropli deszczu. Padało w nocy i poranek też pluszcze deszczami. Tak jesiennie jest, tak popielato i matowo...

W niedzielę taka aura sprawiała przyjemność. Pozwalała dzień przeżyć w miodowym świetle lampy, w cieple polarowego pledu, w aromatach herbat. Pozwalała zatracić się w światach czytanych książek, w dźwiękach piosenek, które idealnie splatały się z zaokienną deszczową symfonią. I nawet samotność była znośna, bo samotność i deszcz tak dobrze do siebie pasują...

Dziś chciałam słońca. Rozpogodzonego nieba filtrowanego światłem. Jasności przetaczającej się przez zielone łąki i kolory kwiatów. Niestety dachem świata biegnie deszcz...

Rozpogadzam poranek aromatem kawy w ulubionej filiżance. Senność dnia energetyzuję radiowym graniem. Otwieram okno, chłód spaceruje po podłodze...

Za chwilę wyjdę po sprawunki z parasolem w deszcz. Myśli uwiję w uperlonych deszczem koronach drzew... 
 
1 , 2
Archiwum
statystyka