RSS
poniedziałek, 30 lipca 2012
Po prostu...

Lubię późne wieczory. Wieczory z ulotnością mijającego dnia gdzieś pod powieką, z szeptem muzyki,  z ciszą zaokienną, z myślami uładzonymi, z turlającymi się gdzieś po podłodze drobinkami snu. Ocalam czas od niebytu, od snu...

Piosenki Jonasza Kofty. Niedzisiejsze słowa, niezwykli wykonawcy i "zamyśleń nagłych" szelest, bo "trzeba marzyć"...

Dobry dzień. Dzień spędzony z bratem, bratową i Małym. Zabawa w "nożyce, kamień, papier", gra w domino, rozmowa na temat oszukiwania i przegrywania, dziecięce łzy, układanie wyrazów, liczenie do stu :) To był taki pełen ciepła czas...

Mrok się sączy grafitowym cieniem, światło lampki rozwiesiło swój bezpieczny płaszcz w ciepłym miodowym odcieniu. Gdzieś między jedną filiżanką herbaty a drugą na krawędzi nocy przysiadła złota poświata księżyca...

Otwarte okno, srebrzysty chłodek po niespodziewanym deszczu i ten specyficzny zapach unoszący się w powietrzu, zapach ziemi rozgrzanej lipcowym słońcem...

Dziś tęsknię za czymś, czego nie ma...

sobota, 28 lipca 2012
Drobiazgi...

Ostatnie dni słoneczne, nazbyt upalne, rozedrgane gorącem. Temperatury takie nie dla mnie, bo ja wolę umiarkowane ciepło, dlatego do popołudnia zasłaniam najbardziej rozsłonecznione okna, szukam cienia i jeśli nie muszę, nie wychodzę z domu...

Kolory i smaki soboty: złociste pola, turkot kombajnów, dalekie odgłosy burzy, perłowe niebo z przeczuciem deszczu, niespokojne jaskółki, na obiad placki z cukinii, książki, gazety, mała kawka z migdałowym likierem, nastrojowy jazz, gladiole w koralowym odcieniu, moje bose stopy, długa spódnica jak mgiełka, skóra muśnięta leciuteńkim ciepłym brązem...

Wieczorami przybywa księżyca. Świerszczowymi nutami nasącza się chabrowe niebo, a świat tak pięknie pachnie o zmierzchu...

Mam na biurku czarno-białą fotografię. Na niej moi piękni, młodzi rodzice, prawie roczny brat na kolanach ojca i ja prawie pięcioletnia. Lubię czas zatrzymany na tym zdjęciu. Zawsze patrzę na nie z czułością, a czasem mi rzewnie...

Jakaś lekkość w sercu po dniach w milczeniu...

Tak trochę świat do mnie nie dociera, chociaż wczoraj obejrzałam, nie do końca, ceremonię otwarcia igrzysk...

poniedziałek, 23 lipca 2012
"A zostanie tylko morze i wiatr..."

Decyzja o wyjeździe nad morze była spontaniczna, wybraliśmy miejscowość, znaleźliśmy pokój i w czwartek o świcie wyruszyliśmy. Zdecydowaliśmy się na maleńki Łukęcin i jak się okazało, to była bardzo dobra decyzja. Nie za dużo ludzi, cichutko, kameralnie niemalże. I nie było upalnie, ale tak wolimy...

Do morza trzeba było dojść leśną ścieżką. Las nam więc pachniał igliwiem, żywicą, mchami. Między drzewami migotało morze, które miało kolor szampana, niebieściło się, przybierało zielonkawe odcienie, złociło się i różowiało. I było takie moje: bardziej jesienne niż letnie :)

I dobry i piękny to był czas. Zielony kamyk znaleziony na szczęście, białe grzywy fal, niespokojne morze, słone powietrze i wiatr we włosach, zimna woda i ciepły, nagrzany słońcem piasek. Mandale kamieni na plaży, piaskowe zamki, kilometrowe spacery, chmury jak malowane, zjawiskowe zachody słońca. Smakowite ryby, bursztynowy kolor piwa, muzyka pianina, skrzypiec i gitary "Pod strzechą". Wycieczki do Kołobrzegu, Kamienia i Pobierowa, które mnie rozczarowało, bo to pamiętane sprzed kilku lat zupełnie inne było...

Nacieszyliśmy się widokami, szumem morza, czasem bez czasu i wróciliśmy. A dziś już dom, pranie na balkonie schnie, wracają upały i jakoś tak trudno uwierzyć, że mija pierwszy miesiąc wakacji :)

wtorek, 17 lipca 2012
Wciąż drobiazgi...

Gra szarości i chwilowego słońca, gra światła i kłębków chmur, z których co jakiś czas deszcz pada. Smutny spektakl. Za moim oknem młode jaskółki uczą się latać, wiatr plącze im skrzydła. Lato się miesza z jesienią. Ciemnej zieleni potrzeba przełamania refleksami słonecznych promieni...

Dom zaplątany w muzykę Trójkową, dziś dzień polski...

A wczorajszy dzień spędziłam z moimi bliskimi u rodziców bratowej. Na szczęście pogoda dopisała i mogliśmy się wybrać nad staw, a tam zapach wody i trzcin, ważek smukłość niebiesko-zielona, świerszczowe melodie, kolorowe łąkowe kwiatki. I łowiłam ryby z Małym, właściwie to moczyłam wędkę :) I graliśmy w piłkę, słuchaliśmy szemrania traw, brzęczenia owadów, prosiliśmy biedronki, by leciały do nieba, bawiliśmy się w berka i "Raz, dwa, trzy Baba Jaga patrzy". Dobry dzień, dobre chwile. Takie do ocalenia...

Czyż zielona fasolka z masełkiem i tartą bułką to nie poezja? A bób? A zupa z młodych jarzyn? A małosolne ogórki? A cukinia? Cudne smaki...

Pąsowe gladiole w wazonie, herbata z krążkiem cytryny, wiatr wpadający uchylonym oknem i wygładzający firanki...

I smak czekania, bo M. przybywa dziś :)

czwartek, 12 lipca 2012
Drobiazgi...

Znowu świat po burzy, niebo jak grecka bogini, kamienne i posągowe. A świat pachnie. Oj, jak pachnie cudnie...

Od wczoraj w mojej Samotni dźwięki z płyt "Muzyka Świata" pana Kydryńskiego, "muzyka na zachody słońca i szczęśliwe noce miłości". Piękna muzyka smakująca wiatrem, piaskiem słonecznych plaż, pachnąca rześkim powietrzem. Magiczne płyty. Nastrajają do marzeń, wyrównują oddech, oswajają melancholię, smakują jak pierwsza kawa. Oczarowują...

Lipiec mam we włosach, potoki lipcowego światła, wreszcie rozświerszczone wieczory, niesamowite rozgwieżdżone niebo...

Zakupiłam "Pasję według św. Hanki" Anny Janko. Czy ma w sobie coś z niezwykłości "Dziewczyny z zapałkami"?

Jeszcze pojedyncze dni, ale za niedługo będziemy już z M. się wakacjować. Póki co zaliczyłam mecz z bratankiem i innymi maluchami, które znalazły się na boisku. Stałam na bramce :) Doświadczyłam łez jednej i drugiej drużyny z powodu remisu. Swoją drogą to chyba źle, kiedy sześciolatki tak mocno rywalizują i mają parcie na zwycięstwo?

Koją mnie aromaty zielonych herbat, pomarańczowe lilie w wazonie, dźwięki ciepłej bossa novy, wegetariańskie obiady, maliny z jogurtem, brzoskwinie...

Wieczorami delektuję się półcieniami, karmię kolorami gasnącego nieba i mam nieco kosmate myśli :)

poniedziałek, 09 lipca 2012
Czas składam w słowa...

Wczoraj wielka ulewa, kolejna burza i niebo w zygzakach błyskawic. Patrzyłam na to niepowtarzalne światło (każda burza jest inna) z jakimś lękiem pod naskórkiem...

Ptaki budzą się teraz tak wcześnie, a zaraz potem budzę się ja. Otwartym oknem wchodzą w mój sen ich świergoty, szmery budzącego się świata, odgłosy ulicy nie tak bliskiej, aromat nocnego deszczu...

Dni dojrzewają latem. Lipcowa ballada trwa, w krajkach kolorów, w nitkach zapachów. Czas ma inną długość. Czas na dokładne bycie...

A za oknem zieleń szeleści, niebo zapisane błękitem. I to lśnienie cudne, i szczypta wiatru zaplątana we włosy...

Roztęskniły mi się dłonie. Roztańczyły myśli...

sobota, 07 lipca 2012
Drobiazgi...

Świat obmyty porannym deszczem. Świat w chłodnej sukience powietrza. Szare niebo przegląda się w kałużach i kontempluje ich tajemny, podwodny świat. Na szybach, umytych wczoraj, mozaika drobnych deszczowych kropel. Czy zawsze tak musi być, że kiedy umyję okna, pada deszcz?

Zaokienny krajobraz tonie w zieleni traw. Kopuły drzew wyglądają jak wielkie parasole. A margerytki na klombie w słonecznym uśmiechu...

Powolny poranek. Ładne myśli w głowie, podszyte oczekiwaniem, bo brat ze swoimi już w drodze...

Teraz jestem ciszą, wsłuchuję się w melodię padającego deszczu. W kieszeni dnia układam róże w seledynowym odcieniu, aromat kawy, słowa czytanej "Piaskowej Góry" J.Bator, kolor gorzkiej czekolady...

Cieszę się, że trwa festiwal malin :) Objadam się nimi...

czwartek, 05 lipca 2012
Przy kawie...

W sprawach pogody bez zmian. Srebrny deszcz pokapuje, mży. Jedyny pozytyw to moje włosy poskręcane od nadmiaru wilgoci, tworzące pozorny, lubiany przeze mnie nieład. Powietrze pachnie deszczem, świat taki pomiędzy latem a jesienią, niebo przekreślone szarawym smutkiem...

Moje wakacyjne lenistwo trwa. Później idę spać, później wstaję. Czytam, oglądam zaległe filmy, wczoraj "Volver" ze zjawiskowo piękną Penelope Cruz. A film urzekał mnie feerią barw, pięknem zdjęć, światem kobiet, uciekaniem od dosłowności...

Śpiewa mi właśnie Ive Mendes, pachnie kawa...

I zaraz się ubiorę, i każdą rzęsę uczernię, rozetrę kroplę perfum i wybiorę się na ryneczek kupić pomidory, cukinię, cebulę. Lipcowe ogrody mają tyle dobrego w sobie...

 
1 , 2
Archiwum
statystyka