RSS
niedziela, 29 lipca 2018
Drobiazgi...

Domowa niedziela. Wreszcie odrobina chłodu po wczorajszym nocnym deszczu. W wazonie nadal koralowa giadiola, a na balkonie pełnia czerwni moich pelargonii, które po deszczu jakoś tak wypiękniały...

Smutny ten weekend. Wczoraj umarła Kora. Była dla mnie ważna kiedyś, w młodości. Lubiłam piosenki Maanamu. Lubiłam jej styl ubierania. Pamiętam, miałam w internackim pokoju powieszony plakat z jej podobizną. Miała czarne usta i czarne pazkokcie, zamotany szal na włosach, wyglądała szałowo, ekscentrycznie. Ten plakat gorszył wychowawczynię, ilekroć wchodziła do naszego pokoju, kazała mi go zdjąć. Broniłam tego plakatu jak niepodległości :) A dziś podano, że nie żyje Tomasz Stańko. On był ikoną uwielbianego przeze mnie jazzu. I grał tak, jakby trąbkę z księżycem pomylił. Żal, tak zwyczajnie, po ludzku żal...

Kawa ma zapach lekko czekoladowy. Jem lody waniliowo-wiśniowe, bo w wakacje trzeba się bawić i jeść lody, jak mawiał dawniej mój Mały wtedy bratanek. Nie bawię się, ale lody lubię :) 

Jutro wybieram się w odwiedziny do wujostwa. Tak dawno nie byłam i cieszę się na czas, który tam spędzę...

wtorek, 24 lipca 2018
Świetliście...

Koralowa gladiola w wazonie, placki cukiniowo-ziemniaczane na obiad, po wizycie u fryzjera odświeżony kolor włosów, nowy numer "Pani" z ładną, wakacyjną okładką. To drobiazgi z dziś...

Granatowa lniana sukienka o kroju literki A jest idealna na upały- przewiewna, powiewająca wokół kolan. Z etnicznymi koralami wygląda stylowo :) A tak nie byłam przekonana do jej kupna...

Popołudniową porą zawężam świat do przestrzeni mojego balkonu. Słońce nie jest już tak intensywne, więc te chwile na balkonie są przyjemnością. Czerwienią się pelargonie, petunia fioletowymi dzwonkami ładnie się prezentuje w wiklinowym koszu. Rozkładam leżak, chłodzę się lampką białego wina, zapadam w historię opowiadaną przez S.Krzemińskiego w książce "Drogi do wolności". Ponoć jesienią ma być serial na jej podstawie. Nie wiedziałam tego, kupując ten pierwszy tom...

Wspominam czas spędzony z bratankiem i cieszę się, że chciał go spędzić ze mną...

Niebo jest dziś tak błękitne...

poniedziałek, 23 lipca 2018
Drobiazgi...

Popołudnie smakuje lodami bakaliowymi. Jest w błękitnej sukience nieba. Słońce przetacza się po pożółkłych trawach, pozłocie zbóż, kwiatach, którym brakuje wody. A na przyblokowej rabacie zakwitły pierwsze dalie i cynie barwne...

W domu cisza. Nasiąkam nią, bo po tygodniowym pobycie w stolicy właśnie tej ciszy potrzebuję. Byłam z bratankiem u M. To był udany czas. Zwiedzaliśmy Warszawę, spacerowaliśmy uliczkami malowniczymi, odpoczywaliśmy w pięknych parkach i ogrodach, oczywiście najdłużej byliśmy w moich ulubionych Łazienkach, w których to M. urządził nam grę terenową. Bratanek jest wielbicielem nowoczesności w postaci aplikacji w swoim telefonie, ale tylko raz mogliśmy go użyć, by znaleźć wskazane nam miejsce. Był nieco zawiedziony :)

A dziś już dom. Pranie suszące się na balkonie, ratowanie balkonowych kwiatów, przywracanie domowi ładu, zapach wegetariańskiego leczo, wertowanie czasopism, smarowanie nosa nazbyt opalonego...

Mija to lato nazbyt szybko, intensywnie w tym roku. Udało mi się zamknąć trochę tego lata w słoikach. Zrobiłam ogórki i kilkanaście słoików sałatek. Dziś zamierzam poczytać coś z paczki, po którą zaraz pójdę na pocztę...

niedziela, 15 lipca 2018
Pocztówki...

Było pięknie. M. tak wspaniale wszystko zorganizował i zaplanował. Dwa dni spędziliśmy w Wiedniu. To był nasz kolejny pobyt, dlatego skupiliśmy się na tym, czego nie zdążyliśmy zobaczyć poprzednim razem. Były więc wędrówki śladami gotyku, secesji, Sisi i współczesności. Podziwialiśmy prace mistrza wiedeńskiej secesji- Otto Wagnera. Okazało sie, że spalarnia śmieci może być arcydziełem, jeśli zaprojektował ją Hundertwasser. Piekny, jak z bajki, jest dom Hundertwasserhaus. I odbyliśmy spacer po ogrodach i komnatach Schonbrunnu. Wiedeń hołubi cesarzową Sisi, a ona nie lubiła ani Wiednia, ani wiedeńczyków, ale tu chyba przeważają kwestie finansowe, bo pamiątki z Sisi cieszą się ogromnym powodzeniem. Nawet ja nabyłam magnes z jej wizerunkiem :) Oczywiście obowiązkowo musiała być kawa po wiedeńsku i tort Sachera :) 

Odwiedziliśmy też Salzburg- miasto Mozarta. To ulubiony kompozytor M., więc byliśmy w miejscach, nad którymi unosił się duch Geniusza. Podziwialiśmy też urokliwe salzburskie uliczki. To miasto niezwykłe, zbudowane między skałami, dlatego tak bardzo malownicze. W ogrodach Mirabell, jak za czasów Mozarta, koncertowali muzycy. Natrafiliśmy także na pomnik Papageno i niemal słyszeliśmy czarodziejskie dzwonki tego łowcy ptaków. A lody, które smakowały wyśmienicie, nazywały się Mozart :)

Kolejne dni to już Alpy Bawarskie. Majestat gór, malownicze widoki, łąki pełne kwiatów i krów z dzwonkami, których melodia niosła się hen. I wędrówki szlakami. I żadne zdjęcie nie odda piękna podziwianych widoków. I śniadanie na wysokości prawie 2000 metrów. I strome urwiska, przepaście, długie schodzenie. I Berchtengaden takie ichnie Zakopane z widokami cudnymi, domkami jak z piernika. Malownicza trasa stateczkiem po jeziorze Konigsee, klasztor św. Bartłomieja. I szlak nad jeziorem Thumsee z wodą o szmaragdowym odcieniu. I zapach lasu. I bawarskie malowane elewacje domów. I smaki potraw. I koncert w rotundzie uzdrowiskowej, rewelacyjny występ salzburskich muzyków. I świetny pensjonat, a w nim taras z widokiem na góry...

Zapisuję. Ocalam. Do pełni relacji dodam jeszcze to, że miałam kryzysy, marudziłam, byłam zmęczona, ale anielska cierpliwość M. pozwalała zażegnać kryzysy i cieszyć się tymi dniami...

poniedziałek, 02 lipca 2018
Lipcowa piosenka...

Wieczór świetlisty i jasny, w welonie leciutkiego wiatru. W oknie czerwień pelargonii i blękitne niebo. Lipiec nuci swoją piosenkę pełną barw, zapachów i dźwięków. Aż trudno uwierzyć, że na polach już żniwują i powietrze przesycone jest żniwnymi zapachami...

Przez tydzień gościł u mnie mój bratanek. Jest sam bez rodziców, zatrzymał się u dziadków. Bardzo mnie ucieszyło, że chciał do mnie przyjechać, bo w tamtym roku wygrywali koledzy i na dłużej nie chciał przyjechać. Spędziliśmy wspaniale czas. Dziś dom bez niego wydaje się niepełny i jest mi jakoś nijako...

"O miłości i makaronach" to film włoski, z całą gamą emocji. Jest tu niebanalna opowieść, humor, ba komedia, ale i zaduma, refleksja, dystans do przedstawianej historii. Świetni aktorzy, świetne dialogi i fantastyczna muzyka. Obejrzałam z przyjemnością...

Resetuję się :) Czytam zaległe czasopisma: wywiad z Agatą Kuleszą w "Zwierciadle" i z Kasią Nosowską w "Urodzie życia". Obie panie bez zadęcia, mądrze, sympatycznie, ludzko...

A w środę wybieramy się z M. w podróż. Bedziemy zdobywać góry, spoglądać w gwiazdy, wędrować malowniczymi ścieżkami, pić wino, śmiać się, oddychać innym powietrzem...

Archiwum
statystyka