RSS
piątek, 24 sierpnia 2012
Drobiazgi...

Piątkowa czasoprzestrzeń. Jak w roku szkolnym zaczynam odczuwać magię piątku...

Niebo zmatowiało, marszczy czoło, filozofuje odcieniami szarości, wymownie milczy brakiem kolorów, tylko lekki wiatr szelestem tęskni za wczorajszą różowością przedwieczorną. A księżyc był wczoraj kawałkiem mandarynki i lśnił złotym pomarańczem na chabrowym niebie...

Kawa z kropelką żalu, bo coraz dotkliwiej czuję koniec wakacji. Dziś muszę wpaść do pracy. A ostatnie wakacyjne dni opadają jakoś tak szybko, za szybko, jakby czas spiskował z kalendarzem...

Przez uchylone okno wchodzi przyjemny chłód. Gromady ptasich przecinków tworzą niepowtarzalny wzór pozornego nieładu. Przedodlotowe sejmiki. Dziki bez w koralach czarnych kulek, a w zielonych wachlarzach drzew pojedyncze liście w cytrynowej żółci. I choć chcę, by lato jeszcze trwało, to tak trochę tęsknię za zaciszem jesiennym, za mozaiką zapachów i kolorów, za czasem opadających liści, za brązową gładkością kasztanów znajdowanych na drodze, za goryczą dymów nisko rozpiętych nad ziemią...

I...jestem już gotowa na wczesną jesień, złotą i świetlistą. Mam nowe książki, nowy smak herbaty "wiśnie w cynamonie", zakupiłam świece waniliowe i cynamonowe...

A teraz jestem dźwiękami smooth jazz ze składanki Niedźwiedzia, niewypowiedzianą tęsknotą, spokojem i uśmiechem dla M.

środa, 22 sierpnia 2012
Rysując tło...

Jestem. Domem swym się cieszę, oswajam ciszę, raczę się swymi ulubionymi herbatami, włączam moje płyty, z lubością wtulam się w swój zielony fotel...

Na lotnisku, żegnając się ze swoimi, miałam, jak to mówi mój bratanek, wodne oczy. Najbardziej z jego powodu, bo zobaczymy się być może dopiero w święta. Tak szybko minęły te wspólne dni. Dni zabaw, czytania "Misia Uszatka", gier w pchełki i bierki, kolorowania malowanek, gry w piłkę, spacerów, codziennych wypraw do małej cukierenki na lody cynamonowe, marcepanowe albo czekoladowe, wycieczek nad morze, do rezerwatu przyrody, na wrzosowiska, do pobliskiego miasteczka z drewnianymi domkami jak z bajki, do Geteborga. W sobotę z lotniska odebrał mnie M. i trochę czasu spędziliśmy razem...

Dom przywitał mnie niezbyt dobrymi wieściami o ojcu. I poczułam dziś ulgę, kiedy lekarz po obejrzeniu zdjęcia biodra ojca, stwierdził, że to nie złamanie, tylko że stłuczenie. Znowu jestem pielęgniarką i ponoszę konsekwencje przyjaźni tatusia z Czarodziejką Gorzałką...

Sierpień wciąż pachnie latem, ale pozwala już dostrzegać jesienne drobnostki. Poranki w lekkich mgiełkach, z zimnymi kroplami rosy, zielone kulki na kasztanowcach, płomienne kiście jarzębin, śliwki, astry, podrudziałe liście, jakby cichsze świerszczowe kołysanki i zapach przemijania w powietrzu. Wciąż jednak gorące słońce przebija przez sklepienie z liści i pozwala z tęsknoty za chłodem wyobrazić sobie zielony półmrok cienia...

Wakacjom coraz bliżej do końca. Nie myślę jeszcze o pracy, jeszcze nie przestawiam zegara, by spieszył 10 minut :))

poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Migawki...

Słoneczna niedziela. Morze, zapach wodorostów, moczenie stóp, zbieranie muszelek, złocisty ciepły piasek, migotanie słońca na wodzie, skały, obserwowanie krabów...

Skansen wsi szwedzkiej. Drewniane, nigdy niemalowane domy, budynki gospodarcze kryte słomą, pastwiska w kwiatach, płoty z kamieni. Zapomniane przedmioty- krosna, kołowrotki, maselnice, malowane skrzynie, drewniane misy, balie, chodniki z gałganków, piece chlebowe. Miejsce jak zaczarowane, miejsce, gdzie czas nie istnieje...

Poranek w deszczu. Właściwie tu już jesień prawie. Niebem przelatują dzikie gęsi i swoim piskiem przypominają o melancholii. Wrzosy fioletowieją nostalgią. Trawy żółkną, przekwitły osty i ich puszki wirują w powietrzu niczym babie lato...

Piękny jest nowy dom brata, w nowym miejscu, stąd te wczorajsze wycieczki. Zachwycam się pejzażem, ale najbardziej czasem z Małym. O, właśnie się obudził i nawołuje z góry...

Pozdrawiam Was najserdeczniej...

poniedziałek, 06 sierpnia 2012
Laj, laj, laj :)

Chwila wytchnienia od gorąca przyszła po dwudziestej, dopiero wtedy otworzyłam drzwi balkonowe. Na niebie kaskada kolorów: od ledwo zauważalnego różu, poprzez intensywną czerwień, po różne odcienie niebieskości. Zaplątana w muzykę, zatapiam się w te barwy. Zmierzch pachnie latem, ogrodami, koszoną dziś trawą. Z pobliskich pól dochodzą odgłosy muzykujących świerszczy...

Wieczór przed podróżą. Pakuję walizkę, wybieram kolory bluzek, wybieram książki ze słowami, które będę smakować, które sprawią mi przyjemność, przy których zatrzymam się i zamyślę. Na wieczorne chwile zabieram mój piękny, jak z mgiełki utkany, szal w motyle...

Jutro o świcie mam autobus. Spędzę kilka dni z M. Potem wyruszę w podróż do brata. Już prawie stoję przy drzwiach :) 

Zatem do poczytania i napisania po powrocie :))

niedziela, 05 sierpnia 2012
Drobiazgi...

Niebo jak zaczarowane, ciemnobłękitne, flirtujące z fiołkowymi i różowymi odcieniami, z odrobiną złotego pomarańczu. Zmierzch smakuje białym winem, lekko schłodzonym. Spokojna głowa, wyczyszczona ze spraw. Zapalone świece...

Na nowo zakochuję się w dźwiękach, które znam od tak dawna. Dostrajam do nich niedzielny wieczór...

Wczoraj i dziś z Kumą, która przyleciała na dni kilka do rodziców. Śmiech, powaga i lekkość rozmów, miękkie, szczere pogaduchy, chwile świętowania, jaśminowa herbata, czekoladowy torcik, drinki bez parasolek, dystans do smutku, rundki w galerii handlowej, kawa w klimatycznej kawiarence, emigracyjne dylematy, pielęgnowanie przyjaźni prawie siostrzanej...

I...dziwne...kupiłam sobie zegarek. Taki na rękę. Z myślą, by odmierzał tylko szczęśliwe godziny...

 Zachwycam się lakierem do paznokci w kolorze "nude"...

Jutro spotkam się z przyjaciółką, z którą chodziłam przez osiem lat do podstawówki, a która mieszka daleko i spotykam się z nią raz w roku, kiedy odwiedza swoich rodziców, mieszkających w moim Soplicowie. I zawsze jest tak, jakbyśmy widziały się wczoraj...

Wyrosłam trochę z Soplicowa. Już mnie tak nie bolą wizyty tam, już bardziej jestem z P., ale zawsze kiedy docieram do mostu i mijam naszą rzekę, serce bije mi tak mocno...

Trochę się izoluję od świata, odwracam się plecami...

Różnymi sposobami ocalam czas...

czwartek, 02 sierpnia 2012
Chwilka...

Nadal jest lato, ale z początkiem sierpnia pojawia się myśl, że jesień już stoi u progu. Jeszcze zielono jest, jeszcze barwnie, kwietnie, ptasio, słonecznie, ale w powietrzu wyczuwam przeczucie schyłku. I choć jesień uwielbiam, jeszcze nie czekam na nią. Jeszcze chcę lata i wakacyjnych nastrojów. Jeszcze przede mną podróże do odbycia. Jeszcze kalendarz w szufladzie :)

Poranek znów jasny od słońca, niebo w spokojnych błękitach, snuje się zapach żniw...

Aromatem kawy toczą się chwile. Wstałam dziś wcześnie, przed siódmą. Wyszłam na balkon, by delektować się rześkością i świeżością poranka, ciszą, bezruchem świata, światłem prześwitującym przez baldachimy kasztanowców w alejach...

Dziś wybieram się do domu, do ojca. Właściwie od dawna tam nie ma domu, ale ja wciąż potrzebuję myśleć o tym smutnym miejscu: dom...

środa, 01 sierpnia 2012
Obracać gwiazdy...

Wieczór zaczyna się zwykle cicho. Mrok podpływa lekko pod brzeg nieba, sączy się ciemny granat powietrza, a w tym ciemniejącym mroku miedziany księżyc. Wpisuję się w ten wieczorny czas spokojnym oddechem, wpuszczam chłód otwartym oknem, otulam nim swoje zmęczone słońcem oczy...

A słońce grzeje wciąż. Świat w dojrzałych żółciach zbóż, w przygaszonych upałem kolorach. Powietrze stoi bez ruchu, lepkie jak meduzy w morzu. Niebo w beznamiętnych prawie bielach, lekko muśniętych błękitami...

Kawałki lata dziś ukryłam w słoikach...

Mój dom. Piosenki z koncertu "Morowe panny". Czas herbaty, zielona sonata rozwijających się listków, wciąż niezwykły zapach powietrza, pastelowe barwy hortensji. Jednej, bo ja lubię pojedynczość kwiatów...

Dziś myślę o tych, którzy 68 lat temu "w czasie dorośli" i mieli odwagę, i mieli ją aż do końca. "Odeszli. Noc po nocy (...) i tylko cisza po nich i dzwoni śniegu słup"...

Archiwum
statystyka