RSS
niedziela, 31 sierpnia 2014
Drobiazgi...

Poranna szaroburość, zmarszczone chłodem tafle kałuż. Dziś powietrze o zapachu jesieni, dziś wiatr nie pachnie ciepło...

Deszczowa niedziela to ostateczne pożegnanie z wakacjami...

Próbuję rozświetlić ten czas, rozkołysać, nasycić pozytywną energią, bo od jutra Panie Ważne. A Panie Ważne są dwie, ale kiedy jedna z koleżanek zaczyna się szarogęsić, to Panie Ważne są trzy. Ciiii...to dopiero jutro...

Śniło mi się, że płoną moje książki, wiele osób się temu przyglądało i nikt nie pomagał mi gasić, biegałam z małym dzbankiem do regałów, ale ogień nie gasł. Dziwny sen...

Tymczasem ciepło w duszy, bo sierpień był obfity, dobry, pełen szczęśliwych chwil. I teraz zapach kawy, czekolada z imbirem i jazzowa sesja. Taki jesienny ten jazz...

W nowy rok szkolny wkraczam z jeszcze krótszą fryzurą i karmelowym odcieniem włosów. Taka mała zmiana...

sobota, 30 sierpnia 2014
Pożegnania...

Ostatnie chwile wakacyjnej beztroski. Czas pożegnać wakacje. Z żalem i niechętnie je żegnam...

Do kolekcji wakacyjnych krajobrazów, kolorów, zapachów i smaków dodam chwile spędzone po niemieckiej stronie Zalewu Szczecińskiego. Urokliwe, małe miasteczko, maleńki ryneczek z pomnikiem rybaka i fontanną, brukowane uliczki i szachulcowe kamieniczki jak dekoracje z bajki, hotel z atmosferą, oleandry w donicach i purpurowe pelargonie. Piątek spędziłam na żaglówce ze znajomymi. Woda, powietrze, bezkres nieba, zieleń, mewy i kormorany. I beztroski śmiech, spokój i niemyślenie o powrocie do pracy. W tawernie świeże ryby z regionu: przepyszny sandacz i dorsz...

Sierpień minął mi tak szybko. Tyle spraw miałam załatwić w wakacje i nie zdążyłam. Na szczęście odwiedziłam okulistę. Mam nowe okulary i piękne chabrowe oprawki. Niestety nie zrobiłam wyników, nie byłam u ortopedy. Zabrakło czasu :)

Lato odchodzi. Ale jeszcze róże słodzą powietrze, jeszcze zieleni tyle, jeszcze pastelowe wstążki słońca przewlekają się przez ciemnozielone gałęzie drzew, jeszcze tyle ciepłego światła. I tak, kasztanowce rudzieją, z kolczastych łupinek łypią brązem kasztany, dawno odleciały bociany, a w powietrzu słychać tęsknotę ptasich głosów. Przeczuwam wczesną jesień i czekam na nią...

Jeszcze tylko 10 miesięcy i znów będą wakacje :)

piątek, 15 sierpnia 2014
Słowa jak pocztówki z wakacji :)

Wróciłam. Już tylko domowe dni przede mną, ale cieszę się na nie, bo trochę stęskniłam się za domem, widokiem za oknem, drobiazgami, z których utkana moja codzienność...

Czas u brata minął bardzo szybko. Piękna pogoda mi towarzyszyła. Zwykle w sierpniu tam już deszczowo i jesiennie, w tym roku i w Szwecji upalnie było, a o jesieni przypominały cudnie kwitnące wrzosy, którymi syciłam swoje oczy i powalałam sobie na melancholijne myśli...

Przepiękną wycieczkę zorganizowali mi brat i bratowa. Odbyliśmy wyprawę do Fjallbacki, to tam umiejscowiona jest akcja przeczytanych przeze mnie kryminałów C. Lackberg. Zachwyciłam się tym prześlicznym kurortem, krajobrazem jak z bajki: labirynt małych uliczek, domki przypominające rozsypane klocki, małe letnie sklepiki z pamiątkami i pocztówkami, przyjemne kawiarnie i restauracyjki z niewielkimi ogródkami i tarasami, małe porty z drewnianymi pomostami, granitowe skały. Wspięliśmy się tam, by urządzić piknik. Między skałami migotało morze mieniące się w cytrynowym słońcu, a zalane światłem zatoki były we wszystkich odcieniach błękitu. A białe skrzydła jachtów i żaglówek idealnie współgrały z tymi niebieskościami. Szumiały nam fale rozbijające się o skalne płyty, a widok ze skał sięgał w nieskończoność i jest chyba nie do opisania. Miło było się dowiedzieć, że Ingrid Bergman lubiła to miasteczko i często tam bywała...

Przemiły był czas z moim bratankiem. Pięknie nam się rozmawiało. Ciekawił go Mozart i Chopin, słuchaliśmy ich muzyki. Oczywiście nie zabrakło elementów piłkarskich: graliśmy w piłkę i w karty piłkarskie. I chodziliśmy na lody. W tych dniach moimi ulubionymi zostały cytrynowe, miętowo- czekoladowe i cynamonowe. Kiedy bratowa i brat wracali z pracy, jechaliśmy nad morze. Od nich autem to 10 minut drogi. A tam olśniewająco białe niebo, mokre kamienie, wielkie mewy, czysty i ciepły piasek, muszelki w kolorze sepii, zapach wodorostów wyrzuconych na brzeg...

Mały miał uciechę, kąpał się ze swoim tatą, a jego mama i ja siedziałyśmy na brzegu, od czasu do czasu wchodziłyśmy do wody, by pospacerować. Woda była ciepła i przyjemnie było mieć potem stopy oblepione piaskiem :)

Na lotnisku płakałam, długo nie będziemy się widzieć, żal było odjeżdżać...

Z okien samolotu Szwecja jest błękitna i zielona...

W Polsce czekał na nie M. Odebrał mnie z lotniska i kilka dni spędziliśmy u niego. Barwne to były dni. Spacerowaliśmy po Starym Mieście, nawet nie przeszkadzało nam, że bardzo ludnie tam było. Cieszyliśmy oczy zielenią parków, wyszukiwaliśmy ustronne restauracyjki, delektowaliśmy się ich nastrojami, odwiedziliśmy naszą ulubioną księgarnię, wysłuchaliśmy barokowego koncertu organowego. Wieczory były uroczo domowe...

Moje życie przez dwa tygodnie było gdzie indziej. Zostawiam tu słowa, by były jak pocztówki z wakacji. Moich wakacji pięknych i dobrych...

Witajcie!

Archiwum
statystyka