RSS
czwartek, 31 sierpnia 2017
Zanim wrzesień złotem zalśni...

Ostatni sierpniowy dzień. W związku z wizytą u laryngologa wybrałam się do Miasteczka. Popołudniową porą Miasteczko jest inne. Uliczki są cichsze, mniej ludzi, a ci którzy są, jakoś się nie spieszą. Ławki na skwerkach okupują staruszki, które w drodze do wieczności rozmawiają i przyglądają się światu. Place zabaw puste, młodość dzieje się w sieci...

Szłam powoli, bo przyjechałam za wcześnie. Patrzyłam na klomby pełne róż, na spokojne niebo, na kamieniczki skąpane w innym już świetle, na pierwsze złote listki brzozowe na trawnikach...

Żal wakacji. Żal niespieszności, beztroskiego czytania do późna, bo przecież nie trzeba rano się zrywać. Żal poezji ogrodów: pachnących pomidorów, świeżych ogórków, fasolki, cukinii itd. Żal miękkości traw, świerszczowych nut, świetlistości...

Pocieszam się, że lubię wrześnie przecież. Lubię miodowe światło, poranki w woalkach z mgieł, złocenie się liści, fioletowe zmierzchy i to, że szybciej zapala się świeczuszki, a one migocą i bursztynowym blaskiem ocieplają czas domu. I klony czerwieniejące lubię, szuranie liśćmi, spacery, którym towarzyszy zapach nostalgii i melancholii, jakże wtedy miłej...

Trudno przyzwyczaić się do myśli, że kończy się czas lekkich strojów, że niedługo wyjmę z zaułków szafy sweterki, szale i chusty. Inaczej będzie smakować herbata, inne dźwięki będą turlać się po podłodze. Odświeżyłam swoje polarowe kocyki. Kupiłam malinową herbatę. Dziś zaparzyłam kawę, dodając szczyptę cynamonu...

Jestem już gotowa do pracy. W mojej klasie zawisły nowe gazetki, na parapecie postawiłam anioła z masy solnej, by nas uskrzydlał. Nie udało mi się tylko znaleźć sponsora, który wsparłby zakup scrabbli :)

Za oknem złota tasiemka po odchodzącym słońcu, lekki wiatr igrający w lekko zrudziałych koronach kasztanowców, gruchanie gołębi. A otwartymi balkonu drzwiami wchodzi do pokoju chłód...

środa, 30 sierpnia 2017
Drobiazgi...

W połowie zeszłego tygodnia odleciały bociany i wyjechał M. I te wydarzenia sprawiły, że dotkliwie odczuwam końcówkę wakacji. Od 16 sierpnia chodzę już do pracy. Musiałam przenieść się do innej klasy, zatem porządkowałam stary gabinet, by w tym nowym nie tkwić w zagraceniu. To niebywałe, że przez lata uzbierałam niemalże tonę papierów, podręczników. Wszystko co straciło aktualność oddałam, nie bez żalu, na makulaturę :)

Końcówka sierpnia rozsłoneczniona, ciepła, dlatego też nie bardzo chce mi się wracać do pracy. Udało mi się ogarnąć lektury. Będę mieć lekcje w piątej i siódmej klasie. W jednej obowiązuje stara podstawa programowa, w drugiej nowa. W lekturach gimnazjum orientuję się lepiej, choć w obu klasach będę miała nowe podręczniki, Wciąż trudno mi się pogodzić, że to koniec gimnazjów...

Łapię ostatnie chwile wakacji. Popołudniami delektuję się pastelowym światłem, smakiem kawy wypijanej na balkonie. Doczytuję książki wypożyczone w bibliotece. Zakupiłam już nowe długopisy, kalendarz nauczyciela, herbatę z melisy, siemię lniane :)

W sobotę będę uczestniczyć w czytaniu "Wesela".

W pejzażu pojawiają się odcienie żółci i jasnego pomarańczu. Lecą pierwsze kasztany. Jeszcze nie czekam na jesień, jeszcze lato smakuję...

środa, 16 sierpnia 2017
Magnesy...

Najpierw była długa podróż pociągiem, wydłużona o godzinę z powodu jakichś prac remontowych i dwudziestominutowe spóźnienie. Podróż w wagonie bez klimatyzacji, w gorącu. Starałam się myśleć słowami "Milczenia lodu", książki, której akcja dzieje się w islandzkim miasteczku, gdzie "lato jest bardziej stanem umysłu" niż latem. Chciałam poczuć chłód opisywanych fiordów, zaśnieżonych uliczek, zimowych ścieżek. I nic to nie dało :)

W oknie uciekały mi obrazy brzozowych zagajników, lasów, ściernisk z belami słomy, pola wąsatej kukurydzy i drobnych słoneczników, wrzosów i nawłoci złotej od słońca...

A potem było Miasto. I kiedy tylko stanęłam na peronie, poczułam jak oblepia mnie tropikalne gorąco, jak żar dotyka mnie swoimi parzącymi mackami. Miasto pachniało kurzem i spalinami. Powietrze falowało, a oczy mi łzawiły...

A jeszcze potem było przyjemnie chłodzić się na balkonie u M., patrzeć na panoramę Miasta i cieszyć oczy zielenią, której na osiedlu M. dość sporo...

W sobotę wybraliśmy się na wycieczkę do Płocka. Odbyliśmy spacer ścieżkami Broniewskiego, podziwialiśmy wiekowy dąb, o którym poeta często pisał. Przeszliśmy się promenadą na Wiśle. Zachwycaliśmy się barwnymi kamieniczkami, ratuszem, katedrą, pyszną kawą i ciastem marchewkowym w sympatycznej kawiarence, której nazwy nie pamiętam. A przede wszystkim zwiedziliśmy Muzeum Mazowieckie, które mieści się w pięknej secesyjnej kamienicy i na czterech piętrach mieści  zbiory sztuki secesji i art deco. Podziwialiśmy aranżacje wnętrz mieszczańskich, urządzonych ze smakiem i z dbałością o szczegóły, sale rzemiosła artystycznego, szkła, ceramiki i biżuterii...

Jestem wielbicielką secesji, więc z przyjemnością oglądałam eksponaty, o każdym można powiedzieć: perełka. Warto zobaczyć wystrój jadalni, salonu, gabinetu, buduaru, pokoju dziecięcego. Meble zdobne motywami kwiatów i ważek, witrażowe lampy, drobiazgi, lustra, pościele, parawany, zastawa stołowa, obrazy, na szczególną uwagę zasługują te Wyspiańskiego i Mehoffera...

Czas z M. spędzaliśmy spacerując ulubionymi uliczkami, parkami, odwiedziliśmy ulubioną księgarnię, odnaleźliśmy nowe miejsca i nowe smaki. Upał wciąż był dokuczliwy, więc chodziliśmy zacienionymi stronami ulic. Wieczorami delektowaliśmy się czasem domu, sobą, chwilami na chłodnym balkonie z lampką winą...

Ostatnio polubiłam KappAhl. Tym razem kupiłam granatowe spodnie, do pracy idealne :)

A dziś wybrałam się do Szczecina w związku z coroczną kontrolą u Ważnego Lekarza. Chciałam już po wizycie wybrać się na spacer po Wałach Chrobrego, odwiedzić swoje ulubione miejsca, tym bardziej że coraz bliżej koniec wakacji. Jednak szybko wróciłam do domu, bo Szczecin był pełen deszczu...

Popołudnie wciąż jest zadeszczone, szare i pełne melancholii. Studiuję nowe podręczniki, wybieram lektury, opracowuję strategie, wszak po siedemnastoletniej przerwie znowu będę uczyła w szkole podstawowej...

Piję kawę i ocalam słowami obrazy, by były jak magnesy do przypięcia na lodówce :)

sobota, 05 sierpnia 2017
Sierpniowe nuty...

Sobota ma kolor nieba w odcieniu niezapominajek, pachnie ciepłym wiatrem i lśni słonecznym blaskiem. Sobota mija domowo. Okraszam ją muzyką i słowami czytanej książki...

Warto poznać się z bohaterami powieści "Spacer nad rzeką", której autorką jest Monika A. Oleksa. To opowieść o zawiłych relacjach ludzi, o miłości i jej odcieniach, o zdradzie, wybaczaniu, rodzinie. Czyta się świetnie, bo historia opowiedziana jest pięknym, poetyckim językiem, a niektóre wypowiedzi bohaterów są jak perełki, jak gotowe złote myśli. I jakże pięknie opisany jest Kazimierz. Tak pięknie, że chce się go odwiedzić i przespacerować śladami Zosi...

Wczoraj listonosz przyniósł mi wrześniową "Urodę życia" i jakoś tak nagle, na początku sierpnia, zatęskniłam za kolorami września, za magią wczesnej jesieni, za miedzianym blaskiem słońca i liści, za kasztanami, astrami, chryzantemami, za jesienną herbatą, płomykami świec i za tym całym swoim jesiennym kramem...

Ale niech jeszcze sierpień trwa i wakacje niech się dzieją...

Dziś na obiad usmażyłam placki ziemniaczane. Złociste, chrupiące, pyszne. Zjadam je ozdobione kleksem kwaśnej śmietany. A Wy jak je smakujecie? Czy z cukrem? Tak je moja przyjaciółka, ale mi takie połączenie smaków nie pasuje...

Sierpień darzy ładną pogodą, oby jak najdłużej. Na przyblokowym klombie zakwitły moje ulubione georginie...

I tak, nadzieja ma zawsze zielone spojrzenie :)

Archiwum
statystyka