RSS
środa, 30 września 2009
Szeptem...

Kolejna środa prawie wakacyjna. Leniwie mijają minuty, świat pachnie kawą, zaokienne niebo idealnym błękitem czaruje. Radio mi cichuśko szemrze...

A w głowie mam jeszcze czas weekendu u mojego M. Długa podróż pociągiem z oczekiwaniem pod naskórkiem, zapatrzenie w zaokienne pejzaże, strofy wierszy o jesieni, odliczanie godzin, minut do zobaczenia się, powitanie na peronie...

Sobotni spacer. Jesienny park, szelest liści, słońce tańczące w ich barwach wciąż zielonych, ale już muśniętych żółcią, czerwienią, brązem. Tak, parki o tej porze roku są przepiękne.  Rozmowy i radość z tego, że razem, blisko, że ręka w rękę...

Potem wieczorny czas domu. Tak lubię być w świetle lampy z pomarańczowym kloszem. Tak lubię magię pokoiku z książkami. Tak lubię nas wrysowanych w codzienność domu M. Świat zawężał się do kolorów herbat, blasku świec, przytuleń i szeptów...

środa, 23 września 2009
"Złotawa, krucha i miła..."

Jeszcze w domowym czasie jestem, do pracy mam dopiero za godzinę. Ciszą teraz jestem, choć od rana nastrajałam się do jesieni, słuchając jazzowych snujów. I oto jesień już. W zaokiennym krajobrazie szukam jesiennych oznak. Zieleni wciąż dużo, ale zauważam na liściach refleksy żółci, rudości, pomarańczowej czerwieni, złota. Jarzębiny wciąż strojne są w płomienną czerwień korali. Lecą kasztany...

Wieczorom zacznę wydłużać rzęsy aromatami świec, kolorami herbat, muzyką i ciepłym czasem. Tak bym chciała mieć w tych wieczorach mojego M. blisko, na wyciągnięcie dłoni. Kiedyś...tak będzie kiedyś.

Herbata smakuje latem. Czas na zakupy w ulubionej herbarciarni...

Jesienne perfumy w torebce, jesienna torebka, liście na parapecie i kasztany...

A w jesień wkraczam w nowych ciemnozielonych butach na obcasach :)

piątek, 18 września 2009
Wciąż drobiazgi...

Popołudnie jest ciszą i aromatem czerwonej herbaty. Słońce wchodzi przez otwarte balkonu drzwi i pięknym światłem układa się na słojach podłogi. Czas płynie powoli. Niebo dziś ma jasną modrość w sobie i jakąś lekkość...

Prawie letni dzień. Wystawiłam leżak na balkon na chwile w słońcu. I patrzyłam na zrudziałe kasztanowce w alei, na fiolet wrzosów posadzonych w doniczkach balkonowych, na opustoszałe pola i kołujące ptaki. Błogość, spokój, odetchnienie...

Ciepło mi na sercu. Rozmawiałam przez telefon z M. Te codzienne pogaduszki, listy i liściki nie zmniejszają tęsknoty, ale nieco ją obłaskawiają...

Bez przekonania czytam poleconą przez koleżankę "Prowincję pełną marzeń"...

Kolorowe astry i cynie w wazonie. Kulki kasztanów na parapecie. Aksamit brzoskwiń w drewnianej misie. Kilka pierwszych pożółkłych liści. Mój mały kram z jesienią...

środa, 09 września 2009
Drobiazgi...

W środy, dzięki wygenerowanemu przez komputer planowi, czuję się nieco wakacyjnie, bo mam na późniejszą godzinę. To generowanie komputerowe, jak słyszę w rozmowach koleżeństwa, zawiodło i nie spełniło oczekiwań. Mamy dużo okienek, kolejność lekcji nie taką itd. Zadowolona jest Pani Ważna, wszak program do generowania wiele kosztował i trzeba było zrobić z niego użytek...

Więc w środy ranki mijać mi będą domowo i niespiesznie. Dziś troszkę dłużej zostałam w cieple pościeli, poczytałam, potem śniadanie i czas kawy uprzyjemniany kołyszącą się muzyką radiową. I mogłam zrobić staranny makijaż, dziś w ulubionych brązach i zieleniach. I sprawunki zrobiłam dla taty. I ulubiony mój chleb udało mi się kupić...

Pogoda dziś złocista, z babim latem w tle. Z drzew kasztany już lecą...

Wczoraj zamykałam lato w słoikach. Zrobiłam śliwki w cukrze do ciasta, ale marzą mi się powidła, dawno ich nie smażyłam, więc może tej jesieni?

W wazonie mam astry w różnych odcieniach fioletu, amarantu i waniliowej bieli. Strzępiaste, malarsko piękne...

niedziela, 06 września 2009
Pojesienniał świat...

Pojesienniał świat. Za oknem wiatr szumi i szeleści, plumkająco deszcz pada, a niebo jest we wszystkich odcieniach szarej melancholii. Zieleń już taka przytłumiona jest. Liście kasztanowców, malowane rudością i złotem, matowe dziś bardzo bez słońca. Skrawki lata oddalają się ptasimi kluczami...

I czytam, i słucham muzyki. Łagodnie jest, kołysząco. Kocio moszczę się w zielonym fotelu. Otulona kolorowym pledem w dłoniach trzymam ulubiony kubek z herbatą, dostrajam się do jesieni. Cynamonowy aromat świec zatrzymuje się na krawędzi chwil, oglądam wakacyjne zdjęcia, wspomnieniami oczy rozjaśniam...

"Moje myśli biegały końmi/ Po niebieskich, mokrych połoninach..."

Tak, kiedyś znowu pojedziemy w Bieszczady...

A dziś ubieram się w jesień, zaplątuję w kolory wrzosów, umagiczniam myśli, wymarzając jesień z M. Kolejną naszą jesień...

środa, 02 września 2009
Kartek zieleń...

Zbyt rzadko tu zaglądam, a przecież lubię ocalać w słowach swoją codzienność, zapisywać ważne, zwykłe i niezwykłe. Obiecuję sobie pisać częściej...

Dziś mam do pracy na późniejszą godzinę. Poranek miał więc posmak wakacyjnej niespieszności. Tak jak lubię, snułam się po domu w nocnej koszulce, zapatrzyłam się w zaokienny świat. W alei zrudziały czupryny kasztanowcom, ptaki gromadami kropkują niebo, szykując się do odlotu, a niebo dziś w błękitnoszarych melanżach melancholii. W powietrzu krąży schyłek lata. Światło ma inne odcienie...

Teraz jest czas czerwonej herbaty, otwartym oknem gorzki zapach dymu się sączy i nachalnie docierają dźwięki piły elektrycznej...

Ostatni tydzień wakacji miał kolor oczu M. i ciepło jego obecności. Tak lubię to nasze bycie ze sobą. Bycie na wyciągnięcie ręki, na spojrzeń bliskość. Kocham M. I tak się raduję tym wszystkim, co jest i trwa. Tyle we mnie spokoju, zachwytu, ufności, wdzięczności i szczęścia...

I nie tęsknię za stanem, który tak dobrze i boleśnie znam: bycia z sobą samą...

Archiwum
statystyka