RSS
sobota, 27 września 2014
Drobiazgi...

Złocisty i słoneczny dzień. Lekki jesienny wiatr pachnący jeszcze ciepło. Flota jasnych obłoków i pastelowe słońce. W taki dzień musiałam wybrać się do ogrodu. Liści jeszcze niewiele na ścieżkach, ale te na drzewach coraz barwniejsze, złotokropiaste, muśnięte czerwienią, pomarańczem i purpurą. I zapach wczesnej jesieni wokół, i wrzosów fiolet, i kalinowe korale między zielenią gałęzi, i rozświetlone słońcem niteczki babiego lata...

Zatrzymuje mnie samotny liść i robię mu zdjęcie. Wrześniowego lata gaśnie pieśń. W koronach klonów poczerwieniałych uwite myśli zostawiam...

Wtapiam się w te barwy jesieni: układam na parapecie w kuchni kasztany, w wazonie mam amarantowe dalie, maluję paznokcie na śliwkowy kolor, przekładam rzeczy do jesiennej torebki i wyjmuję z szafy jesienne szale...

Pachnie mi kawą czas. Ozdabiam go piosenkami Turnaua, tymi z płyty "Cafe Sułtan"...

wtorek, 23 września 2014
Drobiazgi...

Powietrze pachnie końcem lata. A może początkiem jesieni? Taki sierpniowy ten wrzesień. Ładny i dobry. Wczoraj deszcz w słońcu i cudna tęcza potem, kolorowe pożegnanie lata...

Chwila jest malowaną filiżanką, aromatem herbaty malinowo-żurawinowej, kostką gorzkiej czekolady, lekturą "Pani", w której brak felietonu Ligockiej. W lekko przydymionym powietrzu snują się cierpkie zapachy porządkowanych ogrodów. Otworzyłam balkonowe drzwi aromatom gorzkim jak migdały...

Czas się odmienia. Czas się wydłuża. Jesienny czas. Sfruwają liście złotem, szeleszczą rudościami, fioletowieją melancholią. "Jesienią znów rozkwitam". Bo jesień to spacery w ścieżki zamyślenia, muzyczne olśnienia, kolory świec, dobrze opowiedziane historie w czytanych książkach, smaki herbat, wieczorne ocalanie minut, wieczorne powietrze mojego domu pachnące drobinami ciepłego światła. To astry i chryzantemy w wazonie. Lubię je za wdzięk, za światłocień, którym promieniują, za zapach nostalgii...

Za oknem niebo poróżowiało, miękkością granatu się nasyca...

Zwyczajny wtorek, zwyczajny wieczór, zwyczajna tęsknota za M. Dziś guziki moich myśli niegrzecznie rozpięte :)

niedziela, 14 września 2014
Dzwoneczki ciszy...

W samotne niedziele łatwiej myśleć o życiu niż żyć. Samotne soboty są inne. Samotne soboty lubię. Niedziela w tej swojej aureoli inaczej mija...

Lekkie przeziębienie mnie dopadło, piję rozgrzewające mikstury, faszeruję się witaminkami i denerwuję katarem nieznośnym :) 

Za oknem świat rudzieje i powietrze pachnie żółciami. I niebo dziś takie, że na świat można patrzeć jak przez kryształ...

Czas herbaty o smaku malin. Ciepłe dźwięki, rozkołysane takie i wpisujące się nastrojem w samotną niedzielę. Duke Ellington, Norah Jones, Stacey Kent i Krzysztof Komeda, i Grażyna Auguścik...

Moim paznokciom pasuje klasyczna czerwień, unikałam jej, a taka jest kobieca :)

W westchnieniach wiatru tren ptasich odlotów. W słojach drzew zamieszkają ich głosy. Kiedy zima dokuczy, będą miękkim szeptem przypominać o wiośnie i powrotach...

Znowu noszę w kieszeni i w przegródkach torebki kasztany jak talizmany. Znowu wieczorami zapalam cynamonowe świece, mieszkam w wierszach Małgorzaty Hillar i czuję coraz zimniejsze okna...

A jaka jest Wasza niedziela?

środa, 10 września 2014
Pokój pełen deszczu...

Gdzieś przepadło wrześniowe lato. Nagle zrobiło się zimno. Za oknem przecięte sinością niebo, czarne cienie na obłokach, jak z pękniętego naczynia deszcz się wylewa...

Oswajam znajomy rytm: dom, praca, dom. Przywykam do hałasu. Organizuję, z inicjatywy uczniów, wyjazd do kina na "Miasto44"...

Wiatru słucham i melancholijnych dźwięków znad mórz południowych. Piję żurawinową herbatę i tęsknię za bukietem wrzosu...

Kolejna jesień pod oknem. Nieśmiało rdzewieją liście, złocieją, tlą się czerwienią jeszcze nie nazbyt wyrazistą. I zapach jesieni, tak trudny do zdefiniowania, nasyca powietrze, w którym liryczne powtórzenia ptasich odlotów...

Taki rozmazany ten popołudniowy pejzaż, taki matowy. Oddycham wonią cynamonowej świecy i gładzę zamszową skórkę pierwszych przyniesionych do domu kasztanów :)

piątek, 05 września 2014
Drobiazgi...

Minęły chłody, deszczowe i szare dni. Od wczoraj cudne słońce i anielskie błękity nieba. Ciepło jest i połyskliwie. Znowu noszę swoje letnie ubrania i sandałki. Może to ostatnie takie chwile? 

W pracy dużo pracy. Piszę rozkłady i plany, diagnozuję pierwszą klasę. Wciąż porządkuję pracownię po malowaniu, bo dopiero teraz odnalazły się kartony z moimi rzeczami. Zastanawiam się nad tematami gazetek ściennych. I tyle jest tych: muszę, powinnam, trzeba. Czas wakacji wydaje się być taki odległy...

Brzozy żółkną, w krajobrazie coraz więcej jesiennych barw. W koralach jarzębin i głogów ładniej światu. A w moim domu, w wazonie pęk barwnych astrów. I plącze się oczekiwanie na M. I będziemy blisko, pójdziemy do ogrodu, pooddychamy tym samym powietrzem...

Zalecenie od doktor: chodzić, chodzić, jak najwięcej chodzić. Staram się odbywać codzienny spacer, skoro to ma być zbawienne dla mojego kręgosłupa...

We wrześniowym słońcu tli się schyłek lata. Mam w drewnianej misie gruszki w przepięknej żółci, śliwki i ogrodowe brzoskwinie. A za oknem jeszcze zielono wiruje świat...

Archiwum
statystyka