Archiwum
statystyka
RSS
niedziela, 30 października 2011
W przerwie...
W zamglonym słońcu jesienne barwy wyglądają jak na starych ikonach. Powietrze pachnie listopadowo, lekki wiatr strąca liście i drzewa wyglądają coraz bardziej ażurowo...

Zrobiłam sobie przy kawie króciutką przerwę w sprzątaniu po malowaniu. Tak, wiem, jest niedziela, ale inaczej się nie dało. Panu malarzowi pasował taki termin...

Mam ściany w cudnych, ciepłych barwach. Czyste i świeże. A przy okazji malowania uświadomiłam sobie, że żadna ze mnie minimalistka. W tyle rzeczy obrosło moje mieszkanie, tyle drobiazgów posiadam. I kubków mam za dużo, filiżanek, pudełeczek, puszeczek, koszyczków, wazonów, świeczników, dzbanków do parzenia herbaty. Postanowiłam oddać część do szkoły, na loterię. I mam nadzieję zrobić to bez żalu, bez "a może jednak się przyda"...

Niezwykła ta jesień w tym roku. Spokojna i złocista, ciepła, barwna. W piątek byliśmy z bratem na cmentarzu u mamy. Zrobiliśmy porządki, zadumaliśmy się, porozmawialiśmy tak jak dawniej. Towarzyszył nam Mały. Ustawiał znicze-serduszka, bo "takie na pewno podobają się babci"...

I lubię ten czas elegii cmentarzy...
środa, 26 października 2011
Drobiazgi...
Ciepłe powietrze, deszcz pachnący bliskim listopadem. Kolory chryzantem na placach przed sklepami i na ryneczku. Mnie najbardziej urzekają te złociste, herbaciane i kremowe. Tak, nostalgia się snuje...

W ogrodzie cynobrowe liście, w patynie miedzi, nakrapiane brązowym smutkiem. Za to klony japońskie karmazynową czerwienią dookreślają zakątek zwany "Ogrodem japońskim". Opadłe liście przecudnie wyglądają w stawie, złocą wodę. Na trawie, wciąż jeszcze zielonej, wianki liści w szafranowym odcieniu. Kiedy zamigoce słońce, barokowym przepychem lśni świat...

Popołudnia tak szybko granatowieją, miękkim, jak z wełny, mrokiem opatulają świat. Smakują aromatem zielonych herbat i czekoladkami "Mon Cheri". Obsesyjnie niemalże zatracam się w dźwiękach "Sobremesy" i zdaje mi się, że jestem w innej przestrzeni, że cała jestem muzyką. Z tymi piosenkami tak łatwo wytańczyć smutek...

Chciałam się wybrać na listopadowy koncert do Wielkiego Miasta, niestety nie ma już biletów...
środa, 19 października 2011
W drugim pokoju :)
Czułe popołudnie, takie w prezencie dla samej siebie. Chwila samotności potrzebnej i chcianej, krótka ucieczka od codzienności do drugiego pokoju. W aromat kawy zaplątują się szeptanki Anny Marii, te z płyty "Szeptem". Ach, jak błogo jest, kojąco i szeleszcząco...

Jesienny świat. Zapach liści codziennie bardziej żółtych. Zapach jabłek i dymów nisko snujących się nad ogrodami. Kolory w oczach się mienią. Gobeliny drzew nasycają się płomiennymi czerwieniami, miedzianymi brązami i odcieniem starego złota. Wciąż przynoszę kasztany w kieszeniach, oczarowują mnie wrzosy, a do wazonu wybieram złocistą chryzantemę, bo jest jak słońce...

Dotarły przesyłki z internetowej księgarni. Zachwycam się zapachami nowych książek, głaszczę grzbiety, przygotowuję się do uczty. I na dźwięki się cieszę, nastrajam do chwil...

Za oknem zmrok się rozlewa fiołkowo-niebieską barwą. W niebie jest dziś tyle spokoju. Pulsują pomarańczowe światła ulicznych latarń. Mam uchylone okno, lekki chłód mnie dotyka i pokój napełnia się goryczą dymu...
niedziela, 16 października 2011
Pięknie jest...
Przymrozek o poranku srebrzył trawy i dachy domów, a teraz świetliście jest, błękitnie i tak jesiennie. Trawnik przy moim bloku, chodniki zasypane złocistymi liśćmi. I kiedy słońce pląsa między barwnymi gałęziami, pięknie jest...

Niedziela mija sobie domowo i wdzięcznie. Sezon grzewczy już rozpoczęty, więc kaloryfery mruczą ciepłem. Towarzyszą mi piosenki Niny Simone i zielona jaśminowa herbata. Wczoraj otrzymałam w podarunku od Kumy mojej jedno i drugie. I jeszcze ładne, wspólne popołudnie, rozmowy, śmiech, kolor wina...

Jesienią potrzeba mi słów i smutnych piosenek, takich, które pozwolą się ukryć, rozpłynąć w kobaltowym zmierzchu, w zapachu herbat i cieple świec. Więc kolejne zamówienie złożone w internetowej księgarni. Delikatchnienie, dziękuję za informację o nowej książce Raduńskiej. Bardzo się na nią raduję i niecierpliwie czekam na kuriera :))

I cieszę swoje oczy kozakami w karmelowym kolorze. To taka radosna, ciepła barwa. I wcale, a wcale nie były mi potrzebne nowe buty, ale tak ich zakup poprawił mi samopoczucie, tak ten kolor, ten fason do mnie pasują, że czuję się usprawiedliwiona przed samą sobą :)

Wybiorę się na spacer do ogrodu. Poobserwuję jesień, zachwycę się klonów czerwienią, poszuram liśćmi, nasiąknę spokojem, zamyślę się i wrócę...
wtorek, 11 października 2011
Niebieskość poszarzała...
Rozpadało się. Szaro jest, mokro i chłodno. Liście bardziej zrudziały, poszarzała zieleń, a niebo jest bure i smutne. Z kluczami dzikich gęsi nostalgia wraca...

Ogrzewam dłonie o kubek z herbatą. Karmelowy ma smak. Patrzę w okno na świat rozedrgany deszczem, na grafitową linię horyzontu, na żółte pierścionki traw. Słońca mi brak, złotego migotania, woalek babiego lata...

Ostatnio w niedoczasie jestem. Tak mało mnie w wieczorach. Wymyślam lekcje, żeby ciekawiej było, żeby zachęcić, żeby im się chciało chcieć. Tyle w tych pierwszakach apatii, bierności, niesamodzielności. "Najbardziej by chcieli, żeby pani podyktowała, a oni się nauczą"...

Tato wciąż u mnie jest. Przyznaję, że trochę jestem już zmęczona tą sytuacją, że tęsknię za odrobiną samotności, za czasem, który mija tak po mojemu. W czwartek pojedziemy na kontrolę, ciekawa jestem, co lekarz powie...

Czekam na paczkę z płytami i książkami. Ciekawa jestem nowych dźwięków Anny Marii i kolejnych przygód prokuratora Szackiego :)
środa, 05 października 2011
Drobiazgi...
Wieczory przychodzą nagle fioletowym mrokiem jak z zamszu. Dziwnie szybko nasączają się smolistą czernią. Złoto-pomarańczowe światełka ulicznych latarń przypominają obrazy van Gogha, te przedstawiające noc. Potem kawałek księżyca złotą poświatą flirtuje z gwiazdozbiorem... 

Ciszę mojego pokoju płoszy monotonny szum monitora i dalekie odgłosy ulicy. Swoją aromatyczną piosenkę snuje herbata z płatkami róży i kawałkami mandarynki. Stojąca na parapecie waniliowa świeca migotliwym płomykiem ociepla czas i rozświetla kulki kasztanów, dziś przyniesione...

A popołudnie pachniało smażonymi jabłkami, robiłam dżem. Obiecuję sobie upiec szarlotkę. Może ktoś mógłby podzielić się nieskomplikowanym przepisem? :)

Dni mijają zatrważająco szybko. W podobnym rytmie, w pochyleniu nad uczniowskimi zeszytami, kartkówkami i sprawdzianami. Ostatnio niewiele mam czasu na czytanie książek, ale zawsze przed snem, do poduszki choć kilka kartek czytam...

Październik wciąż ciepły, pachnie kolorami jesieni i takim smuteczkiem znikąd...
poniedziałek, 03 października 2011
Jesień jak ważka rozkłada swe skrzydła barwne...
A jednak poniedziałek zaczął się ładnie. Trochę dłużej poleżałam, bo na później mam do pracy, cieszyłam się niespiesznością i zaokiennym widokiem. Taki świetlisty dziś świat, choć poranek był w koronkach z mgieł...

A teraz słońce opromienia barwy coraz to wyrazistsze i soczystsze. Zachwycam się złotymi rudościami, miedzianymi pomarańczami, cynamonem, cynobrem złotawym. Dziś wpisuję się w taki pejzaż swoim granatowym swetrem, popielatym szalem i makijażem w granatach...

Kawą pachnie mój dom. Z głośników sączą się wyszeptane piosenki Anny Marii...

Niech to będzie dobry dzień :))
niedziela, 02 października 2011
Drobiazgi...
Za oknem lazur nieba w potoku światła. Październik błogosławi słońcem i barwami. Klony poczerwieniały, szkarłatem jarzębiny się mienią, pomarańczową rudością emanują liście. I choć tyle jesieni w lekko przydymionym powietrzu, dzień pachnie latem...

Herbata jest mocna, w kolorze jesiennych liści i smakuje goryczką, ale tylko taka herbata ma sens :)

Mój M. w pociągu, wraca do siebie. A ja pokonuję przestrzeń i czas wspomnieniem wspólnie spędzonych chwil...

Kolorowe cynie i pastelowe astry przepięknie wyglądają w szklanym wazonie. W mojej wypełnionej słońcem kuchni mam mały kramik z jesienią: kasztany i kolorowe dynie o nieregularnych kształtach...

I jakoś nie mam ochoty na poniedziałek. A Wy? Lubicie poniedziałki?