Archiwum
statystyka
RSS
środa, 31 października 2012
Drobiazgi...

Mam wolny dzień, więc domowo go spędzam i nadrabiam zaległości. Gospodarczy to dzień zatem. Pralka buczy, odkurzacz czeka, warzywa na sałatkę się gotują, porządek z gazetami zrobiłam, walczę z kurzem, który w słońcu objawił się wyraziście :)

A teraz zrobiłam sobie przerwę. Z zachwytem patrzę na wypogodzone niebo, w jasnych i lekkich błękitach, w promykach nieco rozleniwionego słońca. Wyrażam nadzieję, że taka pogoda utrzyma się, jeśli nie na weekend, to chociaż do jutra...

Zatrzymuję te chwile aromatem herbaty "Lady Grey", muzyką radiowej Trójki. Przez uchylone okno wpadają podmuchy delikatnego wiatru, który finezyjnie strąca liście, a drzewa stają się bardziej ażurowe. Trawniki przed blokiem w kobiercach barw, szeleszczące i rozszeptane. Ptaki jak latawce unoszą melancholii ulotność...

Myśli moje biegną do piątku, do spotkania z M. 

czwartek, 25 października 2012
Wygładzając smutek...

Zimny dzień, matowy, pełen wilgoci, wietrzny, mniej ładny w półprzezroczystej pelerynie mżawki i deszczu. Rankami już długo trzeba czekać na wyłaniające się z mroku zarysy domów i pierwsze światła. Szybciej powietrze ciemnieje niczym stare złoto, szybciej na parapetach przysiada szafirowy zmierzch i czerń się staje...

Wilgocią nabrzmiały kolory liści, zintensywniały ich odcienie. Mogłyby być pięknymi motywami na gobelin...

Jakiś smutek zawisł pomiędzy wczoraj a dziś. Byłam u ojca...

Teraz mój dom, czarny prostokąt okna z amarantowymi dzwoneczkami grudniaczka. Zakwitł już, dziwnie, bo zazwyczaj zakwita przed Bożym Narodzeniem...

Rozjaśniam przestrzeń miodowym światłem lampy, dłonie ogrzewam filiżanką gorącej herbaty. Malutkie świeczuszki rozsnuwają cynamonową przyjemność, odpływa lekko zmęczenie. Zaraz zasiądę w zielonym fotelu, otworzę książkę, owinę się słowami, otulę ciepłem rudego koca...

Spokój drobiazgów, dziś szczególnie potrzebny...

wtorek, 23 października 2012
Znów drobiazgi...

Mgła w kolorze pereł. W przesmyku czerni ulica w spiralach szarości, w rozedrganym, rozmazanym świetle lamp ulicznych. Sennie i mokro. Ta senność się rozsnuwa, więc zapalam świecę o kawowym zapachu. Jesień ociera się rozpuszczonymi włosami wiatru o szyby, a przez uchylone leciuteńko okno sączy się ciemny granat powietrza...

Październik pozwala wciąż oddychać kolorami. Liście szeleszczą rudościami, żółciami i bordami. Lecą z drzew, finezyjnie i lekko, szeleszczą pod butami...

Czas się odmienia, czas się wydłuża. Lubię te jesienne wieczory w moim domu. Lubię za wdzięk światłocieni, za zapach nostalgii, za czas herbat i muzyczne drobiny. Dziś dodatkowo za pomarańczowe ciepło drobnych goździków zakupionych własnoręcznie w Miasteczku...

Przestrzeń zawężam do filiżanki z herbatą, do słów Herberta i jego "Martwej natury z wędzidłem". Trwam w zachwycie nad opisami miejsc, obrazów, kolorów, doznań...

A w oknie wciąż mleczna mgła i księżyc taki mglisty...

poniedziałek, 22 października 2012
Chwilki, mgiełki i drobiazgi...

Długa podróż pociągiem, uciekające w oknie obrazy, prześwietlony słońcem las, feeria barw. Ciepły dzień, złota polska jesień i nitki babiego lata fruwające w powietrzu. A potem odchodziło słońce, las w złotych szkarłatach wyglądał, jakby płonął, niebo było mozaiką granatu i amarantu. I księżyc jak cząstka mandarynki. Jedna ze współpasażerek powiedziała o nim, nie wiedzieć czemu, że wygląda jak Drakula :)

Sobota wypełniona pośpiechem i gwarem miasta. Po ciszy i spokoju mojej wsi ten tłum, rozmach, szum jest znośną odmianą. Buszowałam po sklepach w celu zakupienia kurtki i udało mi się kupić taką, jaką sobie wymarzyłam...

A potem M. zaprosił mnie na spacer. I choć tłoczno było, było pięknie. Drzewa złociły się w słońcu, wiewiórki figlowały, pachniało jesienią. Szuraliśmy liśćmi, snując się alejkami...

Wieczorne chwile były domowe. Filiżanki parowały czarną herbatą z porzeczką i kardamonem, płomyki świec dodawały głębi kolorom wina i było szczęśliwe, czule i dobrze. Potrzebowałam bardzo tego czasu u M.

Dziś ciepło mi w środku...

A dzień mglisty, w szarym kolorze. Barwy liści naznaczone melancholią października. Świeczki palę, piję herbatę o smaku prażonych migdałów. Ma słodkawy smak i leciuteńką goryczkę w sobie. Po poniedziałku w pracy cisza jest muzyką :)

poniedziałek, 15 października 2012
Drobiazgi...

Ogród wyglądał wczoraj bajkowo. Liście mieniły się rudym pomarańczem, słoneczną żółcią, purpurą. Wyglądały tak, jakby były wykute z miedzi i mosiądzu. Opadłe liście klonu japońskiego moczyły się w stawie i tworzyły mozaikę z rzęsą wodną. I zachwyciły mnie jabłonki z miniaturowymi, rajskimi jabłkami...

Tak, wczoraj wybrałam się na spacer w ścieżki pełne jesieni, mgieł i pastelowego słońca, które gdzieś tam było. I to był czas szurania liśćmi, zbierania kasztanów, cieszenia oczu przepychem barw. A potem w pałacowej sali, w świetle stylowych lamp wysłuchałam koncertu chóru "Remedium". Pozwoliłam się oczarować standardami z filmów, acz renesansowe madrygały były także pełne uroku, takie cacuszka...

Tak więc niedziela upłynęła przyjemnie. Pod wieczór spotkałyśmy się z koleżanką i uczciłyśmy swoje święto, degustując nalewkę spóźnionego lata. Poezja!

A dziś poniedziałkowa zwykłość, choć może nie taki całkiem zwykły będzie ten poniedziałek, bo na ostatniej godzinie odbędzie się apel. Dziś mam na troszkę później do pracy. Kawą się raczę, nastrajam muzyką, ładnym niebem oddycham...

piątek, 12 października 2012
Interludia...

Październikowe poranki w woalach mgieł, w impresjonistycznym rozedrganiu barw i światła, refleksyjne i melancholijne. Coraz trudniej się budzę, coraz trudniej mi wstawać i wynurzać się z ciepła kołdry do życia...

Dziś świat jest taki ładny. Obrysowany czerwienią jarzębin, purpurą klonów, ciemną żółcią traw. Gałęzie znajomych drzew w barwnych papugach liści. Urzekają mnie te cynobrowe, miedziane, rdzawe, szafranowe, herbaciane, te w odcieniu czekolady, sieny palonej, oberżyny, cynamonu i szkarłatnej czerwieni...

Tren ptasich odlotów. Szyfonowa zwiewność wiatru. Sprzymierzone z nim liście bezszelestnie kładą się na ziemi. Złoto zachodzi czerwienią, a z pól wąską smugą gorycz się snuje jak kadzidlany dym...

Mam lekko uchylone okno, dla tych dymów właśnie, dla tej goryczy...

Głaszczę okładki nowych książek i już się cieszę na czas z nimi. Pierwsza do przeczytania to "Farby wodne" Ostałowskiej, potem "Kapelusz pełen czereśni" Fallaci albo "Włoskie szpilki" Tulli. Zakupy zrobiłam na konto nagrody z okazji DEN, choć nie wiem, czy takową dostanę :)

Z głośników sączy się jazz nagrany z programów Marcina Kydryńskiego. Opiekuję się swoją samotnością, aromatem herbaty znaczę chwilę...

poniedziałek, 08 października 2012
Drobiazgi...

Przedzmierzch, blada smuga ukrytego słońca, chorał szarego nieba, powietrze chłodne po deszczu...

Cisza mojego domu. Szepty płomyków i garstka światła w ciemniejącym pokoju. Zanurzam się w zielony fotel, słucham wiatru, przez zmrużone oczy oglądam mozaikę jesiennych barw zintensywniałych wilgocią, zielonozłoty melanż skrzydlatych liści...

Chciałam Nike dla Magdaleny Tulli...

Zaczynam czytać jej "W czerwieni", czekam na "Włoskie szpilki". Przypominam sobie zdanie, wypowiedziane przez autorkę w jakimś wywiadzie: "Lubię książki, bo się można nimi zajmować w ciszy". Bliskie i ładne...

sobota, 06 października 2012
A świat jesienią jest...

Za oknem pejzaż jak ze starego obrazu. Zrudziałe kasztanowce ulatują gałęźmi w niebo. A niebo zimne dziś, spadające szarym całunem deszczu. I temperatura powietrza jesienna...

Wieloskrzydły wiatr i milczenie ptaków. Wędrujące parasole, zmagające się z kanonadą deszczowych kropel. W tej jesiennej szarudze barwne objawienia liści. Urok złocistookich brzóz i rozczerwienionych klonów, kobierzec rudych kasztanów pociemniałych od wilgoci...

Swoją osobność dziś zaznaczam piosenkami Grażyny Łobaszewskiej, nostalgią chryzantemy, światłem już zapalonych świec. Słońca mi brak, poczucia na koniuszkach rzęs świetlnego migotania...

Ostatnio w Miasteczku, w Dużym Sklepie zauważyłam na półkach słodycze w opakowaniach z motywami świątecznymi. W kiosku na początku października listopadowe gazety, a w witrynach wystawione kalendarze na nowy rok. Kiedy na to patrzę, mam wrażenie, że czas przyspiesza, że komuś zależy, by szybciej mijać. Po co ten pośpiech, gnanie?

Cieszą mnie jesienne wieczory. Cieszy mnie mój dom, wydający się być jak łupinka orzecha przytulny i ciepły. Wydłużam chwile, czytam do nocy, oglądam zaległe filmy. Lubię być pod kloszem pyzatej lampy, opatulić się pledem w pastelowe pasy, delektować herbatą o smaku słodko-gorzkich migdałów. Polecam! (herbata Dilmah)

Czekam na przesyłkę z książkami. Oprócz nowej Musierowicz zamówiłam inne, stąd opóźnienie w dostawie. W oczekiwaniu na przypominam sobie " Sprężynę". Lubicie Jeżycjadę?

 
1 , 2